Integracja Eltenowiczów

Księga zażaleń

Started by Zuzler 2156 posts last post 1 hour ago Page 94 of 108

#1861

Trzeba to przetrwać. Są w życiu momenty stresu i to normalne, ale pamiętaj, że one mijają. Jeśli jednak czujesz się przytłoczony, to może rzeczywiście z czegoś zrezgygnój, byś miał czas na regeneracje sił.
Große Operndiva?

#1862 Edited

Ekhem, nie jestem, jak CIę bardzo lubię, przekonana, że akurat z Ciebie należałoby w tym wypadku brać przykład, Dachu.

#1863

Tu się Zuzlerku zgadzam. Czasem spięcie się sprawia, że człowiek działa efektywniej.


-- (Zuzler):
Ekhem, nie jestem, jak CIę bardzo lubię, przekonana, że akurat z Ciebie należałoby w tym wypadku brać przykład, Dachu.
--
Große Operndiva?

#1864

To już indywidualna kwestia.
Senter San

#1865 1 like

Kuba, powinieneś na początek nauczyć się technik relaksacyjnych i trochę z somatyki, bo widzę, że jest grubo. Wiem, o czym mówisz, bo mam, niestety, ten sam problem. Potem mięśnie w całym ciele się spinają i wszystko naprawdę potrafi potwornie, niezdrowo boleć. Także warto poczytać o autoregulacji, a najlepiej - udać się chociaż do psychologa, jeśli nie do psychoterapeuty. Tego ostatniego polecam o tyle, że naprawdę jest sporo do przepracowania, a jeśli pójdziesz teraz, to mniej z tego pochowa się gdzieś w ciele na przyszłość, na dorosłe lata. Gdybym ja wiedziała, że potrzebuję terapeuty w wieku 16-18 lat, to by mi teraz było dużo lepiej w życiu. Ba - ja potrzebowałam w wieku 13 w sumie. Także postaraj się, mimo wszystko. Jeśli nie ze szkoły, to może jakoś online.
-- (Kuba12565):
Łeb mnie dzisiaj rozsadza, a w środku aż się przewraca od natłoku myśli i tego ciągłego stresu przed szkołą.
Najbardziej stresują mnie te nowe przedmioty teoretyczne, bo teoria na moim kierunku idzie mi opornie. Do tego dochodzą jakieś absolutnie głupie lęki, które kompletnie nie mają sensu. Na przykład to wyobrażenie, że wchodzę do klasy, krzyczę na cały głos „Dzień dobry!”, a w środku nie ma absolutnie nikogo i wygląda to głupio... Niby wiem, że lepiej rzucić to „Dzień dobry” w pustą przestrzeń niż nic nie powiedzieć, bo przecież kultura musi być, ale głowa i tak swoje nakręca. Tak samo spinam się przed zajęciami z orientacji w terenie – podchodzę na przystanek i już zaczyna się ten sam stres. Zresztą u mnie to norma, nawet na zakończeniu roku wiedziałem, że zdałem, a w samochodzie i tak zrobiło mi się niedobrze ze spinki.
Dochodzi jeszcze kwestia braku czasu. Przez szkołę muzyczną i inne dodatkowe zajęcia mam wrażenie, że momentami brakuje mi go dla znajomych i to potrafi mocno zniechęcić. Z drugiej strony wiem, jak to wygląda gdzie indziej – w niektórych ośrodkach mają tej orientacji bardzo mało, nie mają szkoły muzycznej ani żadnych zajęć rozwijających. Jasne, mają pełno wolnego czasu i robią, co im się podoba, ale później w życiu będzie im przez to o wiele trudniej.
I tu mam dylemat. Z jednej strony chciałbym mieć święty spokój i mnóstwo czasu dla ludzi, ale z drugiej czuję, że teraz przemęczę swoje, a później dzięki temu coś osiągnę i życie potoczy się dalej. Chwila na gadanie ze znajomymi i tak się przecież znajdzie.
No i jeszcze ta sprawa z pokojem... Pod koniec tamtego roku zadeklarowaliśmy, że chcemy być razem w pokoju z moim przyjacielem, bo przez jakiś czas byliśmy osobno i obu nam tego brakowało. Bardzo by mi to pomogło zbić ten stres, bo świetnie się rozumiemy i prawie wcale się nie kłócimy. Ale jak będzie na miejscu? Nic nie wiadomo, masakra. Mam tylko nadzieję, że ten powrót jakoś spoko minie, głowa w końcu odpuści i wszystko się ułoży.

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1866

Ale masz bardzo ciekawe podejście do wykorzystywania czasu w życiu. Co by nie powiedzieć, żałuję, że nie miałam więcej orientacji w Twoim wieku. Ja te stresy, które masz teraz, przeżywam, mając lat 28...
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1867

Monte ma problem. Postara się to wyjaśnić prostym polskim
Wiadomość na Dyskordzie szła mniej więcej tak:
Rozwiń swój prolog, bo za bardzo przeskakujesz z jednej akcji do drugiej, wprowadzasz za dużo postaci na samym początku.
Ja pytam: Jak mam u licha to zrobić? Części postaci nie mogę wywalić.
Wprowadziłam dialogi w moim prologu, dodałam więcej dialogów do drugiej części, wywaliłam jedną postać, która właściwie była zbędna i nie wiem, co robić dalej. Chciałabym zacząć wreszcie pisać dalsze części, a nie ślęczeć nad tym prologiem. Boję się, że coś w końcu zepsuję przy tym poprawianiu.
Give me a sign.

#1868 1 like

W pisaniu warto zacząć od opowiadań. Wbrew pozorom pisanie opowiadań pod wieloma kwestiami jest o wiele, wiele trudniejsze od pisania powieści.
Powieść wymaga systematyczności, cierpliwości i samozaparcia, czyli cech które u mnie bardzo często zawodzą, ale jako forma tekstu jest o wiele prostsza i o wiele więcej wybacza. W powieści 10000 znaków zbędnej sceny może umknąć, w opowiadaniu rozwali cały balans.
Warto więc zacząć pisanie od opowiadań na 15000-25000 znaków. To jest mało i to uczy od razu zwięzłego, ale pełnego opisania sceny. Jeśli da się w 15000 znaków pokazać ciekawą fabułę, przedstawić głębokiego bohatera i wpleść w to dialogi, które nie są sztuczne, dopiero warto przejść do dłuższej formy literackiej - czy to długiego opowiadania, czy powieści. Przynajmniej tak sądzę ja. :)
#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.

#1869

Wiesz, ja takie rzeczy pisałam w wieku dziesięciu, jedenastu lat. Piszę już bardzo długo, miałam osiem lat, kiedy zaczynałam.
Give me a sign.

#1870

Inaczej pisze dziecko, inaczej dorosły. Na takich krótkich formach można poćwiczyć różne zabiegi fabularne i będzie to łatwiejsze niż w powieści.

#1871

Tak po prawdzie, zaczynając tę książkę, bo w końcu wyszła z tego książka, nie wiedziałam nawet, że będę mieć tyle pomysłów i że wyjdzie mi tyyyle tekstu, że w tym momencie będę miała 58 stron z hakiem.
Give me a sign.

#1872

Masz rację. (Zuzler):
Inaczej pisze dziecko, inaczej dorosły. Na takich krótkich formach można poćwiczyć różne zabiegi fabularne i będzie to łatwiejsze niż w powieści.
--
Give me a sign.

#1873

Fabuły to można mieć i na 12345 stron. Co z tego, skoro może kuleć warsztat pisarski i nie ma jak tego przenieść na zgrabny tekst?
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1874 1 like

Tu nie chodzi tylko o zabieg fabularny. Powieść, pozornie, więcej ukrywa i dużo trudniej wychwycić w niej oczywiste niedociągnięcia.
Jeśli opowiadanie ma 15000 znaków, a 7000 z nich to jeden dialog który nie ma znaczenia, od razu rzuca się w oczy że on nie ma znaczenia, jest sztuczny i tylko niepotrzebnie obciąża tekst. Jeśli powieść ma 200000 znaków, taki dialog łatwiej umknie i pozostaje się tylko z wrażeniem, że z rozdziałem jedenastym coś jest nie tak, ale trudno jest od razu wskazać, co.
#StandWithUkraine

Shoot for the Moon. Even if you miss, you'll land among the stars.

#1875 1 like

Jakikolwiek absurd, niedociągnięcie, łatwiej umyka w powieści. W opowiadaniu od razu widać, że coś jest nie tak. Im krócej, tym trudniej.
Dlaczego tak trudno dziennikarzom wstrzelić się w 30 sekund wiadomości? Bo trzeba niesamowicie precyzyjnie mówić. O precyzję tu chodzi, tylko w zupełnie innym sensie.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1876

Im krócej, tym trzeba bardziej z sensem.

#1877

Dlaczego ja muszę kawę i herbatę pić tak szybko, że nie zdążę się nią podelektować w ogóle?
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1878

Za to na pewno nie brakuje Ci zajęcia i mózg z nudy nie gnije.

#1879

A to ja bym nie powiedziała. Mogę jednocześnie pić herbatę szybko i się nudzić.
-- (Zuzler):
Za to na pewno nie brakuje Ci zajęcia i mózg z nudy nie gnije.
--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#1880

No a po herbacie? I przed?