Szkoły dla niewidomych, pytanie.
Wróć do W szkole i w pracy.#81 grzegorzm
no, moi zdaniem coraz więcej. Często jest tak, że osoba niewidoma ma zajęcia z orientacji, ale jest to
dla niej koszmar, bo nauczyciel jest beznadziejny czy z innych powodów więc na tych zajęciach jakoś jest
a po za nimi i tak wyręczają osobę niewidomą osoby niedowidzące lub takie niewidome, które ogarniają
#82 Julitka
U nas jak patrzyłam w Internacie, to zawsze wyjścia były z opiekunem, chyba że się miało kartkę i samemu
chodziło. A jak przelękniony rodzic się boi wysłać dziecko gdziekolwiek, to i kartki nie da. Od razu
mówię, nie Byłam w internacie.
Gadaczka, witamy znów! :)
I jeszcze taki przykład: Znam bardzo sympatyczną dziewczynę, ze 7 czy więcej lat ode mnie starszą, która
jest po ośrodku. I tak: Skończyła tam szkołę średnią, potem jedną policealną, drugą, trzecią!... Skończyła
3 szkoły policealne i chyba z żadnej z nich nie ma zawodu, bo tłumaczyła, że nie przystępowała do egzaminu.
Tak przed kilku miesiącami się skontaktowałyśmy i pytam ją, co robi generalnie, na co ona, że "...a no
sobie w domku siedzę i... na jakieś tam zajęcia jeżdżę no i... tyle...". Z innego źródła wiem dobrze
na 100%, że w ośrodku miała zajęcia z orientacji. Czy to nie mówi wyraźnie, że niestety wszystko zależy
tylko od osoby, a nie od szkoły, że to niby ośrodek tak bardzo pomaga?
#83 gadaczka
Rozumiem, to od osoby niewidomej zależy czy się uzależni, bo ośrodek jej tego nie gwarantuje.
#84 cinkciarzpl
Powiem tak. Są. W mojej klasie w gimnazjum, powiedzmy na 7 osób 2 lub 3 były słabowidzące
#85 Julitka
Gadaczka, o to to! I dlatego namawiam na masówkę, bo przynajmniej tam i poziom wyższy i środowisko szersze i potem
lepszy start, no i taka szkoła samodzielności, może nie tyle z zakresu orientacji, co z życia. :)
#86 gadaczka
No a jak to jest u Was w okresie liceum z dojazdami do szkoły? W większości sami jeździcie, czy rodzice
was doworzą?
#87 grzegorzm
Po pierwsze to myślę, że zależy to w początkowym okresie od rodziców na ile dziecku pozwalają być samodzielnym,
następnie w ośrodku dziecko musi trafić na dobrych nauczycieli a takich coraz mniej. Jeżeli ktoś osobę
dobrze po prowadzi i wymaga od niej to ta osoba niewidoma musi potrawić pewne rzeczy wykonać czy to z
orientacji czy jakieś w domó.
#88 cinkciarzpl
Nie gwarantuje, ale jakieś fundamenty stawia. O rozmaitych pomocach, udźwiękowionych komputerach etc,
nawet tej podstawy orientacji nigdy bym nie złapał, gdy by nie ośrodek. Oczywiście te placówki nie są
bez skazy, to fakt.
#89 grzegorzm
Co do liceum to w laskach jest tak, że zależy czy ktoś ma orientację ukończoną czy nie. Jeżeli ma to
sam jeździ jak się rodzice na to zgadzają, ale jeżeli ma osiemnaście lat i rezygnuje z orientacji bo
stwierdza, że nic mu to nie da a rodzice mu napiszą kartkę, że wyrażają zgodę na samodzielne wyjazdy
to też po mimo, że orientacji nie ma ukończonej to może sam jeździć.
#90 Julitka
Ja od razu mówię, nie jestem kryształowa, mnie rodzice dowozili. Może też dlatego, że ode mnie z domu
komunikacja miejska była po prostu masakryczna (słyszeliście o zgierskim 46, co to je zamknęli? To moje
rejony!), fakt, mogłam próbować sama, ale nie próbowałam, głównie ze względu na dużo nauki. Nie byłam
gotowa i tyle. Ale teraz, na studiach, dojrzałam. Zaczął się nowy etap, powoli zaczynam się usamodzielniać.
Nie jest łatwo, ale czy ktoś powiedział kiedyś, że będzie?
#91 Julitka
Ale CinkciarzPl, tu chyba jeszcze nikt nie powiedział, że ośrodki są po prostu złe. Poza tym, czy masz
porównanie masówki z ośrodkiem z własnego doświadczenia?
#92 daszekmdn
HMHM, co do samodzielności w ośrodkach różnie z nią bywa, są takie internaty, gdzie wychowawcy sami próbują
coś z ludźmi np ponoć samodzielność fajnie rozwinięta jest w krakowie i wychowawcy organizują zajęcia
pomagające ucznią w usamodzielnianiu się, przynajmniej tak słyszałem.
#93 cinkciarzpl
Julitka, tak.
#94 Julitka
Daszek, ty po prostu musisz to sam przemyśleć. Daliśmy Ci pole do myślenia, teraz to Twoja już głowa.
:) Bo wiesz, ile ludzi, tyle opinii.
Tylko uwaga, przekonsultuj to bardzo dobrze ze swoimi rodzicami. Podaj im przytoczone przez nas wszystkich
argumenty "za" i "przeciw" i zastanówcie się wspólnie. Poradźcie się dobrych znajomych, może nawet jakiejś
Twojej zaufanej nauczycielki/nauczyciela - w końcu po to są, żeby nam pomagać, a nie nabijać ośrodkom
uczniów. Oba rozwiązania mają plusy i minusy. Jak masz jakieś pytania, pisz śmiało!
Powodzenia!
#95 jamajka
Odpowiadając na pytanie Gadaczki, bo troszkę mi się pewna rzecz nie zgodziła. TO po prostu takie porównanie,
zależy od internatu. Grzegoz powiedział, że są obiady, śniadania, kolację, jak ktoś chce coś dodatkowego,
to idzie do sklepu. TO prawda, ale powiem ci, że chyba w naszym internacie było tego więcej, bo po 1.
trzeba było codziennie brać tzw. prowiant, czyli jakby szłaś na dół, do kuchni, po produkty na śniadanie
i kolacje i przynosiłaś je do grupy. Czyli trochę, jak z zakupami, musiałaś sprawdzić, co jest, co się
kończy, kto co lubi i kto co chce, iść, wziąć, przynieść, rozpakować. A poza tym, im starsza grupa, tym
więcej i częściej się to przygotowywało samemu. Więc troszkę tego było, choć wiadomo, że to nie to samo,
co wychodzenie do sklepu. To się zaczynało później i jest tego trochę za mało. Choć w starszych grupach
już coraz częściej widzę, że po 1. do sklepów sobie jeżdżą, a po 2. w lodówce pojawia się coraz więcej
produktów podpisanych, każdy sobie coś tam swojego, co lubi, załatwia. WIęc troszkę się z tobą zgodzę,
że pewnej samodzielności to wymaga. Np. właśnie przygotowanie śniadania, posprzątania, pamiętania o obowiązkach
itd. To akurat zależało od internatu i to chyba szkoda.
#96 MonikaZarczuk
Zainteresowało mnie nuno, co dla ciebie oznacza fałsz i obłuda w internacie na Tynieckiej. Jestem zwyczajnie
bardzo ciekawa.
#97 MonikaZarczuk
Ja chodziłam do szkoły z internatem w Krakowie i całe życie będę za tę szkołę wdzięczna, choć oczywiście
nie było tam tylko kolorowo. Nigdy nie podpiszę się pod petycją likwidacji ośrodków specjalnych, jestem
za tym, by był wolny wybór. Ja osobiście mieszkałam wraz z rodziną na najbardziej zabitej dechami wsi,
tóż przy granicy z Ukrainą, gdzie do wojewódzkiego miasta Lublin było i jest 120 km, a sam Lublin pozostawiał
wiele do życzenia w porównaniu z Krakowem czy Warszawą. Możecie mi nie wierzyć, ale gdybym nie miała
możliwości pójścia do szkoły specjalnej, moja edukacja nie odbyłaby się w ogóle. Zwyczajnie nikt nie
podjąłby się uczenia mnie, a jeśli zmusiłby ich do tego system, siedziałabym w szkole jako figurant i
wiem, co mówię. Szkoła w Krakowie otworzyła przede mną możliwości, o jakich moje rodzeństwo nawet nie
marzyło, bo nie wiedziało, że tak się da. Jeździłam konno, ćwiczyłam wschodnie sztuki walki, przez samą
podstawówkę odwiedziłam Francję, Holandię, Niemcy, a w liceum lista znacznie się wydłużyła. Mogłam pływać,
chodzić na kółko plastyczne, grać w szachy, prowadzić gazetkę szkolną, szkolne radio, poznawać osoby
z całej Polski i je odwiedzać, mogłam spróbować sił w zespole muzycznym, w hórze, nauczyłam się grac na pianinie,
przeżyłam cudowną przygodę z harcerstwem. Nie będę was zanudzać i opisywać wszystkiego.
Powiem tylko, że oprócz takich dzieci jak ja, z zapyziałych wsi na Kaszubach czy w górach były dzieci,
którymi rodzice zwyczajnie nie mieli ochoty się zajmować, albo zdecydowanie woleli zajmować się alkoholem,
albo takie, których nie było stać na ubrania dla tych dzieci. Tak, wiem, czasy były inne, dlatego jestem
za wyborem, bo czasy czasami, a sytuacje, jak tu sami piszecie bywają różne, osoby również, a ich sytuacja
może być trudna bez względu na to, że ogólnie w Polsce dzieje się lepiej.
#98 jamajka
100 procent podpisu pod poprzednim! Uwielbiam twoje wpisy.
#99 denis333
A ja mog tylkożałować, że na tyniecką nie przywiało mnie wcześniej. Ale mimo wszystko bardzo dobrze wspominam
te ostatnie 2 lata.
#100 cinkciarzpl
Monika, w punkt.