Ale Teamsy się zmieniają, Skype zniknął i generalnie nie ma co uczyć programów na zasadzie, że tu masz przycisk połącz i na nim enter. Bo jeśli zamiast połącz przycisk zmieni się w wystartuj spotkanie, a w dodatku po naciśnięciu pojawi się jeszcze zapytanie czy aby chcielibyśmy dostać po wszystkim raport to ileś osób może na tym poledz. Dużo ważniejsza jest nauka pewności siebie. Przecież często bywa tak, że komunikat wydaje się ekstremalnie zrozumiały: Teraz naciśnij przycisk ok", a użytkownik na to: "i co mam zrobić"? brzmi głupio, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, czy zaufać komunikatowi, bo może to jakieś zmyślne kłamstwo, a wciśnięcie tego nieszczęsnego przycisku spowoduje długofalowe i bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Zatem co robić? może najlepiej niech ten przycisk naciśnie ktoś, kto się na tym zna. W razie czego będzie na niego, a po za tym on wie, czy faktycznie to to ma rację.
Inna sytuacja, być może dla części z nas absurdalna, ale z drugiej strony... Siedzą sobie ludkowie przy stole. Jedzą, piją i tam dalej. Jednemu się pićku wylało. Konstatuje ten fakt i czeka, co będzie. Drugi mówi, że ej, bo u mnie też mokro. Trzeci pyta, czy mocno się zamoczyliście. Kolejny stwierdza, że teraz się będzie wszystko kleiło. Jakiś zastanawia się, jak do domu wróci. Jeszcze inny opowie jak to się cały litr kiedyś wylał. Jedynie gospodarz, gdy wróci, bo tak w ogóle poszedł na siku to weźmie ręczniki papierowe, czy co tam i sprzątnie. Reszta ewentualnie podpowie, że jeszcze tu jest mokre.
Ok, pewnie przesadzam, ale chciałem powiedzieć, że duża część z nas wykazuje bardzo mało inicjatywy. Jesteśmy często bierni, czekamy na to, aż ktoś inny zadecyduje, co mamy robić. To nie jest tak, że nam się nie chce. Znaczy ok, czasem pewnie jest, ale myślimy, że pewnie ktoś inny ma lepszy obraz sytuacji więc niech powie co i jak, a my się podporządkujemy.
marzą mi się zajęcia z takiego właśnie wykazywania inicjatywy. To wcale nie musi być takie trudne. Macie tu, dzieci, karteczki z zadaniem i na następne zajęcia zróbcie, co tam macie. Tyle, że karteczka nie w brailu. Trzeba więc kogoś poprosić o przeczytanie. Napisane jest, że z sekretariatu należy pobrać dokument, wypełnić go i zanieść, powiedzmy, do księgowości, gdzie pani wstawi pieczątkę, o ile rubryczki będą prawidłowo wypełnione. To nie musi być nic poważnego. Numer sali najbliższej od jadalni, godziny przyjęć w burbulatorowni, do której załączony jest numer telefonu, pod który należy zadzwonić aby się tych godzin dowiedzieć. Aby to wszystko wypełnić i pomóc w podpisaniu należy umówić się z asystentem, którym będzie np. aktualnie dyżurujący wychowawiec. Aha, na lekcji powiedziano, że ów wychowawiec winien na karteluszku z zadaniem wpisać godzinę pomocy, jednak to jest tylko info ustne. uczeń wychowawcy nie przekarze, zadanie nie zostanie wykonane prawidłowo.
2: W sali informatycznej odbywa się wykład na jakiś tam temat. Np. pochodzenia słowa "mąż". Na dzień dobry ogłaszane jest, że nie będzie dyktowana notatka. każdy musi we własnym zakresie takową w trakcie wykładu sporządzić. Dlatego też sala informatyczna, coby pisanie było względnie ciche. Oceniana jest np. ilość informacji, które zostaną podczas gadaniny utrwalone.
3: Na lekcjach symulowane sytuacje z życia codziennego. Tj. siadacie sobie w ławkach, wchodzi nauczyciel i po wszystkich dzień dobry, listach obecności mówi: "zapomnieliście z autobusu wziąć plecak" albo rano, gdy w pokoju jesteście sami, wpada przez okno ptak i zaczyna w panice latać po całym mieszkaniu. W środku nocy słyszycie na klatce odgłos upadającego ciała i jęki. Zasnęliście w pociągu, obudził was konduktor niemal na drugim końcu Polski. Rodzice poszli na małe zakupy i od czterech godzin nie wracają do domu. Przyszedł do was list, który dopiero po otwarciu koperty okazał się omyłkowo wrzucony do waszej skrzynki. Prawdziwy odbiorca mieszka kilkaset metrów dalej. Tak, to ostatnie zdarzyło mi się naprawdę. Sklep wysłał wam niewłaściwy towar. Można tego jeszcze mnożyć, a mnożyć. Na lekcji omawiane są sposoby rozwiązania takich problemów.
Można pójść krok dalej. Co jakiś czas zapraszany jest ktoś z zewnątrz. Niech to nawet będzie przedstawiciel danej grupy zawodowej, czyli: kelner w kawiarni, który odruchowo podaje wam menu i odchodzi czekając na gest z waszej strony, pracownik marketu, z którym trzeba na niby zakupy zrobić, konduktor, który chce od was biletu, bo jakoś nie zauważył, że nie widzicie, urzędnik, który nie bardzo może wam pomóc w wypełnieniu czegoś tam, bo ponoć prawo zabrania, pracodawca niezbyt przekonany, że niewidomy może gdziekolwiek pracować, lekarz notorycznie zwracający się do nauczyciela grającego rolę przewodnika, no i oczywiście cała plejada ludzi, którzy nie wierzą, że jesteście w stanie pracować, dojść do domu i koniecznie muszą was odprowadzić, nie wiedzą, jak możecie pracować na komputerze i trzeba ich przekonać, ale bez komputera, bo tak w ogóle to rekrutacja i nikomu nie śni się o jakichkolwiek prezentacjach, odradzają wam studia, bo tam będą wykresy, skany i odręczne różności, nie chcą przyjąć reklamacji smartfona, bo zapewne ślepy popsuł, prowadzą do ustalonego miejsca na terenie ośrodka, ale popełniają przy tym wszelkie możliwe błędy itd itp.
Nie trzeba tu wiele pieniędzy i nie wiadomo, jak wielkich dostosowań, a przy najmniej tak mi się wydaje. Za to można na spokojnie przećwiczyć setki sytuacji, które, jak mi się wydaje, często bywają bardzo trudne dla ludzi, którzy dopiero wchodzą w dorosłość.