EltenLink

Jakich zawodów powinny uczyć ośrodki?

Wróć do W szkole i w pracy.

#1 Zuzler

Jakich zawodów, kompetencji zawodowych, certyfikatów, kursów i szkoleń w ośrodkach nie ma, a być by co najmniej mogły Waszym zdaniem? Powiedzmy sobie szczerze, obecnie mało który ośrodek ma w ofercie coś bardziej przyszłościowego od technikum informatycznego i masażu. Nic mi nie wiadomo, żeby któryś oferował, dajmy na to, dobrą, nie podstawową naukę obsługi Excela, że o jakimś w miarę przyszłościowym kierunku w szkole branżowej nie wspomnę. Mówię tu przede wszystkim o kierunkach godnych uwagi dla osób niewidomych.
Proponuję zabawę w "co by było gdyby" i dyskusję na ten temat. Czego brakuje? Co można by wprowadzić niewielkim nakładem sił i kosztów? A co byłoby najbardziej przydatne, najciekawsze, wartościowe, nawet jeśli nigdy w życiu nikt tego nie zrobi?



2025-08-05 18:40

#2 pajper

Prawdę mówiąc na podstawie najpierw obserwacji prywatnych, a w ostatnich latach z perspektywy NGO i wielu, że tak to ujmę, opinii szeptanych w kuluarach różnych konferencji i spotkań moja opinia brzmi "żadnych".
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z wielu przyczyn, często niezależnych od ośrodków, nie da się prowadzić edukacji zawodowej na naprawdę dobrym poziomie, a największą szansą dla nas, niewidomych, jest osiągnięcie właśnie dobrego poziomu.
Dlatego ja zamiast na uczeniu zawodów w utopijnym świecie widzę dobre (a nie robione jak teraz) poradnictwo zawodowe oraz wyposażenie uczniów w zestaw umiejętności (informatycznych, psychologicznych i socjologicznych, adaptacyjnych, manualnych), który pozwoli im mądrze wybrać dalszą ścieżkę edukacji trybem publicznym i odnaleźć się na niej.


#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
2025-08-05 19:35

#3 Zuzler

No, proszę Dawida, te informatyczne to już jakiś konkret, było nie było. Może więc w tę stronę?



2025-08-05 19:48

#4 pajper

Ale czego oczekujemy po technikum czy szkole branżowej?
Umiejętności programowania? To jest rola studiów, z wieloma wykładami i dogłębną znajomością tematu przez wykładowców, a nie zabawy w rodzaju napiszmy skrypt w Pythonie do grania melodyjki. Ewentualnie długiej, długiej drogi samouctwa. Ale ja w szkole po prostu nie widzę perspektywy takiej nauki.
A technik informatyk, niewidomy? Nie mówię, że to się nie uda na pewno, ale nie widzę tu wielkich szans. I to nie jest tylko kwestia bardzo niskiego poziomu, choć to też obserwowałem, ale praktycznych realiów. Tacy informatycy są potrzebni w urzędach, bankach, aptekach do tłumaczenia pani urzędniczce dlaczego jej zniknął pasek z ekranu albo jak ona ma zrobić, żeby zmienił się układ ikonek w programie - kwestie, które często fizycznie trzeba zobaczyć i pokazać myszką, krok po kroku.
Pisząc o umiejętnościach informatycznych miałem na myśli zapoznanie uczniów ze wszystkimi aspektami dostępności, nie tylko w wymarzonych sytuacjach, ale używania OCR, nawigacji obiektowej itd. Żeby właśnie móc sobie radzić z prozaiczną niedostępnością narzędzi na dalszych etapach nauczania, niezależnie od branży.


#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
2025-08-05 19:53

#5 Natalia2000

Bardzo dobrym pomysłem byłoby, nacznie, ale to znacznie większe skupienie na orientacji przestrzennej, poświęcenie na to znacznie więcej czasu, i mam wrażenie instruktorzy powinni mieć znacznie lepsze kompetencje w tym zakresie.



Edytowano 2025-08-06 11:18

#6 Julitka

Ja uważam, ze nacisk powinien być kładziony na kompetencje społeczne, komunikacyjne, miękkie itp. Pisanie CV nie ma się ograniczać do pokazania, co po kolei. Musimy wiedzieć, jakie CV przyda się do jakiego zawodu, ale też jak osiągnąć, by wyglądało to ładnie technicznie. Musimy poznawać Linked Ina, EuroPass i inne możliwości, jak dla informatyków GitHub, a dla wielu ludzi usemy czy Proz. Musimy umieć się dobrze prezentować i ubrać. Wiedzieć, jak dostać się na dane spotkanie, ale też jak na nim dobrze wypaść. Ale też jak ugotować sobie posiłek, posprzątać dobrze mieszkanie, by wyglądało reprezentacyjnie, wyprać ciuchy itp. Musimy odkryć, co jest naszymi mocnymi i słabymi stronami. Ale tak naprawdę, a nie tylko w ramach proniewidomkowego bełkotu, że nie szata zdobi człowieka. Musimy zrozumieć, że mówią nam to tylko po to, by nas pocieszyć, bo tak naprawdę, na poziomie podświadomości, nikt tak nie myśli. Musimy jednak poznać swoją prawdziwą wartość, która nie wynika z niewidzenia i tego, jakie to niewidzenie ma atuty lub plusy względem tego chorego, nieczułego na wnętrze świata. Jeśli mamy czegoś uczyć się przed maturą, to właśnie tego. Acha, no i że matmy serio da się nauczyć tak, by zdać, tylko najpierw sami nauczyciele matmy muszą w to uwierzyć. Bo na razie jest z tym masakra. Co zaś do techników... Żaden z zawodów, które obecnie znam, nie jest fajny i reprezentatywny. Technikum tzw. tyfloinformatyczne, które ma stanowić odpowiedź na nowe czasy, jest istną parodią. Jeśli osoba po takim technikum nie jest w stanie utworzyć nowego folderu lub skopiować i wkleić pliku, a to nie były pojedyncze przypadki, to sami rozumiecie, co mówię. Jeśli już to technikum faktycznie miałoby istnieć, to niech przynajmniej uczy nieszablonowego myślenia, różnych języków programowania, kreatywności itp, a nie - Office'a. I to jeszcze źle nauczonego, bo nikt nic nie pamięta.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2025-08-06 11:33

#7 Zuzler

A moim zdaniem za mały nacisk jest kładziony na naukę komputera. Nadal za mało informatyki, zwłaszcza za mało nacisku na to, że to nie gryzie, a nawet może być fajne, a już na pewno przydatne. Nie uczy się korzystania po ślepemu z internetu, słuchania, o tak naprawdę ten screen reader mówi. Jak odkrywać, czy coś jest dostępne, że istnieje w ogóle obiektówka... Komputer i smartfon - powiem to sama z pewnym bólem, bo nadal ich zbytnio nie kocham - to nasza przyszłość. Dla większości z nas są i będą narzędziami pracy i komunikacji ze światem, a ośrodki mogłyby jednak lepiej spełniać swoje zadanie w tym konkretnym zakresie. Tak było za moich czasów, a jak obserwuję co niektóre osoby, które też właśnie z ośrodka wyszły, to nie widzę poprawy.



2025-08-07 15:31

#8 Julitka

To oczywiście też, ale wiesz, w sumie pytanie brzmiało "Jakich zawodów powinny uczyć ośrodki".
-- (Zuzler):
A moim zdaniem za mały nacisk jest kładziony na naukę komputera. Nadal za mało informatyki, zwłaszcza za mało nacisku na to, że to nie gryzie, a nawet może być fajne, a już na pewno przydatne. Nie uczy się korzystania po ślepemu z internetu, słuchania, o tak naprawdę ten screen reader mówi. Jak odkrywać, czy coś jest dostępne, że istnieje w ogóle obiektówka... Komputer i smartfon - powiem to sama z pewnym bólem, bo nadal ich zbytnio nie kocham - to nasza przyszłość. Dla większości z nas są i będą narzędziami pracy i komunikacji ze światem, a ośrodki mogłyby jednak lepiej spełniać swoje zadanie w tym konkretnym zakresie. Tak było za moich czasów, a jak obserwuję co niektóre osoby, które też właśnie z ośrodka wyszły, to nie widzę poprawy.

--


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2025-08-07 16:35

#9 Zuzler

No, ale Dawid w zasadzie tę kwestię zamnął. Że nikt z nim nie polemizuje, to ciągnę temat. No ale cóż, kto broni, ja własnych pomysłów nie mam, założyłam wątek, żeby ludzie dyskutowali, bo sama jestem ciekawa, może jednak ktoś coś wymyśli.



2025-08-07 16:59

#10 Zuzler

No dobrze, ale czy z tego jednak nie można zrobić zawodu? Niby tyfloinformatyk właśnie tym jest, ale ostatecznie ten zawód egzaminu nie zdaje, skoro z jednej strony po nim bynajmniej nie jednostki nie potrafią utworzyć folderu czy wyszukać informacji na w pełni dostępnej stronie, a z drugiej strony, starczy po prostu umiec i chcieć, żeby szkolić ludzi albo pracować w tyflofirmie.
-- (pajper):
Ale czego oczekujemy po technikum czy szkole branżowej?
Umiejętności programowania? To jest rola studiów, z wieloma wykładami i dogłębną znajomością tematu przez wykładowców, a nie zabawy w rodzaju napiszmy skrypt w Pythonie do grania melodyjki. Ewentualnie długiej, długiej drogi samouctwa. Ale ja w szkole po prostu nie widzę perspektywy takiej nauki.
A technik informatyk, niewidomy? Nie mówię, że to się nie uda na pewno, ale nie widzę tu wielkich szans. I to nie jest tylko kwestia bardzo niskiego poziomu, choć to też obserwowałem, ale praktycznych realiów. Tacy informatycy są potrzebni w urzędach, bankach, aptekach do tłumaczenia pani urzędniczce dlaczego jej zniknął pasek z ekranu albo jak ona ma zrobić, żeby zmienił się układ ikonek w programie - kwestie, które często fizycznie trzeba zobaczyć i pokazać myszką, krok po kroku.
Pisząc o umiejętnościach informatycznych miałem na myśli zapoznanie uczniów ze wszystkimi aspektami dostępności, nie tylko w wymarzonych sytuacjach, ale używania OCR, nawigacji obiektowej itd. Żeby właśnie móc sobie radzić z prozaiczną niedostępnością narzędzi na dalszych etapach nauczania, niezależnie od branży.

--



2025-08-07 18:25

#11 zywek

@julitka ale tyflo nijak się ma do jakiegokolwiek programowania przecież.



2025-08-08 04:02

#12 Zuzler

Nie bardzo widzę różnicę między Twoją wypowiedzią a moją, a przecież na moją narzekasz. A swoją drogą, gdyby tak rzeczywiście dało się to wszystko osiągnąć w szkole, a niech by i z internatem, to śmiem mieć wątpliwości, czy aby starczyłoby jeszcze czasu na rzeczy tak prozaiczne, jak język polski.

-- (Julitka):
Ja uważam, ze nacisk powinien być kładziony na kompetencje społeczne, komunikacyjne, miękkie itp. Pisanie CV nie ma się ograniczać do pokazania, co po kolei. Musimy wiedzieć, jakie CV przyda się do jakiego zawodu, ale też jak osiągnąć, by wyglądało to ładnie technicznie. Musimy poznawać Linked Ina, EuroPass i inne możliwości, jak dla informatyków GitHub, a dla wielu ludzi usemy czy Proz. Musimy umieć się dobrze prezentować i ubrać. Wiedzieć, jak dostać się na dane spotkanie, ale też jak na nim dobrze wypaść. Ale też jak ugotować sobie posiłek, posprzątać dobrze mieszkanie, by wyglądało reprezentacyjnie, wyprać ciuchy itp. Musimy odkryć, co jest naszymi mocnymi i słabymi stronami. Ale tak naprawdę, a nie tylko w ramach proniewidomkowego bełkotu, że nie szata zdobi człowieka. Musimy zrozumieć, że mówią nam to tylko po to, by nas pocieszyć, bo tak naprawdę, na poziomie podświadomości, nikt tak nie myśli. Musimy jednak poznać swoją prawdziwą wartość, która nie wynika z niewidzenia i tego, jakie to niewidzenie ma atuty lub plusy względem tego chorego, nieczułego na wnętrze świata. Jeśli mamy czegoś uczyć się przed maturą, to właśnie tego. Acha, no i że matmy serio da się nauczyć tak, by zdać, tylko najpierw sami nauczyciele matmy muszą w to uwierzyć. Bo na razie jest z tym masakra. Co zaś do techników... Żaden z zawodów, które obecnie znam, nie jest fajny i reprezentatywny. Technikum tzw. tyfloinformatyczne, które ma stanowić odpowiedź na nowe czasy, jest istną parodią. Jeśli osoba po takim technikum nie jest w stanie utworzyć nowego folderu lub skopiować i wkleić pliku, a to nie były pojedyncze przypadki, to sami rozumiecie, co mówię. Jeśli już to technikum faktycznie miałoby istnieć, to niech przynajmniej uczy nieszablonowego myślenia, różnych języków programowania, kreatywności itp, a nie - Office'a. I to jeszcze źle nauczonego, bo nikt nic nie pamięta.

--



2025-08-08 14:49

#13 EugeniuszPompiusz

Z rzeczy małych ale kosztownych, za moich czasów, w całym cyklu edukacji brakowało mi myślę dokładnego wytłumaczenia tego co już wiem.
O co chodzi: otóż ogarniam sobie mapę we własnym zakresie na 40 procent, z czego 10 procent to wiedza ponadprzeciętna; ale mam powiedzmy rwidentne braki w podstawowym rozumieniu jakiegoś konkretnego zagadnienia w tych mapach.
Dlaczego nauczyciel tego w porę nie wychwyci, i nie zrobi tak, żeby moja wiedza, a nóż kiedyś potrzebna, wzrosła do 120 procent?

Druga rzecz: Brakowało mi takiego może nawet siermiężnego, laskowsko-ośrodkowego podejścia do tłumaczenia, modeli, i w ogóle w kwestiach fizycznych w szczególności dzisiejszych astrorzeczy.
Dla niewidomego krzywizna ziemii, geoidy - co aktualne co przestarzałe, gdzie wiemy więcej, gdzie jeszcze wiemy mniej; cykl słoneczny/księżycowy, nawigacja w tym GPS od strony technicznej i praktycznej, to magia, a co dopiero Sławosze i inny kosmos.
Nie dziwię się, że niewidomy zapamieta z tego tylko astropierogi.

Z rzeczy mniej ambitnych: miks deficytów w kompetencjach społecznych połączony z nierozumieniem, co do mnie gada komputer czy smartfon to jedna z bardziej faktycznie zauważalnych rzeczy wśród moich rówieśników.
Sorry, w takim momencie trudno nie powielać Narracji coponiektórych z tego forum, że to gotowy przepis na katastrofę.

Nikt jeszcze nie wspomniał o intensywnym, aż do porzygu szkoleniu z pracy i obcowania z AI, połączonym z jeszcze bardziej morderczym kursem wychwytywania czerwonych flag, fejków i dezinformacji.
No ale znów, wchodzimy w obszar w stylu "gdyby babcia miała wąsy"


Sygnaturka.: "That seems to point up a significant difference between Europeans and Americans. A European says: 'I can't understand this, what's wrong with me?' An American says: 'I can't understand this, what's wrong with him?'" TERRY PRATCHETT
2025-08-08 19:22

#14 pajper

Tylko tak naprawdę w moim odczuciu cała tyfloinformatyka jest niszą nisz i jedyną nadzieją właśnie na tyflozatrudnienie. Może teraz mamy troszkę lepsze perspektywy po EAA, ale wciąż niewielkie.
Nie do końca rozumiem sens tej specjalizacji, zwłaszcza, że każdy zawód mający coś wspólnego z komputerem tak naprawdę wymaga tej tyfloinformatyki. I ja nie mówię tylko o programowaniu, ale o każdej obsłudze księgowości z (w różnym stopniu) dostępnymi programami, o bardziej zaawansowanych zawodach analitycznych itd.
Moim zdaniem ośrodek powinien dać komplet narzędzi: to o czym mówiłem, o czym mówiła Julita i Patryk, choć w przypadku Patryka część kwestii jest mało tyflo, a bardzo ważna, ale jakąś globalną reformą szkolnictwa.


#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.
2025-08-08 20:26

#15 daszekmdn

Informatyka w szkołach od zawsze była robiona po łebkach, i to nie tylko w ośrodkach.
Jak dla mnie przyszłościowym zawodem jest również nie wspomniana w pierwszym poście realizacja dźwięku.
I nie chodzi o to, żeby ośrodek nauczył nas wszystkiego. Technikum czy studia to tylko dobra podstawa do rozwoju swoich kompetencji. Bardzo dużo pracy np. w kwestii takiej realizacji musimy włożyć sami.
Mam np. niedowidzącego kumpla po Tynieckiej, który miast w nagrywanie i montaż, czego głównie uczono poszedł w nagłośnienie, bo to go interesowało. To jest dobry start.
Ośrodek nie uczy nas, jak się zakręcić, jak się zaprezentować. Żadna szkoła raczej tego nie robi. Wszystko to, co zrobimy po studiach z danego kierunku zależy tylko od naszej silnej woli, oraz umiejętności społecznych. I nie wypowiadam się w sposób, że mi się to udało, bo osobiście mam je bardzo kiepskie dlatego jestem tu, gdzie jestem.
Wszystko weryfikuje życie. W ośrodku możemy umieć wiele, bo znamy środowisko, w którym się poruszamy, a jak przyjdzie co do czego, to możemy nie poradzić sobie na wolnym rynku.
Zawsze zazdrościłem klasom specjalnym w Owińskach, gdyż miały zajęcia z nauki gotowania, nauki samodzielności. Uważam, że nie powinno być to tylko przypisane do TZW. PP (Szkoły przyspasabiającej do pracy), a dostępne dla każdego niewidomego. Oczywiście w miarę jego chęci, bo jak ktoś nie będzie chciał się tego nauczyć, to tego nie zrobi. Nic na siłę.
Myślę, że ułatwiło by to wielu rozpoczęcie samodzielnego dorosłego życia.
Co do przyszłościowych zawodów, w Owińskach był plan na utworzenie technikum programistycznego, który nie wypalił z uwagi na niskie zainteresowanie.
Osobiście uważam, że jeśli mamy uczyć się czegoś, co może przynieść nam realny zarobek na najbliższe lata, szkoły powinny skupić się na kształceniu przyszłych inżynierów AI. I nie jest to tylko suche klepanie promptów. Ludziom po socjologii, psychologii czy innych społecznych zawodach jest ogólnie w temacie łatwiej, gdyż uczą się rozumienia sposobów interakcji z resztą świata.
Dodatkowo, kolejnym przyszłościowym zawodem może być koordynator dostępności. Wiem, że programy robią to coraz lepiej i nie jest to praca na 40 lat, ale przy obecnym boomie na dostępność, spowodowanym wymaganiami prawnymi szkoły mogły ruszyć skostniałe struktury i otworzyć taki kierunek. Sam bym na niego poszedł.
I nie, Tyfloinformatyk nie daje nam realnej wartości w tym temacie. To zawód bardzo stary jak na szybko rozwijający się rynek.
Nie uważam również, żeby w obecnych latach otwieranie takiego nowego kierunku miało wielki sens. Na to był czas przed rokiem 2020, bo od tego czasu boom na dostępność mocno się rozwija i ludzie kończący taką specjalizację np. w 2022 mieli by zapewnione kilka lat stałej pracy, gdyby oczywiście umieli się odpowiednio wbić na rynek, o czym mówiłem wcześniej.


Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Edytowano 2025-08-09 00:33

#16 daszekmdn

Natomiast co do obsługi komputera: spotykam się czasem z osobami niby to bardzo technicznymi, które, gdy przyjdzie co do czego, nie potrafią poruszać się bardzo szybko i wygodnie dajmy na to po stronie banku czy zwykłym Allegro.
Ludzie na Tyfloinformatyce nie poznają nawet zbytnio podstawowej obsługi NVDA. Jeśli nawet, to nie powinni musieć kończyć Tyfloinformatyka, aby funkcjonować w internecie.
W 2013R nie umiejąc prawie nic, przeczytałem od deski do deski cały plik pomocy tego screenreadera. Nauczyłem się z niego sporo i od lat jestem chyba (Oczywiście nie popadam w samo zachwyt ani narcyzm) jednym z niezbyt licznej grupy użytkowników bardziej ogarniających nawigacje sieciową, czy też mysz obiektową. Wielokrotnie udało mi się uratować różnych z opresji wykorzystując nabyte doświadczenie w poruszaniu się po stronach czy niedostępnych okienkach.
Niestety szkoły skupiają się głównie na wysyłaniu maili, obsłudze excela, albo nauce jak wpisać frazę w Google. To oczywiście są rzeczy potrzebne, ale tak, jak w przypadku orientacji przestrzennej nie powinniśmy uczyć się tutaj znanych tras, a sposobu radzenia sobie z problemami, które mogą wystąpić.
Trochę na konkretnych przykładach, trochę nie.
TJ. uważam, że niewidomym w obecnych czasach przede wszystkim potrzebna jest nauka odpowiedniego sposobu myślenia, reagowania i analizowania zdarzeń podczas pracy z komputerami.
Sorry za lekki OT.


Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Edytowano 2025-08-09 00:42

#17 Zuzler

Nie zgodzę się. Zauważ, że wielu, chcący czy nie, nawet do tego Excela i Googla ledwo dorasta, a obsłużenie spotkania na Teams to dla nich szczyt techniki. Dopóki choćby takich pierdół nie będzie się uczyć tak, żeby najbardziej oporny je zapamiętał, nie będzie dobrze.



2025-08-09 15:19

#18 tomecki

Ale Teamsy się zmieniają, Skype zniknął i generalnie nie ma co uczyć programów na zasadzie, że tu masz przycisk połącz i na nim enter. Bo jeśli zamiast połącz przycisk zmieni się w wystartuj spotkanie, a w dodatku po naciśnięciu pojawi się jeszcze zapytanie czy aby chcielibyśmy dostać po wszystkim raport to ileś osób może na tym poledz. Dużo ważniejsza jest nauka pewności siebie. Przecież często bywa tak, że komunikat wydaje się ekstremalnie zrozumiały: Teraz naciśnij przycisk ok", a użytkownik na to: "i co mam zrobić"? brzmi głupio, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, czy zaufać komunikatowi, bo może to jakieś zmyślne kłamstwo, a wciśnięcie tego nieszczęsnego przycisku spowoduje długofalowe i bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Zatem co robić? może najlepiej niech ten przycisk naciśnie ktoś, kto się na tym zna. W razie czego będzie na niego, a po za tym on wie, czy faktycznie to to ma rację.
Inna sytuacja, być może dla części z nas absurdalna, ale z drugiej strony... Siedzą sobie ludkowie przy stole. Jedzą, piją i tam dalej. Jednemu się pićku wylało. Konstatuje ten fakt i czeka, co będzie. Drugi mówi, że ej, bo u mnie też mokro. Trzeci pyta, czy mocno się zamoczyliście. Kolejny stwierdza, że teraz się będzie wszystko kleiło. Jakiś zastanawia się, jak do domu wróci. Jeszcze inny opowie jak to się cały litr kiedyś wylał. Jedynie gospodarz, gdy wróci, bo tak w ogóle poszedł na siku to weźmie ręczniki papierowe, czy co tam i sprzątnie. Reszta ewentualnie podpowie, że jeszcze tu jest mokre.
Ok, pewnie przesadzam, ale chciałem powiedzieć, że duża część z nas wykazuje bardzo mało inicjatywy. Jesteśmy często bierni, czekamy na to, aż ktoś inny zadecyduje, co mamy robić. To nie jest tak, że nam się nie chce. Znaczy ok, czasem pewnie jest, ale myślimy, że pewnie ktoś inny ma lepszy obraz sytuacji więc niech powie co i jak, a my się podporządkujemy.
marzą mi się zajęcia z takiego właśnie wykazywania inicjatywy. To wcale nie musi być takie trudne. Macie tu, dzieci, karteczki z zadaniem i na następne zajęcia zróbcie, co tam macie. Tyle, że karteczka nie w brailu. Trzeba więc kogoś poprosić o przeczytanie. Napisane jest, że z sekretariatu należy pobrać dokument, wypełnić go i zanieść, powiedzmy, do księgowości, gdzie pani wstawi pieczątkę, o ile rubryczki będą prawidłowo wypełnione. To nie musi być nic poważnego. Numer sali najbliższej od jadalni, godziny przyjęć w burbulatorowni, do której załączony jest numer telefonu, pod który należy zadzwonić aby się tych godzin dowiedzieć. Aby to wszystko wypełnić i pomóc w podpisaniu należy umówić się z asystentem, którym będzie np. aktualnie dyżurujący wychowawiec. Aha, na lekcji powiedziano, że ów wychowawiec winien na karteluszku z zadaniem wpisać godzinę pomocy, jednak to jest tylko info ustne. uczeń wychowawcy nie przekarze, zadanie nie zostanie wykonane prawidłowo.
2: W sali informatycznej odbywa się wykład na jakiś tam temat. Np. pochodzenia słowa "mąż". Na dzień dobry ogłaszane jest, że nie będzie dyktowana notatka. każdy musi we własnym zakresie takową w trakcie wykładu sporządzić. Dlatego też sala informatyczna, coby pisanie było względnie ciche. Oceniana jest np. ilość informacji, które zostaną podczas gadaniny utrwalone.
3: Na lekcjach symulowane sytuacje z życia codziennego. Tj. siadacie sobie w ławkach, wchodzi nauczyciel i po wszystkich dzień dobry, listach obecności mówi: "zapomnieliście z autobusu wziąć plecak" albo rano, gdy w pokoju jesteście sami, wpada przez okno ptak i zaczyna w panice latać po całym mieszkaniu. W środku nocy słyszycie na klatce odgłos upadającego ciała i jęki. Zasnęliście w pociągu, obudził was konduktor niemal na drugim końcu Polski. Rodzice poszli na małe zakupy i od czterech godzin nie wracają do domu. Przyszedł do was list, który dopiero po otwarciu koperty okazał się omyłkowo wrzucony do waszej skrzynki. Prawdziwy odbiorca mieszka kilkaset metrów dalej. Tak, to ostatnie zdarzyło mi się naprawdę. Sklep wysłał wam niewłaściwy towar. Można tego jeszcze mnożyć, a mnożyć. Na lekcji omawiane są sposoby rozwiązania takich problemów.
Można pójść krok dalej. Co jakiś czas zapraszany jest ktoś z zewnątrz. Niech to nawet będzie przedstawiciel danej grupy zawodowej, czyli: kelner w kawiarni, który odruchowo podaje wam menu i odchodzi czekając na gest z waszej strony, pracownik marketu, z którym trzeba na niby zakupy zrobić, konduktor, który chce od was biletu, bo jakoś nie zauważył, że nie widzicie, urzędnik, który nie bardzo może wam pomóc w wypełnieniu czegoś tam, bo ponoć prawo zabrania, pracodawca niezbyt przekonany, że niewidomy może gdziekolwiek pracować, lekarz notorycznie zwracający się do nauczyciela grającego rolę przewodnika, no i oczywiście cała plejada ludzi, którzy nie wierzą, że jesteście w stanie pracować, dojść do domu i koniecznie muszą was odprowadzić, nie wiedzą, jak możecie pracować na komputerze i trzeba ich przekonać, ale bez komputera, bo tak w ogóle to rekrutacja i nikomu nie śni się o jakichkolwiek prezentacjach, odradzają wam studia, bo tam będą wykresy, skany i odręczne różności, nie chcą przyjąć reklamacji smartfona, bo zapewne ślepy popsuł, prowadzą do ustalonego miejsca na terenie ośrodka, ale popełniają przy tym wszelkie możliwe błędy itd itp.
Nie trzeba tu wiele pieniędzy i nie wiadomo, jak wielkich dostosowań, a przy najmniej tak mi się wydaje. Za to można na spokojnie przećwiczyć setki sytuacji, które, jak mi się wydaje, często bywają bardzo trudne dla ludzi, którzy dopiero wchodzą w dorosłość.



2025-08-10 06:13

#19 daszekmdn

Takich pierdół nie da się skutecznie nauczyć.
Przykład z życia:
Na informatyce uczono mnie obsługi Worda. Był to chyba Word 2007. Kilka lat później Microsoft wprowadził wstążkę i kompletnie nowy wygląd pakietu Office. Większość moich umiejętności jego obsługi nabytych w latach wcześniejszych straciła swoją wartość.
Pracodawca nie będzie nas pytał, którą wersję chcemy. Da nam to, co ma i to my musimy się dostosować.
Do dziś nie umiem nadal obsługiwać nowego Office.
To, co się nie zmieniło, to część skrótów np. do wyrównywania, podkreślania etc, czyli ogólnego stosowania zmian na tekście.
Tak jak pisałem i tak, jak pisze Tomecki. Powinno uczyć się nas pewności siebie wobec komputera, umiejętności rozwiązywania problemów i ogólnego pojmowania działania danej aplikacji.
A co do samodzielności itd.
Pomysł fajny, tylko zaproponuj to i przekaż tak, by zostało wdrożone w skostniałych ośrodkach.
Domyślam się, skąd u nas tak niski stan wykazywania inicjatywy. Wielu niewidomych niestety traktowana jest przez swoje rodziny jako wieczne dzieci. Sporo rzeczy robione jest za nas, i od małego nie jesteśmy nauczeni radzenia sobie sami.
Dopóki świadomość społeczna jaką krzywdę się nam tym wyrządza się nie zmieni, dopóty będzie tak, jak jest obecnie
-- (Zuzler):
Dopóki choćby takich pierdół nie będzie się uczyć tak, żeby najbardziej oporny je zapamiętał, nie będzie dobrze.

--


Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Edytowano 2025-08-10 10:33

#20 Zuzler

Tomaszu, utopia. Jak, skoro w najgłupszych problemach niewidomych się wyręcza? Ogólnie z obserwacji własnych np. powiem Wam, że paradoksalnie naprawdę nie za dobrze jest w środowiskach bliskich niewidomym - w PZN-ie, w ośrodku. Dajmy na to, przewrócisz krzesło, potrącisz kubek, coś się wyleje, trzeba przynieść 10 krzeseł, rozłożyć naczynia. Co z tego, że wychodzisz z inicjatywą, że chętnie sprzątniesz, też pójdziesz po te krzesła itp. Odgonią cię, człowieku, powiedzą, że nie nie, nie rusz, nie martw się tym, zostaw, nie grzeb, bo jeszcze bardziej popsujesz. Zważywszy, że mnóstwo, może i większość z nas ma to samo w domu przynajmniej w jakimś stopniu, to gdzie niby ta chęć do podejmowania inicjatywy ma się narodzić albo jak ma nie zostać zniszczona?



Edytowano 2025-08-10 22:57