Ja mając dostęp do szkolnej drukary, która swoją drogą stoi sobie i się kurzy, drukowałem kiedyś dla zabawy jakieś pierdołowate fidgety, które to jednak okazały się znacznie bardziej ciekawe dla mojej koty niż dla mnie, do dziś jedną z owych zabaweczek moje mrukliwe stworzenie lubi toczyć, bo ten fidgecik i jest dość głośny - ma w sobie jakieś pierścienie które się obracają i można zlokalizować gdzie to jak jej wpadnie pod jaką sofę, i dobrze się turla, więc potwierdzam, choć drukarki 3D na własność nie posiadam.
-- (Julitka): byście mieli drukarkę 3D, to byście drukowali kitełom takie hałaśliwe cuda na pęczki. A przydaje się, bo jak kota pajpera dostała jedną, to przetoczyła ją radośnie po całym domu, ale ze 3 razy do kupy. Bo potem jej przeleciała przez barierkę na dół i wsiąkła, pajper ją odnalazł w bucie. Za drugim razem znikła na amen. Ale kolejna się drukowała chyba mniej, niż godzinę, więc... xd --
A nasza Yuki gra w showdowna :D Lubi sobie tą piłkę poturlać. Ja już mniej lubię jej dźwięk. No i sprężynki naj ever, takie plastikowe. Koszt kilka zł za 6 czy 8 w paczce, a zabawa na dłuugie godziny dla nas obu, albo dla całej trójki, bo się kociątko aportować nauczyło i radośnie oznajmia - mrram! jak przyniesie, żeby jej rzucić znowu
Sygnatura:
Cis najzieleńszy jest zimą; ma zwyczaj śpiewać kiedy płonie.
Panele położone, są to klasy C4, czyli nie te najbardziej wodoodporne, łączone na klik, najtańsze, albo jedne z najtańszych. Zamki chujowe jak nie wiem, kładliśmy z przyjacielem salon, korytarz i sypialnię. Kuchni nie ruszamy, bo tam jest generalnie słabo, i znając to mieszkanie, jak byśmy się za coś brali, t0o wyszłoby tak, że kolejne babole by powychodziły. Na min. 5 lat jest zrobione, chociaż kładzenie paneli na nie do końca równą podłogę może się zemścić. Nie oszczędzałem na podkładach, mają pół centymetra i jakoś to narazie siedzi, chociaż przy wejściu z korytarza do salonu delikatnie trzeszczą przy listwie. Cóż. Liczyłem się z tym. Szafy, te PRLowskie gówna, segmenty i tp, wszystko poszło na śmietnik. Na dyktach z tyłu na segmentach odnaleźliśmy napis. Swarzęc, 27.10.1978. Wczoraj obchodziłyby 48 lat. Światłowzwód jest już podłączony, sypialnia ma już listwy, generalnie do zamieszkania. Jeszcze tylko podgruntować przy podłodze na przyklejenie listew ściennych, i po gruntownych porządkach, można mieszkać. Jak przy takim remoncie, wnoszeniu, wynoszeniu, układaniu, poziomowaniu bicuś rośnie?! Sam jestem zaskoczony. A jak kondycha skoczyła po latach robienia pompek palcami na klawiaturze. Płytki PCV które były generalnie w całym mieszkaniu były po prostu w wielu miejscach walnięte na podłogę, a przy ścianach przylepione chyba na jakiegoś mamuta, bo ledwo to oderwałem z pomocą szpachelki, młotka ciesielskiego i śrubokręta. Szafę do korytarza udało nam się kupić na OLX za 500 PLN, troje drzwi przesównych, po 3 półki i po 2 szuflady na stronę, na całą szerokość szafy pułka u góry, lustro na całych jednych drzwiach i generalnie wymiary to: 2,15/ 2/60. Kupiłem sobie też zakrętarkę, więc szafę w miejscach, gdzie już drewno z tymi oryginalnymi śrubami współpracować nie chciało, pospinałem na wkręty ciesielskie, ale jeszcze na 2 takie jebitne kontowniki kołkami do ściany ją przytulimy. Siadła i wymiarowo i kolorystycznie ideolo. Te mieszkania, po wybudowaniu, podobno robili/ wykańczali ludzie, którzy pojęcia żadnego o wykańczaniu nie mieli. Wyrabiali po prostu jakieś godziny, więc robili to tak, że jak by mi ktoś tak teraz mieszkanie oddał, to jajca bym kombinerkami ścisnął i ukręcił. Sufit w korytarzu, z racji na nową szafę, wymagał pomalowania. Wcześniej prawdopodobnie nikt tego nie gruntował, po prostu kolejne majstry waliły kolejne warstwy farby. Sufit malowany i drapany szpachelką był jakieś 6 albo i 7 razy, bo farba po przejechaniu wałkiem odchodziła ogromnymi płatami. Sufit na głowę lecialł. Drzwi do sypialni, łazienki i toalety zostały podcięte z racji na podniesioną podłogę. W korytarzu też łódka, jak nie wiem. Przy drzwiach wejściowych wyżej, potem dołek, dalej wyżej, przy wejściu do kuchni dołek i tak dakato. Panele trochę się niestety uginają mimo dodatkowej warstwy podkładów miejscami. Generalnie mordercza robota, na ten moment lepienie bałwana z gówna, ale się udało, i na parę lat musi starczyć.
Na te podkłady samopoziomujące t ouważajcie. Niby takie zajedwabiste, że wylewasz, superhiper, poziomować i pilnować nie trzeba, a u nas w pokojach góry i doliny, meble trzeba było do podłogi poziomować, nie odwrotnie. xd A i tak krzywe są normalnie.
@Julitka, podkłady pod panele nie są wylewane, tylko je się docina i układa. Docelowo tak czy inaczej będziemy zrywać za te kilka lat wszystko i montować od nowa, począwszy od wylewki samopoziomującej, a w łazience będzie jeszcze hydroizolacja. @Marolk, nie docinałem. Docinał mój przyjaciel na pilarce i drobne jakieś kąciki przy framugach multitoolem, jednak jak bym miał sam to robić, to nauczyłbym się obsługi takiej specjalnej gilotyny/ wózka jak do płytek, tylko jest coś takiego dedykowanego do paneli. Miałem widzącego jakoś tam przyjaciela, to nie musiałem docinać. Dyskotekę miałem jedynie z wpinaniem np. rządka 2 paneli, albo 2 i kawałka tak, aby spięły się z poprzednimi bez uszczerbień. Poza tym przy układaniu paneli trzeba zachować tzw. Szczelinę dylatacyjną, i klinowałem takimi hm. klinami właśnie do ścian. Podkłady tapeciakiem docinałem i było perfekto.
Jeśli chodzi o wylewkę samopoziomującą, to przed nią trzeba dobrze zwilżyć podłorze, i dobrze zagruntować tak, aby fajnie chwyciło. Poza tym, po takiej wylewce trzeba przeciągać tak czy inaczej taką specjalną dłuuugą łatą, a wszelkie wylewanie tego, rozlewanie, rozciąganie, równanie i tp robi się w takich butach ze specjalnymi kolcami.
A to i możliwe jest. Dlatego, przy generalnym remoncie, w miarę możliwości, zamawiam kontener z rękawem na balkon albo do okna, oczywiście pozbieram ewentualne zgody i niezgody od sąsiedztwa, wywalamy wszystko w kilku, a zasoby ludzkie mam, a następnie, krok po kroku, od posadzek, przez ściany/ gładzie/ framugi, bruzdy pod elektrykę, potem sufit podwieszany, wszystkie przewody sobie tam upakuję, i dopiero wszystko zaklajstrujemy/ zagipsujemy. Chcę np. Elektrykę zaprojektować w taki sposób, żeby było jak najbardziej w przód. Jeśli np. Nie będzie mnie stać od razu na założenie klimy, wyprowadzenie przewodu i przygotowanie miejsca pod to nie kosztuje dużo, a znacznie ułatwia pracę. Bezpiecznik na klimę także być musi, więc większą rozdzielnię nad drzwiami z automatu założę. Na moje mieszkanie i projekt tego, co mam w głowie, bezpieczników/ obwodów będę miał około 15 albo 16. Rozdzielnię założę 20 miejscową, bo to i szpetne nie będzie, a w razie w, dołożenie kolejnego obwodu gdzieś tam czy kiedyś tam nie będzie kłopotem.
U nas poprzedni właściciel nawalił gniazdek, że hoho. Szkoda tylko, że niektóre się nie przydają, bo siłą rzezy za meblami się marnują. Za to rozdzielnicę zrobił tylko na jedną różnicówkę.
Zza mebli można pociągnąć przedłużacze, czasem to nawet przydatne. -- (MarOlk): U nas poprzedni właściciel nawalił gniazdek, że hoho. Szkoda tylko, że niektóre się nie przydają, bo siłą rzezy za meblami się marnują. Za to rozdzielnicę zrobił tylko na jedną różnicówkę. --
Mnie zastanawia jedno. Poprawcie, jeśli się oczywiście mylę, ale. Jeśli oczywiście ma się gdzie mieszkać na obecny czas, i ma się z czego utrzymać ewentualne drugie mieszkanie, nie jest lepiej zrobić wszystko raz a porządnie, niż po łebkach, gdzie i tak za kilka lat trzeba będzie to wszystko wyrzucać w pizdu, i przepalać kolejne, większe pieniądze? Jakby ja zdaję sobie sprawę z cen remontów generalnych, ale z drugiej strony chyba jeśli bierzemy mieszkanie w stanie w jakim jest to wiemy jakie ono jest, z czym się mierzymy i do czego przystępujemy, to nie jest lepiej zrobić to po prostu dobrze i sensownie? Nie mówię od razu klimatyzację, podwieszane sufity, ale nawet weźmy taką podłogę, elektrykę, wszelakie kabelki, może ściany. Zrobić to już na prawdę dobrze, a później stopniowo dokładać, niż robić średniej niższej jakości, byle było?
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
Nie no, właśnie dlatego powiedziałem o możliwości utrzymania drugiego mieszkania zwłaszcza jeśli żyjemy z kimś, i nasza łączna pula na to by pozwalała. No zwłaszcza w kontekście brania mieszkania w stanie do ewidentnej, natychmiastowej renowacji, bo w innych przypadkach może być inaczej.
„Równowaga nie działa w korporacjach. Tam rządzi chaos i budżet.
Po pierwsze budżet nie jest z gumy. Po drugie o dobrego fachowca obecnie trudniej niż o stabilną wersję Windowsa. Po trzecie dobry plan bardzo szybko może okazać się dyskusyjnie dobry. Przerabialiśmy to mocno ostatnio i prawdę mówiąc potwierdziło się każde z trzech powyższych: bo budżet ograniczał, fachowiec kilka rzeczy spartolił koncertowo, a wybrany przez nas prysznic okazał się najbardziej wnerwiającą rzeczą w całym mieszkaniu.
#StandWithUkraine
Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
O tak, o dobrego fachowca przez "ch" faktycznie trudno. Musieliśmy się zadowolić śp. Jackiem, który pod szyby między meblami w kuchni zrobił fale Dunaju.