Odbieranie dzieci niepełnosprawnym rodzicom
Back to Środowisko niewidomych#81 tomecki
To co to za szpital? znam kilka relacji, w których żadna widząca osoba nie byla potrzebana. U nas też nie.
#82 ewelinka
szpital w warszawie na ulicy inflanckiej.
#83 Kat
Chyba co szpital to inny obyczaj, bo w Koszalinie nie wymagali podpisu od osoby widzącej.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#84 tomecki
Znam parę, która również była na Inflanckiej. O ile wiem, chociaż musiałbym dopytać też nie wymagano widzących.
#85 ewelinka
może się coś zmieniło
#86 papierek
taki szpital też powinien być w sądzie za dyskryminację na tle niepełnosprawności w trybie natychmiastowym. Teraz ciężko oceniać, czy dopuściła, czy nie, bo poród to ciężki czas dla kobiety ale faktem jest, że teraz z mężem powinniście robić co się da, żeby dziecko odzyskać.
#87 Kat
Papierku, poród jak poród, owszem, ciężki jest, ale okres po porodzie chyba jednak jest trudniejszy od niego, moim zdaniem.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#88 misiek
Nie? To w takim razie jak nazwiesz zaistniałą sytuację? W jakiej normalnej rodzinie matka zabiera córce dziecko bez jej zgody i nie daje z nim kontaktu?
--Cytat (ewelinka):
ja mój drogi nie jestem z patologii wbrew temu co sądzisz nie znając mnie
--Koniec cytatu
#89 misiek
Jakie to wszystko proste- zrobić z siebie ofiarę przed całym światem i w około szukać winnych nie widząc winy u siebie.
--Cytat (ewelinka):
jakie to wszystko proste, prawda? łatwo się kogoś ocenia, nie będąc w jego skórze. proponuję założyć moje buty i postawić w nich kilka kroków, a dopiero potem osądzać.
--Koniec cytatu
#90 misiek
Jeśli nawet tak było jak piszesz to trzeba było ściągnąć brata, siostrę, wójka, sąsiadkę, listonosza, lub kogokolwiek innego. Napewno znalazłaby się osoba, która by ci pomogła, ale ty wolałaś iść na łatwiznę, to teraz masz tego skutki opłakane.
--Cytat (ewelinka):
nikt nikomu nie dawał na nic przyzwolenia. szpital wymagał tego, żeby była osoba widząca na porodówce, do podpisania zgody na cesarkę też wymagano osoby widzącej.
--Koniec cytatu
#91 ewelinka
wszyscy z rodzeństwa wiedzieli co robi. niestety na nikogo liczyć nie mogłam, bo woleli się nie wtrącać. tak było niestety zawsze.
#92 Kat
Nie oceniałabym tak surowo Ewelinki, nigd nie wiesz jak się zachowasz, stając w obliczu tak trudnej sytuacji. Dziś może ci się wydawać, że stawisz wszystkim przeciwnościom czoła, że się nie poddasz i takie tam, ale jak przyjdzie co do czego to okazuje się, że to nie jest takie proste. Z resztą Łysy, bez obrazy, ale nie wiesz co czuje kobieta w połogu, nie masz pojęcia jakie emocje nią powodują, nie wiesz co to jest baby bluess, jak hormony lecą w dół na łeb na szyję, bo tak to można określić. Przez 9 miesięcy te hormony powoli wzrastają, wszystko u kobiety się zmienia, a po rozwiązaniu wszystko wraca do normy w ciągu 6 tygodni, więc porównaj sobie 9 miesięcy do 6 tygodni. Matka Ewelinki po prostu wykorzystała ten okres, żeby zrobić to co chciała i przypuszczam, że dobrze wiedziała co i dlaczego robi. Do autorki wątku mógłbyś mieć pretensje tylko dlatego, że po stabilizacji hormonalnej nie otrząsnęła się i nie walczyła, choć nie można mieć pewności, że nie dopadła jej depresja czy coś w tym stylu.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#93 Julitka
Łysy, proszę się uspokoić.
--Cytat (łysy):
Jeśli nawet tak było jak piszesz to trzeba było ściągnąć brata, siostrę, wójka, sąsiadkę, listonosza, lub kogokolwiek innego. Napewno znalazłaby się osoba, która by ci pomogła, ale ty wolałaś iść na łatwiznę, to teraz masz tego skutki opłakane.
--Cytat (ewelinka):
nikt nikomu nie dawał na nic przyzwolenia. szpital wymagał tego, żeby była osoba widząca na porodówce, do podpisania zgody na cesarkę też wymagano osoby widzącej.
--Koniec cytatu
--Koniec cytatu
#94 gabi
ja miałam tak samo jak ewelinka , że musiała moja mama podpisać takie pismo , że zobowiązuje sie moja mama mi pomagać przy dziecku
#95 ewelinka
w mieście, do którego się przeprowadziłam, niestety parze osób, gdzie kobieta była widząca, a facet niedowidzący też odebrali dziecko. kobieta miała svchorzenie neurologiczne, a facet widział bardzo mało. szpital skierował wniosek do sądu o odebranie dziecka, a mopps o umieszczenie go w rodzinie zastępczej, niespokrewnionej. nie mieli nikogo do pomocy i tak to się potoczyło.
#96 Kat
Tak, słyszałam o tym, jak już gdzieś napisałam, dużo zależy od dobrej woli personelu i ich uprzedzeń tudzież chęci. Prawda jest taka, że jak będą chcieli się przyczepić to i tak się przyczepią, jak to mówią: "jak chcesz uderzyć psa to kij na środku drogi się znajdzie".
Z kolei u moim znajomym - on słabo widzący, ona niewidoma - w szpitalu wycięli taki numer, że chcieli dać dziecko dopiero przy wyjściu do domu i gdyby dziewczyna nie domagała się, że chce mieć dziecko przy sobie to nie wiadomo jakby się to skończyło, pewnie personel obstawałby przy swoim, że dziecko ma zostać na oddziale noworodków. Co ciekawe, nie było to ich pierwsze dziecko, więc tym bardziej dziwi mnie postawa szpitala.
Pamiętam, że po porodzie spytałam czy dadzą mi małą i czy będę mogła się sama nią zajmować. Pielęgniarki wtedy powiedziały mi, że to w końcu moje dziecko i one nie mogą mi go od tak zabrać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
#97 zywek
Ale skąd wy wiecie, ze autorka wątku tqk została potraktowana, a nie wyglądało to przypadkiem nieco inaczej?
#98 Zuzler
Dobre pytanie Żywku, cieszę się, że ktoś je zadaje.
#99 ewelinka
inaczej według ciebie, czyli jak?
#100 ewelinka
widzę, że niektórzy wiedzą o mojej sytuacji więcej, niż ja sama. jak tylko dowiedziałam się co moja matka kombinuję, natychmiast zorganizowałam spotkanie z psychologiem, a dokładniej z położną, która miała też kwalifikacje psycholog. prosiłam ją, żeby przyszła do mnie, jak moja matka będzie, bo już wiedziałam od męża co jej po głowie chodzi. przyszła. ja bardzo ją lubiłam. znałyśmy się ze szkoły rodzenia, na którą chodziliśmy z mężem. tłumaczyła mojej starej jak to psycholog, że jesteśmy rodziną, że nie należy nasz rozdzielać itd itp. powiedziałam też o całej sprawie psycholog z działu absolwentów w laskach. przyjechała do mnie. najpierw pogadała z nami, jak my to widzimy, a potem z matką, dodając, że ona nic nie może zrobić i że bardzo nam współczuje, że nie rozumie postępowania w całej sytuacji, dlaczego moja matka w taki sposób nas traktuje i na tym cała sprawa pomocy z zewnątrz się zakończyła. nikt nie ma prawa mi zarzucić, że nie próbowałam szukać pomocy, lub ją odrzucałam, a w żadnym wypadku mnie o cokolwiek winić.