Nie wiem jak to aktualnie jest z programem, jakie zmiany nastąpiły, wszak edukację zakończyłam kilkanaście lat temu i zakładam, że sporo się zmieniło, ale czy faktycznie są to jakieś daleko idące zmiany? Cóż, nie wiem, nie mam czasu, żeby śledzić programy dla szkół policealnych. Pozwólcie, że nie wypowiem się o technikach masażu, bo pojęcie o nich mam raczej marne.
Co do szkół policealnych - fakty są takie, że teraz niemal w każdej przeciętnej mieścinie znajdziecie szkoły kształcące przyszłych techników masażystów, zazwyczaj proponowane przez nie kierunki majądość dziwaczne nazwy, np. biomasaż, masaż biomedyczny itd. Nie da się ukryć, że osoby kończące takie szkółki są konkurencją dla niewidomych masażystów. Spuszczę zasłonę milczenia na ich kompetencje i umiejętności, bo nie o tym tu mowa.
Ja też jestem zdania, że sam masaż, szczególnie, gdy chcemy wystartować z czymś swoim, to trochę mało. Jedyne wyjście, to kursy, kursy, kursy i jeszcze raz kursy. Fajnie, jeśli uda się trafić jakieś dofinansowanie z urzędu pracy, co się zdarza, ale na ogół musimy taki kurs opłacić własnym sumptem, co w wielu przypadkach nie jest tanią sprawą.
Z wielu kursów dyskwalifikuje nas brak dyplomu mgr fizjoterapii, są to w szczególności wszelkie szkolenia z zakresu terapii manualnej, PNF, NT Bobath, Voyta i nieważne, że można czegoś tam samemu się nauczyć.
Potwierdzam również, że fizjoterapeuci masować raczej nie lubią i nie chcą, inna sprawa, że tego masażu mają na studiach zaledwie jeden semestr, więc chyba nie muszę dodawać nic więcej.
Ciekawa też jestem na ile niewidomi masażyści zadbali o swoje interesy w rodzącym się w bólach stowarzyszeniu techników masażystów. Teraz możecie zapytać, dlaczego sama nie spróbuję zadbać o bądź co bądź nasze interesy? Z kilku powodów: po pierwsze: nie pracuję w zawodzie, a stowarzyszenie podobno ma wspierać czynnych zawodowo masażystów, po drugie - raczej nie będę już pracować jako masażystka, choć nie mówię, że nie, nigdy w ogóle. Po trzecie: nie wiem czy mam ochotę użerać się z twórcami tego stowarzyszenia, a tak po prawdzie to jakiś czas temu przestałam śledzić ich poczynania.
Co do fizjoterapii i niewidomych: powodzenia życzę tym, którym się udało, oby przetarli szlaki innym niewidomym, ale żeby za cudownie nie było, zgadzam się z Mustaffą, na fizykoterapii nie ma czasu na bawienie się w aplikacje, które mogłyby ułatwiać obsługę sprzętów. Wzrok też jest niezbędny do kontrolowania jak pacjent ćwiczy. Teoretycznie niewidomy fizjo mógłby prowadzić ćwiczenia indywidualne, choćby PNF i być może powinno się iść w tym kierunku. Wiem natomiast jedno, póki co nie istnieją wąskie specjalizacje w tym zawodzie. Owszem, można zrobić kursy np. na fizjo uroginekologicznego albo do pracy z dziećmi, ale jest to raczej nieformalny podział.
Chyba napisałam wszystko, co napisać chciałam w tym temacie i raczej nie mam nic do dodania na chwilę obecną.