Taaa. W jednej laska, w drugiej telefon, na uszach słuchawki, bo przecież trzeba wysłyszeć, co on tam sobie mamrocze, a ew. zakupy z poprzednich punktów chyba w zęby. No i oczywiście, przez słuchawki, zero kontroli nad ludzką masą, która nie kontroluje samej siebie, a co dopiero nas. -- (tomecki): Do rozglądania się po szyldach najlepiej jakiś lokalny ocr np. rozpoznawanie iPhonowe, bo chyba całkiem niezłe jest.
W jedną laska, w drógą telefon, słuchaweczka jedna do ucha albo jakieś AfterSzoxy, plecak na plecy zzakupami i można. Nie weź mnie od razu za kogoś, kto struga tu publicznie bohatera, niemniej, da się jeśli z jakiegoś powodu trzeba.
Mnie to bardzo rozprasza. Mogę słuchać czegoś na znanych sobie trasach, ale nie w miejscu, gdzie jestem po raz pierwszy, ergo - właśnie tam, gdzie ten patent mógłby się przydać. I nienawidzę słuchawek dousznych. ;) Z plecakiem się mogę zgodzić. -- (Pitef): W jedną laska, w drógą telefon, słuchaweczka jedna do ucha albo jakieś AfterSzoxy, plecak na plecy zzakupami i można. Nie weź mnie od razu za kogoś, kto struga tu publicznie bohatera, niemniej, da się jeśli z jakiegoś powodu trzeba.
okulary troszkę gorsze, bo bardziej przeszkadzają w echolokacji, dla mnie shoksy są spoko, czym droższe tym lepsze, bo grają lepiej, ale jakieś za 500 zł ze strony, lub taniej z allegro pewnie też się znajdą.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
Hmm Raybany mi nie przeszkadzają w ogóle. -- (balteam): okulary troszkę gorsze, bo bardziej przeszkadzają w echolokacji, dla mnie shoksy są spoko, czym droższe tym lepsze, bo grają lepiej, ale jakieś za 500 zł ze strony, lub taniej z allegro pewnie też się znajdą.
Przeczytałam wszystkie wpisy i wiem, że część rzeczy z mojej listy będzie się powtarzać, ale również chciałabym się podzielić tym, czego mi brakuje. Jest to przede wszystkim wolność i niezależność, którą daje wzrok. Chciałabym móc tak po prostu pójść na spacer, albo na basen, bez pomocy osoby widzącej i bez poczucia, że ktoś się dla mnie poświęca, nawiązywać nowe znajomości, nie czując się przy tym, jak przybysz z innej planety, cieszyć się z zakupu nowych ubrań, które sama bym sobie wybrała, widząc, jak w nich wyglądam. Zdaję sobie sprawę, że są wśród was osoby, które potrafią się tym cieszyć, mimo niewidzenia, ale mnie zakupy odzierzowe nigdy nie sprawiały przyjemności. Bardzo bym też chciała zobaczyć dzikie zwierzęta na wolnności : sarny biegnące przez pola, wiewiórki skaczące po gałęziach drzew, ptaki latające po niebie itp. Myślę też, że wiele radości sprawiłaby mi możliwość oglądania dowolnych filmów bez konieczności przejmowania się audio deskrybcją. Pewnie coś jeszcze by się znalazło, ale to takie najważniejsze rzeczy. Niektórzy z was pisali, że brak wzroku coś im dał, jednak ja nie czuję, żebym coś dzięki niemu zyskała. Wręcz przeciwnie, bardzo wiele mi odebrał, za nim w ogóle miałam szansę tego doświadczyć. Czuję, że przez niewidzenie ominęło mnie wiele kluczowych etapów dorastania takich jak pierwsze miłości, czy wspólne wyjścia ze znajomymi. Po mimo tego, że nie widzę od urodzenia, oddałabym wiele, by widzieć, chodź akurat w moim przypadku to nie możliwe. Wiem, że nie nadrobiłabym już tych straconych lat, ale przynajmniej miałabym szansę na prawdziwą niezależność.
Taka kwestia do rozważenia. Często ludzie mówią, że pies przewodnik dobrze na takie poczucie bycia w centrum uwagi robi. Zamiast gapić się na ślepego, jeden z drugim raczej zwróci uwagę na psa, bo przecież ah, jaki to piękny i mądry piesek. Przy okazji będzie sobie szedł omijając przeszkody i na spacery to raczej wydaje się spoko pomysł. Problem w tym widzę jeden. Nie wiem jak teraz, ale swego czasu te różne fundacje od psów przewodników chętniej przyznawały je ludziom, którzy już mieszkają samodzielnie i mają pracę stacjonarną. Wzięło się to z tego, że często brano psa, który przewodnikiem to był ewentualnie czasami, bo człowiek mieszkał sobie z rodziną i wychodził z domu od wielkiego dzwonu, ewentualnie niemal zawsze z kimś, a pies to był tak na wszelki wypadek. Niby nic w tym złego, ale psów to jest raczej deficyt i problem polega na tym, że jest dużo mniej psów niż chętnych na nie, więc trzeba wybrać, komu dać, komu nie dać.
To raczej nie dla mnie. Zba duża odpowiedzialność. Właśniie tego bym się obawiała, że zmarnowałabym potencjał takiego psa. Ostatnio sporo o tym słyszałam i to prawda, że pies ommija przeszkody, ale nadal trzeba mieć bardzo dobrą orientację przestrzenną, a mnie jej zdecydowanie brakuje. Podobno z takim psem trzeeba ciągle ćwiczyć, a ja się raczej do tego nie nadaję. Owszem kocham spacery, ale to nie znaczy, że chciałabym pracować stacjonarnie i spędzać całe dnie wśród ludzi, więc uważam, że to dobrze, że nie każdemu dają psa.że pies przewodnik dobrze na takie poczucie bycia w centrum uwagi robi. Zamiast gapić się na ślepego, jeden z drugim raczej zwróci uwagę na psa, bo przecież ah, jaki to piękny i mądry piesek. Przy okazji będzie sobie szedł omijając przeszkody i na spacery to raczej wydaje się spoko pomysł. Problem w tym widzę jeden. Nie wiem jak teraz, ale swego czasu te różne fundacje od psów przewodników chętniej przyznawały je ludziom, którzy już mieszkają samodzielnie i mają pracę stacjonarną. Wzięło się to z tego, że często brano psa, który przewodnikiem to był ewentualnie czasami, bo człowiek mieszkał sobie z rodziną i wychodził z domu od wielkiego dzwonu, ewentualnie niemal zawsze z kimś, a pies to był tak na wszelki wypadek. Niby nic w tym złego, ale psów to jest raczej deficyt i problem polega na tym, że jest dużo mniej psów niż chętnych na nie, więc trzeba wybrać, komu dać, komu nie dać. --
Pozostaje więc chyba samemu wyrąbać sobie w życiu jakąś niszę, nie mówię o przysłowiowym własnym świecie, ale o takie aspekty życia, w których możemy bardziej lub mniej samodzielnie kontrolować rzeczywistość na własnych zasadach. Czy się da całkowicie samodzielnie? Pewnie i tak i nie. Zresztą jakiś czas temu zmodyfikowałem swoją definicję tej wolności i niezależności z „za wszelką cenę sam” na „jak najwięcej sam, a jak się nie da, to głową muru nie przebiję”. Dla mnie niezależnością jest przykładowo pójście samodzielne lub z żoną (żona też nie widzi) na spacer, na rynek, do restauracji, pojechanie gdzieś dalej i tego typu proza życia. Co nie oznacza oczywiście, że dla zasady będę rezygnował z uprzejmej propozycji podwózki czy zrobienia zakupów.
-- (Pati98): Przeczytałam wszystkie wpisy i wiem, że część rzeczy z mojej listy będzie się powtarzać, ale również chciałabym się podzielić tym, czego mi brakuje. Jest to przede wszystkim wolność i niezależność, którą daje wzrok. Chciałabym móc tak po prostu pójść na spacer, albo na basen, bez pomocy osoby widzącej i bez poczucia, że ktoś się dla mnie poświęca, nawiązywać nowe znajomości, nie czując się przy tym, jak przybysz z innej planety, cieszyć się z zakupu nowych ubrań, które sama bym sobie wybrała, widząc, jak w nich wyglądam. Zdaję sobie sprawę, że są wśród was osoby, które potrafią się tym cieszyć, mimo niewidzenia, ale mnie zakupy odzierzowe nigdy nie sprawiały przyjemności. Bardzo bym też chciała zobaczyć dzikie zwierzęta na wolnności : sarny biegnące przez pola, wiewiórki skaczące po gałęziach drzew, ptaki latające po niebie itp. Myślę też, że wiele radości sprawiłaby mi możliwość oglądania dowolnych filmów bez konieczności przejmowania się audio deskrybcją. Pewnie coś jeszcze by się znalazło, ale to takie najważniejsze rzeczy. Niektórzy z was pisali, że brak wzroku coś im dał, jednak ja nie czuję, żebym coś dzięki niemu zyskała. Wręcz przeciwnie, bardzo wiele mi odebrał, za nim w ogóle miałam szansę tego doświadczyć. Czuję, że przez niewidzenie ominęło mnie wiele kluczowych etapów dorastania takich jak pierwsze miłości, czy wspólne wyjścia ze znajomymi. Po mimo tego, że nie widzę od urodzenia, oddałabym wiele, by widzieć, chodź akurat w moim przypadku to nie możliwe. Wiem, że nie nadrobiłabym już tych straconych lat, ale przynajmniej miałabym szansę na prawdziwą niezależność. --
Poza tym nieważne czy to przewodnik, półprzewodnik czy izolator, to żywe zwierzę, a niektórym to nawet chomika nie można dać pod opiekę.
-- (tomecki): Taka kwestia do rozważenia. Często ludzie mówią, że pies przewodnik dobrze na takie poczucie bycia w centrum uwagi robi. Zamiast gapić się na ślepego, jeden z drugim raczej zwróci uwagę na psa, bo przecież ah, jaki to piękny i mądry piesek. Przy okazji będzie sobie szedł omijając przeszkody i na spacery to raczej wydaje się spoko pomysł. Problem w tym widzę jeden. Nie wiem jak teraz, ale swego czasu te różne fundacje od psów przewodników chętniej przyznawały je ludziom, którzy już mieszkają samodzielnie i mają pracę stacjonarną. Wzięło się to z tego, że często brano psa, który przewodnikiem to był ewentualnie czasami, bo człowiek mieszkał sobie z rodziną i wychodził z domu od wielkiego dzwonu, ewentualnie niemal zawsze z kimś, a pies to był tak na wszelki wypadek. Niby nic w tym złego, ale psów to jest raczej deficyt i problem polega na tym, że jest dużo mniej psów niż chętnych na nie, więc trzeba wybrać, komu dać, komu nie dać. --
Teraz chętnych na psy jest tak śmiesznie mało, że często niewidomi mają po 2, tj. tzw. starego, który jeszcze by spokojnie popracował, ale też dają nowego. Bo nikt nie chce, a oni muszą wcisnąć. Na początek dobre rozwiązanie, ale jak ktoś często wyjeżdża, jest aktywny itp, to już mniej. -- (tomecki): Taka kwestia do rozważenia. Często ludzie mówią, że pies przewodnik dobrze na takie poczucie bycia w centrum uwagi robi. Zamiast gapić się na ślepego, jeden z drugim raczej zwróci uwagę na psa, bo przecież ah, jaki to piękny i mądry piesek. Przy okazji będzie sobie szedł omijając przeszkody i na spacery to raczej wydaje się spoko pomysł. Problem w tym widzę jeden. Nie wiem jak teraz, ale swego czasu te różne fundacje od psów przewodników chętniej przyznawały je ludziom, którzy już mieszkają samodzielnie i mają pracę stacjonarną. Wzięło się to z tego, że często brano psa, który przewodnikiem to był ewentualnie czasami, bo człowiek mieszkał sobie z rodziną i wychodził z domu od wielkiego dzwonu, ewentualnie niemal zawsze z kimś, a pies to był tak na wszelki wypadek. Niby nic w tym złego, ale psów to jest raczej deficyt i problem polega na tym, że jest dużo mniej psów niż chętnych na nie, więc trzeba wybrać, komu dać, komu nie dać. --