Integracja Eltenowiczów

Najlepszy dzień w życiu

Started by Julitka 120 posts last post 8 months ago Page 4 of 6

#61

Oo, oryginalnie Agato. :) POdoba mi się ten pomysł. Ale to było tylko dla Ciebie? Bo dzielić się z innymi trochę głupawo.

#62 8 likes

najpiękniejszy dzień w moim życiu, to jak po raz pierwszy wziąłem na ręce moją urodzoną kilka godzin wcześniej córeczkę.
Nigdy nie zapomnę tej chwili i zapachu jej malutkiej główki.

#63 1 like Edited

Hm. Jednym z nich był na pewno dzień, w którym rodzice zostawili mnie w przedszkolu.
Miarą miłości jest miłość bez miary

#64

o tak, u mnie jednym z lepszych, choć trudnych był dzień gdy trafiłam do Lasek.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.

#65 1 like

Ja nie mam chyba takiego dnia, ale jednym z nich byłby może dzień wyjazdu na ICC
Happy hacking

#66

To moze się wydawać dziwne, ale czułam się wtedy naprawdę szczęśliwa.
Miarą miłości jest miłość bez miary

#67 1 like

Zgadzam się z przedmówczynią. Mój najlepszy dzień, to był dzień w którym dowiedziałem się, że jadę z chórem szkoły muzycznej w Laskach do herzbergu. Miałem wrażenie, że unoszę się w powietrzu. To był piękny czas.
Cholerne wstrętne sample w suno!

#68 3 likes

U mnie jednymi z lepszych były te, w których mogłam w gimnazjum zostawać w internacie. Szczególnie dobrze wspominam te w maju i czerwcu, gdy wieczór zapadał wyjątkowo późno, żaby ze stawku tak darły parcha, że było słychać aż na żeńskim (po drugiej stronie budynku ośrodka), a popołudniami chodziło sie z grupą na lody albo w samotności po prostu pochodzić po wyludnionych korytarzach.

#69 2 likes

Szkoła w Laskach obfitowała w bardzo szczęśliwe dni.
Miarą miłości jest miłość bez miary

#70 1 like

A u mnie jednymi z lepszych były te, kiedy mogłem sobie połazić po górach.

#71 2 likes

Ale gdybym miała powiedzieć o najczęśliwszym czasie w moim życiu, tak jak teraz Zuza, to z pewnością będą to letnie noce. Wtedy najczęściej gadałam z ludźmi, na których najbardziej mi w danym czasie zależało, wtedy dostawałam energii jak mały samochodzik, wtedy moje marzenia fruwały najdalej
Happy hacking

#72 1 like

Góry? Nieeee. Nad morzem, jego szum i piasek między palcami.
Miarą miłości jest miłość bez miary

#73

@Pawlink, ale dlaczego właściwie? Przecież tam nic nie ma!

#74 2 likes

Najszczęśliwszy czas, to chyba właśnie też weekendy pod koniec roku, kiedy już nie wiele się musi, i można siedzieć na tarasie po 22. :)
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.

#75 1 like

No właśnie ze względu na to nic. :D

#76 4 likes

Tak, też lubię te parę tygodni przed zakończeniem. Wtedy jest takie super uczucie, że można mieć wywalone. Oby najszczęśliwszym dniem tego roku był dzień mojej obrony :P
Happy hacking

#77 3 likes

Jak ja zazdroszczę tym z was, którzy jeszcze się uczą. Te dni przed końcem roku. Mmmmmmmm.macie rację. :D
Miarą miłości jest miłość bez miary

#78 1 like

Dwa wyjazdy do Herzbergu w Niemczech i jeden do Fleke pod Bergen w Norwegii. To były naprawdę niezapomniane dni, które dały mi wiele radości! :)
Give me a sign.

#79 1 like

Trudno mi wskazać dzień czy nawet ledwie kilka dni, które były najlepsze.
Na pewno czasy pierwszych lat studenckich to było coś pięknego. I te posiadówy na miasteczku studenckim AGH do wczesnych godzin porannych, a potem odprowadzanie koleżeństwa na pierwszy tramwaj ;) grillowanie, szukanie gdzie by tu w nocy zjeść i ostatecznie kupowanie hotdoga w Żabie... Teraz to zlewa się w przyjemną całość, ale wspomnienia być może oparte są w znacznej mierze o jedentylko dzień.

Zjazdy i obozy projektu Na fali czyli lata gimbazy i wczesnego technikum też były piękne. Trudno z tego wyjąć tylko te dwadzieścia kilka godzin. :)
INFP

#80

Zazdroszczę czasów studenckich. Nie mam niestety takich wspomnień.
-- (Postukujacy):
Trudno mi wskazać dzień czy nawet ledwie kilka dni, które były najlepsze.
Na pewno czasy pierwszych lat studenckich to było coś pięknego. I te posiadówy na miasteczku studenckim AGH do wczesnych godzin porannych, a potem odprowadzanie koleżeństwa na pierwszy tramwaj ;) grillowanie, szukanie gdzie by tu w nocy zjeść i ostatecznie kupowanie hotdoga w Żabie... Teraz to zlewa się w przyjemną całość, ale wspomnienia być może oparte są w znacznej mierze o jedentylko dzień.

Zjazdy i obozy projektu Na fali czyli lata gimbazy i wczesnego technikum też były piękne. Trudno z tego wyjąć tylko te dwadzieścia kilka godzin. :)

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!