Odbieranie dzieci niepełnosprawnym rodzicom
Back to Środowisko niewidomych#141 balteam
Eh łysy nie jest to wszystko takie czarnobiałe, osoby, które miały problemy w dzieciństwie bo np. rodzice byli to dziecko, w przyszłości też może mieć większą skłonność do uległości w razie jakiejś przemocy domowej będzie liczyć na to, że ktoś się zmieni, no i faktycznie będzie tej bitej osobie na taki mfacecie zależeć, zwłaszcza, że ci bijący też potem często przepraszają, mówią, że sprowokowałaś, a kobieta po pewnym czasie też to tak zaczyna odbierać, że to ona jest winna.
No i dochodzi jeszcze uzależnienie finansowe na przykład, albo wsparcie lub brak rodziny, także zajebiście się pisze, że można odejść, ale nawet fizycznie nie jest to takie łatwe i psychicznie tymbardziej.
#142 ewelinka
dokładnie
#143 gabi
no coś w tym jest
#144 Kat
Zgadza się, a często kobiety, które tkwią w przemocowych związkach wywodzą się z rodzin, w których przemoc była mniej czy bardziej obecna. Można powiedzieć, że wybierają to co znają i w czym dorastały, do tego właśnie jeszcze dochodzi zależność finansowa itd., więc ofiar przemocy nie powinno się obwiniać o trwanie w takich związkach, bo one i tak mają już głęboko zakorzenione poczucie winy. Kolejna sprawa, że prawo często mam wrażenie, chroni przestępcę, a do więzienia wsadzenie takiego to nie jest taka oczywista sprawa, zazwyczaj taki delikwent dostaje zawiasy i co, i dalej robi co chce.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#145 adelcia
no i patrzmy na te diskusje.
a wiec?
czemu ja mam prawie 40 lat i zaden zwiazek za soba?
popierwsze niechce nasobie miec przemoc domowa, tak jak miala moja matka a pociescy ja, a podrugie im jestem starsza tym bardziej kocham byc sama ze soba.
takze wszystko to ladnie pasuje.
#146 MonikaZarczuk
No chyba już jasnym jest, że nie ma żadnych przepisów, które nakazywałyby osobie widzącej podpisywać jakieś zobowiązania, co do opieki, nawet, jeśli oboje rodziców nie widzi, ani żadnych przepisów, które pozwalałyby nie wydawać dziecka niepełnosprawnej mamie. Praktyka jednak tworzona jest przez ludzi, a z nimi różnie bywa. Z tego, co zrozumiałam, to nie matce Eweliny wydano dziecko, ale jej samej, a że ona pojechała z tym dzieckiem do mamy, to tam się znalazło. W sumie dziwi mnie, że Was, aż tak dziwi, że osoba niewidoma, która spokojnie mogła mieć sporo obaw, co do tego, czy odrazu sobie poradzi z maluchem, pomyślała, że własna matka może jej pomóc w tych pierwszych dniach i podpowiedzieć, co i jak. Jak Ewelina wspominała, mimo tego, że znała swoją matkę i może nie miała o niej super zdania, to chyba mogła po prostu nie spodziewać się tego, że tamta wytnie jej aż taki numer. Myślę, że dużo dziwniejszym jest zakładać, że Twoja matka ukradnie Ci dziecko i zrobi z ciebie ofiarę losu, niż, że zechce Ci pomóc i wesprzeć. Mnie osobiście taka sytuacja wydaje się jak najbardziej możliwa i radzenie, by w trakcie ciąży rzuciła miejsce, które zna, przyznane mieszkanie i obsesyjnie uciekała na drugi koniec Polski z pewnością, że matka zabierze jej dziecko jest niepoważne. Ja sama zgodziłam się na to, by moja mama przyjechała do nas jeszcze przed porodem i była przy nas w tych pierwszych dniach, choć nie bałam się wcale opieki nad dzieckiem, a i w szpitalu pokazali nam maksymalnie dużo, jak przewijać, jak kąpać, jak karmić i tak dalej. A przecież i mojej mamie mogłoby przyjść do głowy zwabić mnie do siebie i z obawy o dziecko zatrzymać go w domu. Takich rzeczy po prostu nie da się przewidzieć, sama Ewelina mówiła, że wcześniej matka nie zdradzała się z podobnymi planami.
Interesuje mnie natomiast inna kwestia. Nie jestem pewna, ale chyba z Eweliny wypowiedzi wynika, że z powodu tego, co się stało, nie rozmawia z matką,a więc domyślnie nie ma też kontaktu z dzieckiem i dla mnie, oprócz starania się o przywrócenie normalnej sytuacji i odzyskanie dziecka, to jest bardzo ważna sprawa. Znam osobę, niewidomą matkę, która nie ma partnera, ma dziecko i wychowuje go razem ze swoją matką. Matka zajmuje się nim czasowo więcej, niż ona sama, bo ona pracuje i wiadomo, ma kontakt z dzieckiem kilka godzin dziennie i w weekendy, ajednak wszystko tam funkcjonuje dobrze. Dziecko wie, kto jest jego matką, matka jest dla niego najważniejsza, ale babcię też bardzo kocha i jest do niej mocno przywiązane. Takiej idylicznej sytuacji nie da się pewnie osiągnąć z matką trudną, która nas dołuje i obraża, ale myślę, że o kontakt z dzieckiem warto zawalczyć, o ile rzeczywiście jest słaby, albo go nie ma. Ta kwestia może być również ważna podczas starania się o dziecko, a i postawa matki, silnie związanej z dzieckiem emocjonalnie, może być inna podczas walki o nie, tj. może znaleźć w sobie dużo więcej siły i pomysłowości. Znam sporo ojców, którzy rozstawali się z partnerkami i zarzekali się wielce, jak to będą walczyć o opiekę nad dzieckiem, ale ponieważ nie mieli kontaktu z dzieckiem - uważali oczywiście, że to partnerka im utrudnia - dosyć szybko przestawali walczyć nawet o to, by się z dzieckiem widywać. Brak kontaktu osłabiał, a potem właściwie likwidował i więź i potrzebną determinację, do wywalczenia swojego. Nie znam Twojej sytuacji Ewelino dokładnie, ale pomyśl, może chociaż kontakt z dzieckiem jesteś w stanie ocalić.
#147 ewelinka
mam monisiu kontakt z dzieckiem, bo nie wyobrażam sobie inaczej. to jest cząstka mnie i wcześniej czy później wierzę, że będziemy razem.
#148 Julitka
A tutaj poruszyłaś jedną kwestię dla mnie bardzo ważną, o którą chyba zapytam w przeznaczonym do tego wątku.
--Cytat (MonikaZarczuk):
No chyba już jasnym jest, że nie ma żadnych przepisów, które nakazywałyby osobie widzącej podpisywać jakieś zobowiązania, co do opieki, nawet, jeśli oboje rodziców nie widzi, ani żadnych przepisów, które pozwalałyby nie wydawać dziecka niepełnosprawnej mamie. Praktyka jednak tworzona jest przez ludzi, a z nimi różnie bywa. Z tego, co zrozumiałam, to nie matce Eweliny wydano dziecko, ale jej samej, a że ona pojechała z tym dzieckiem do mamy, to tam się znalazło. W sumie dziwi mnie, że Was, aż tak dziwi, że osoba niewidoma, która spokojnie mogła mieć sporo obaw, co do tego, czy odrazu sobie poradzi z maluchem, pomyślała, że własna matka może jej pomóc w tych pierwszych dniach i podpowiedzieć, co i jak. Jak Ewelina wspominała, mimo tego, że znała swoją matkę i może nie miała o niej super zdania, to chyba mogła po prostu nie spodziewać się tego, że tamta wytnie jej aż taki numer. Myślę, że dużo dziwniejszym jest zakładać, że Twoja matka ukradnie Ci dziecko i zrobi z ciebie ofiarę losu, niż, że zechce Ci pomóc i wesprzeć. Mnie osobiście taka sytuacja wydaje się jak najbardziej możliwa i radzenie, by w trakcie ciąży rzuciła miejsce, które zna, przyznane mieszkanie i obsesyjnie uciekała na drugi koniec Polski z pewnością, że matka zabierze jej dziecko jest niepoważne. Ja sama zgodziłam się na to, by moja mama przyjechała do nas jeszcze przed porodem i była przy nas w tych pierwszych dniach, choć nie bałam się wcale opieki nad dzieckiem, a i w szpitalu pokazali nam maksymalnie dużo, jak przewijać, jak kąpać, jak karmić i tak dalej. A przecież i mojej mamie mogłoby przyjść do głowy zwabić mnie do siebie i z obawy o dziecko zatrzymać go w domu. Takich rzeczy po prostu nie da się przewidzieć, sama Ewelina mówiła, że wcześniej matka nie zdradzała się z podobnymi planami.
Interesuje mnie natomiast inna kwestia. Nie jestem pewna, ale chyba z Eweliny wypowiedzi wynika, że z powodu tego, co się stało, nie rozmawia z matką,a więc domyślnie nie ma też kontaktu z dzieckiem i dla mnie, oprócz starania się o przywrócenie normalnej sytuacji i odzyskanie dziecka, to jest bardzo ważna sprawa. Znam osobę, niewidomą matkę, która nie ma partnera, ma dziecko i wychowuje go razem ze swoją matką. Matka zajmuje się nim czasowo więcej, niż ona sama, bo ona pracuje i wiadomo, ma kontakt z dzieckiem kilka godzin dziennie i w weekendy, ajednak wszystko tam funkcjonuje dobrze. Dziecko wie, kto jest jego matką, matka jest dla niego najważniejsza, ale babcię też bardzo kocha i jest do niej mocno przywiązane. Takiej idylicznej sytuacji nie da się pewnie osiągnąć z matką trudną, która nas dołuje i obraża, ale myślę, że o kontakt z dzieckiem warto zawalczyć, o ile rzeczywiście jest słaby, albo go nie ma. Ta kwestia może być również ważna podczas starania się o dziecko, a i postawa matki, silnie związanej z dzieckiem emocjonalnie, może być inna podczas walki o nie, tj. może znaleźć w sobie dużo więcej siły i pomysłowości. Znam sporo ojców, którzy rozstawali się z partnerkami i zarzekali się wielce, jak to będą walczyć o opiekę nad dzieckiem, ale ponieważ nie mieli kontaktu z dzieckiem - uważali oczywiście, że to partnerka im utrudnia - dosyć szybko przestawali walczyć nawet o to, by się z dzieckiem widywać. Brak kontaktu osłabiał, a potem właściwie likwidował i więź i potrzebną determinację, do wywalczenia swojego. Nie znam Twojej sytuacji Ewelino dokładnie, ale pomyśl, może chociaż kontakt z dzieckiem jesteś w stanie ocalić.
--Koniec cytatu
#149 gadaczka
Jak sytuacja się rozwinęła? Z kim mieszka dziecko?
#150 gabi
#151 gabi
tak to jest jeśli widzący i nie widomi nie znają prawa , ja też nie znałam prawa dopuki nie zaszłam w ciąże poraz drugi i nie mam wsparcia od nikogo , też byłam głupia przy pierwszym dziecku bo , bałam się że zabiorą mi dziecko jak nie będzie osoby widzącej przy mnie i widocznie moja mama też tego nie wiedziała , ale teraz to się zdziwiła , jak nawed mops jej powiedział , że nie mogą mi zabrać dziecka bezpodstawnie , ale sama rozmawiałam z dwoma prawnikami i z siostrą zakonną z domu samotnej matki i to samo mi mówili , teraz gdy już znam prawo nikt nie może mi zabrać dziecka pomimo , że jestem osobąniepełnosprawną , moja mama się bardzo zdziwiła , bo ona ściągneła na mnie tą opieke społeczną i nie wieżyła mi że my też mamy prawo wychowywać dzieci jako osoby niepełnosprawne
#152 gabi
a jeśli chodzi o te procedury szpitalne , to nie wszystkie szpitale żądają podpisów osób widzących , ale ja też miałam taki przypadek jak ewelinka , a gdyby nie było takiej osoby sprawnej przywas , to szpital nie może zatrzymać wam dziecka jedyne co zrobi , to powiadomi mops i oni będą co jakiś czas kątrolować dziecko czy nie dzieje mu się krzywda i czy jest zaniedbywane , więc omijajcie takie szpitale
#153 teletubis
o masakra poprostu, anie jedno sprawne małużeństwo nie dopilnuje dziecka i naprzykład zrobi sobie krzywde czy yskoczy z okna.
#154 ewelinka
Tylko ciężko wyczuć, który szpital rząda, a który nie, a co za tym idzie, nie da się tego unikać.
#155 teletubis
Same trudności robią. Nie rozumiem dlaczego tak jest.
#156 Zuzler
Starczy po prostu wypytać innych.
#157 gabi
tak ja właśnie tak zrobiłam , zadzwoniłam do szpitala i wprost zapytałam jakie mają wymogi
#158 Zuzler
Raczej myślałam o wypytaniu innych niepełnosprawnych osób gdzie rodziły i czy były problemy.
#159 Julitka
@Zuzler Tylko taka informacja, że w Białymstoku jest "fajny szpital" i problemów nie było nie pomoże młodej mamie z pod Gdyni.
#160 Zuzler
A myślisz, że w Gdyni nie ma niepełnosprawnych?