Ech, Pitefku, mam nadzieję, że te meble trafiły do drugiego obiegu, nawet ze śmietnika. Te, jak mówisz, PRL-owskie gówna robią się ostatnio poszukiwane i wartościowe.
Potwierdzam powyższe. Mało tego, budżet może czasem sobie pozwalać, ale zarówno fachowiec jak i jego terminy mogą przyjść w czwartek od 11 do 17 albo w przyszłym tygodniu, a Ty możesz nie mieć wybranych płytek, w markecie innych nie ma, bierzesz czy idziemy do kogo innego, bo zleceń tyle, że przebierać można jak w warzywach na targu. Też snułem plany i marzenia co do mieszkania przed remontem raz na lat 10, po czym spełzło to do rzeczy pragmatycznych i pewnych. Porezygnowałem po drodze z robienia z sypialni przestrzeni audiofilskiej, wymiany łoża na absolutnie nowe i wygodniejsze itd. I znów: budżet to najmniejszy pikuś
Propos fachowców to pełna zgoda niestety. Przerabiało się nie raz i dalej się przerabia. Czy to piec gazowy, czy to remont w kuchni, czy cokolwiek. Nie mówię już o rewitalizatorach, czy jak ich tam zwać, którzy oddają mieszkania w stanie w teorii odnowionym, w praktyce to i tak jest do gruntownego remontu.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
Odnoszę się po kolei, ale jednak nieco chaotycznie: Pates, można, jak najbardziej. Jeszcze Jak! Też najchętniej robiłbym tak, że w jednym bym mieszkał, a drugie remontował. Budrzet jednak z gumy nie jest, mieszkamy kątem chwilowo u teściów, ale mnie zaczyna to już męczyć. Generalnie chcę puki co zrobić to na kilka lat, dopuki nie wybrniemy z kredensu, a potem weźmiemy już na siebie kredyt na remont, ewentualnie coś doskładamy i się zrobi tak, jak będziemy chcięli, wszystko od początku. Julitka, Pajper, Marolk. O dobrego fachowca bardzo trudno, mam przykład z poprzedniego i jeszcze wcześniejszego mieszkania, które wynajmowałem. Niby była firma, kładli płytki, robili meble w zabudowę, robili elektrykę. Tyle, że w tym pierwszym mieszkaniu jakieś papudrackie łapki nakładły pod płytki na podłodze placuszki kleju, co skutkowało tym, że większość powierzchni podłogi po stuknięciu była głucha, a upadek butelki/ słoika z lodówki skończył się dziurą w podłodze, i gdyby nie to, że oboje właściciele poprzednich mieszkań mieli w piwnicy ileś płytek na wymianę, nie wiem jak by się to skończyło. W najlepszym wypadku miałbym po kałcji. Takich fachowców trzeba stale pilnować, bo jak tylko sobie wyjdziemy, to albo robią na szybko, bo klient pod podłogą/ we wnętrzu ścian niedoróbek itak nie zaówarzy od razu, albo biorą 5 zleceń na raz, i do nas mogą przyjść tylko w jeden konkretny dzień w tygodniu i to na chwilę. Dlatego, żeby wiedzieć co, jak, gdzie i w jaki sposób jest zrobione, chcę robić z przyjacielem. Raz, że bardzo lubię remonty i techniczne sprawy, 2 tak jak wyżej. Nad wszystkim mam kontrolę. @Zuzler, te segmenty może i z lepszej jakości drewna były, ale niestety powypaczane tak czy inaczej, rozłaziło się to to na krawędziach, a ze śmietniora jak ktoś sobie wziął, to będzie miał problem, bo ja się nie bawiłem w jakieś delikatne rozkręcanie, tylko kluczowe śruby aut, i fronta w mebla. Wiem, że to w cenie jest, a przynajmniej bywa, ale żeby wyciągnąć z tego zysk, musiałbym mieć czas, trochę pieniędzy i jeszcze więcej miejsca.
@Zuzler, Meble peerelowskie, meblom peerelowskim nierówne. Wiem, że to niby złota era polskiego designu, ale bez przesady. Nakładając na to okresy permanentnego niedoboru wszystkiego, to zamiast perełki możemy mieć nic nie wartego grata. @Pitew, placki pod płytkami na podłodze... noż winszuję Zdzisiowi czy innemu Mietkowi fachu w łapie. U mnie na starym mieszkaniu w TBS za to majstry przykleili umywalkę w łazience na klej, więc przy wymianie zlazła razem z płytkami. @Pates, taki styl typu puk, puk, puk, cyk, cyk cyk, u obcego rób jak dla obcego, byle na sztukę to często flipperzy mają - największy złośliwy nowotwór rynku mieszkaniowego.
Hej a czy możemy z tego zrobić wątek o radzeniu sobie przy remontach w domu? Nie przeszkadza mi to, ale treści jest już na tyle, by wydzielic z tego całkiem fajnie rozwijający się temat :)
Jeśli ma się całkowity wpływ na to, co się dzieje, to musi być faktycznie przyjemne. Ja, niestety, nie miałam. -- (MarOlk): Ale trochę zazdraszczam urządzającym swój kąt tego dreszczyku emocji i bycia w trybie zadaniowo-projektowym. --
U nas się bierze jednego fachowca na kilka rodzin, jest z Twojej okolicy. Możesz napisać na priv, może uda się dać namiary. Do tego stopnia, że jeździł do Warszawy stamtąd. Moi rodzice nie byli w 100% zadowoleni, ale to nie musi o niczym świadczyć. -- (Pitef): Odnoszę się po kolei, ale jednak nieco chaotycznie: Pates, można, jak najbardziej. Jeszcze Jak! Też najchętniej robiłbym tak, że w jednym bym mieszkał, a drugie remontował. Budrzet jednak z gumy nie jest, mieszkamy kątem chwilowo u teściów, ale mnie zaczyna to już męczyć. Generalnie chcę puki co zrobić to na kilka lat, dopuki nie wybrniemy z kredensu, a potem weźmiemy już na siebie kredyt na remont, ewentualnie coś doskładamy i się zrobi tak, jak będziemy chcięli, wszystko od początku. Julitka, Pajper, Marolk. O dobrego fachowca bardzo trudno, mam przykład z poprzedniego i jeszcze wcześniejszego mieszkania, które wynajmowałem. Niby była firma, kładli płytki, robili meble w zabudowę, robili elektrykę. Tyle, że w tym pierwszym mieszkaniu jakieś papudrackie łapki nakładły pod płytki na podłodze placuszki kleju, co skutkowało tym, że większość powierzchni podłogi po stuknięciu była głucha, a upadek butelki/ słoika z lodówki skończył się dziurą w podłodze, i gdyby nie to, że oboje właściciele poprzednich mieszkań mieli w piwnicy ileś płytek na wymianę, nie wiem jak by się to skończyło. W najlepszym wypadku miałbym po kałcji. Takich fachowców trzeba stale pilnować, bo jak tylko sobie wyjdziemy, to albo robią na szybko, bo klient pod podłogą/ we wnętrzu ścian niedoróbek itak nie zaówarzy od razu, albo biorą 5 zleceń na raz, i do nas mogą przyjść tylko w jeden konkretny dzień w tygodniu i to na chwilę. Dlatego, żeby wiedzieć co, jak, gdzie i w jaki sposób jest zrobione, chcę robić z przyjacielem. Raz, że bardzo lubię remonty i techniczne sprawy, 2 tak jak wyżej. Nad wszystkim mam kontrolę. @Zuzler, te segmenty może i z lepszej jakości drewna były, ale niestety powypaczane tak czy inaczej, rozłaziło się to to na krawędziach, a ze śmietniora jak ktoś sobie wziął, to będzie miał problem, bo ja się nie bawiłem w jakieś delikatne rozkręcanie, tylko kluczowe śruby aut, i fronta w mebla. Wiem, że to w cenie jest, a przynajmniej bywa, ale żeby wyciągnąć z tego zysk, musiałbym mieć czas, trochę pieniędzy i jeszcze więcej miejsca. --
@Pitew u nas w Warszawie (Dżis, jak to brzmi!) nam panowie kleili płytki w toalecie na silikon. Co mieli w głowach, nie wiem. xddd Zresztą armaturę też. I mieli tak wy*ane, że smużki silikonu do dzisiaj są w środku umywalki. Ale to mogło częściowo wynikać z tzw. presji otoczenia w postaci tzw. osoby doglądającej. Tym niemniej no, ciekawie jest.
Owszem, ale taki specjalista Janusz z bożej łaski, weźmie sylikon, poślini palucha, i jazda z tym koksem. Potem na takim sylikonie grzyb i co tam jeszcze. Prawidłowo, odtłuszczamy powierzchnię wanny/ prysznica/ umywalki/ geberitu czy czego tam jeszcze, sylikon bezbarwny, i kostka do sylikonu, albo od bidy może być gitarowa. Wtedy mamy piękne łączenie, sprężyste i czyste, trzymające przez lata.
Gorzej, że to nie był Janusz z Bożej łaski. Tzn. okazało się, że był, ale już po. -- (Pitef): Owszem, ale taki specjalista Janusz z bożej łaski, weźmie sylikon, poślini palucha, i jazda z tym koksem. Potem na takim sylikonie grzyb i co tam jeszcze. Prawidłowo, odtłuszczamy powierzchnię wanny/ prysznica/ umywalki/ geberitu czy czego tam jeszcze, sylikon bezbarwny, i kostka do sylikonu, albo od bidy może być gitarowa. Wtedy mamy piękne łączenie, sprężyste i czyste, trzymające przez lata. --