Witajcie. Zastanawiałem się przez jakiś czas czy rozpocząć taki temat i jednak się decyduję. Zainspirowały mnie do tego dwie sytuacje z życia wzięte. Byłem w internacie w szkole dla niewidomych w Bydgoszczy od pierwszej klasy podstawówki. Mówiono nam tam, że internat to jest nasz drugi dom. 2 Tygodnie temu w pracy moja szefowa powiedziała do koleżanki z pracy, że praca jest drugim domem. Co o tym sądzicie czy internat i praca faktycznie jest drugim domem. Pozdrawiam Kamil.
Ja się z tym nie zgadzam. Zawsze takie mówienie budziło mój głęboki sprzeciw. Praca to praca a dom to dom to samo tyczy się internatu. Nawet niektórzy moi koledzy, którzykawał życia w internacie zostawili i do domu jeździli tylko na święta też nigdy nie przyjmowali do siebie tego, że internat drugi dom. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla innych może być to drugi dom, gdyż jest to uwarunkowane np. sytuacją życiową poszczególnych osób.
Taa, też to tam słyszałem. Taki to mój drugi dom, że tylko gdy tam wracałem myślałem kiedy pojadę do mojego prawdziwego domu. O tym ośrodku wypowiedziałem się wielokrotnie co myślę w innych wątkach.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Ja miałem podobnie. Dużo lepiej jest w pracy, chociaż nadal uważam, że dom to dom a praca to praca, ale w porównaniu z internatem to jest bez porównania lepiej.
Miśku, nie każdy ma własną działkę, Poza tym jeśli już to gdzie więcej spędza się czasu? Na działce czy właśnie w internacie? To samo się tyczy pracy, stąd właśnie to powiedzenie się wzięło i nie wiem czemu się do tego ktoś przyczepił. Pierwszy raz się spotkałem żeby to komuś przeszkadzało.
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Powiedzenie tak stare jak świat. I co tu opiniować, to tak jak by opiniować powiedzenie "czym chata bogata" lub "Punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia" i można by tu całą encyklopedię przysłów i powiedzeń przytoczyć
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Nie bierz pracy do domu, a domu do pracy. :D Dla mnie obecne miejsce gdzie jestem nie jest stricte drugim domem, aczkolwiek mogę określić to trochę w ten sposób. Mieszkam tam, mam swój kąt, sprzęt do dyspozycji, więc coś w tym jakby jest. Taka bardziej stancja, kawalerka można by powiedzieć dodając, że u nas nawet w pokojach są łazienki.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
W kontekście samopoczucia jak najbardziej można, bo dla mnie określenie drugi dom jest równoznaczny z miejscem, którego atmosfera przynajmniej w jakimś stopniu może mi zastąpić tę domową. Niestety, o bydgoskim internacie tego powiedzieć nie było można. -- (Numernabis): Powiedzenie tak stare jak świat. I co tu opiniować, to tak jak by opiniować powiedzenie "czym chata bogata" lub "Punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia" i można by tu całą encyklopedię przysłów i powiedzeń przytoczyć
No moi sąsiedzi na ten przykład więcej czasu spędzają na działce niż w swoim bloku, nad czym ubolewam :D -- (Numernabis): Miśku, nie każdy ma własną działkę, Poza tym jeśli już to gdzie więcej spędza się czasu? Na działce czy właśnie w internacie? To samo się tyczy pracy, stąd właśnie to powiedzenie się wzięło i nie wiem czemu się do tego ktoś przyczepił. Pierwszy raz się spotkałem żeby to komuś przeszkadzało.
--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Później ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i było po czterech, a nawet trzech z wyjątkiem najmłodszych grup gdzie było siedmiu/ ośmiu. -- (kamlos): No to już jest zbliżone do warunków domowych, a ile osób jest w tych pokojach?, bo w internackich potrafiło być nawet 13 w jednym pokoju.
--
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.