Szkolne wybryki
Wróć do Integracja Eltenowiczów#81 dariusz.1991 Konto zarchiwizowane
A jeżeli mówimy o byciu konfidentem, to tak. Doniosłem raz na klasę w liceum. Mój przyjaciel został pobity i ktoś nakręcił filmik który krążył przez kilka dni a dyrekcja uwierzyła w bajeczki większości, że to on zaczął.
#82 dariusz.1991 Konto zarchiwizowane
I racja. Miałem przez to u klasy pojechane.
#83 misiek
No tak, jak wejdziesz między wrony, kracz tak jak one.
--Cytat (dariusz.1991):
Wyobraź sobie, że całe zaplecze osób nazwijmy to stwarzających zagrożenie było innego zdania.
--Koniec cytatu
#84 misiek
Takie sprawy rozwiązuje się między sobą. Jak ktoś kogoś bije bez wyraźnego powodu dostaje oklep od reszty i po problemie. Za moich czasów to było normalne, a donosicielstwem się brzydzę tfu.
--Cytat (dariusz.1991):
A jeżeli mówimy o byciu konfidentem, to tak. Doniosłem raz na klasę w liceum. Mój przyjaciel został pobity i ktoś nakręcił filmik który krążył przez kilka dni a dyrekcja uwierzyła w bajeczki większości, że to on zaczął.
--Koniec cytatu
#85 Zuzler
Może to i nie wybryk, tylko raczej durny zbieg okoliczności, ale przypomniała mi się ostatnio sytuacja, przy której co prawda nie byłam osobiście, ale bawi mnie to i tak niepomiernie.
Otóż moja koleżanka z klasy sama sobie zrobiła zieloną noc. A jak? ANo, w bardzo prosty sposób. Po prostu położyła sobie na łóżku otwartą tubkę z pastą do zębów, a potem na niej niechcący usiadła. A najlepsze jest to, że zdarzyło się to w wieczór poprzedzający ostatni szkolnby dzień roku szkolnego.
#86 Mulka
Dziwne, że otwierała pastę na łóżku. Czyżby leczyła oparzenia Twoim sposobem?
#87 Zuzler
Nie, zapomniała ją zamknąć po myciu zębów, nie wiem jakim cudem.
#88 misiek
To ja miałem lepiej, za szczeniaka zostawiłem szampon na łóżku na pościeli, reszta sytuacji identyczna jak u koleżanki.
--Cytat (Zuzler):
Może to i nie wybryk, tylko raczej durny zbieg okoliczności, ale przypomniała mi się ostatnio sytuacja, przy której co prawda nie byłam osobiście, ale bawi mnie to i tak niepomiernie.
Otóż moja koleżanka z klasy sama sobie zrobiła zieloną noc. A jak? ANo, w bardzo prosty sposób. Po prostu położyła sobie na łóżku otwartą tubkę z pastą do zębów, a potem na niej niechcący usiadła. A najlepsze jest to, że zdarzyło się to w wieczór poprzedzający ostatni szkolnby dzień roku szkolnego.
--Koniec cytatu
#89 papierek
A myślisz, że ktoś się będzie mieszał, jak nie widzi dla siebie w tym jakiejś sensownej korzyści?
Poza tym pobicie kogoś to raczej poważniejsza sprawa, niż donoszenie jak ktoś
sobie wali wude w szkolnej toalecie, czy ściąga na klasówce.
Wyobraź sobie sytuacje, że jest jeden gość, najsłabszy w klasie, nawet może generalnie taka troche ciapa, nie umie się obronić, jest nieśmiały, każdy się z niego nabija i tak dalej.
Dostaje wpierdziel
od jakiegoś kozaka, bo tak, bo go można lać, on i tak nikomu nie powie, a i tak to debil to i to słabszy to nawet nie będzie szkoda.
W sensie, tak sobie pomyśli uw kozaczek. Czy jesteś serio taki pewien, że cała klasa solidarnie da oklep temuż kozakowi, żeby bronić tegoż słabszego gościa? Raczej solidarnie jeszcze mu dowalą, żeby się skumać z tym kozakiem. W takiej sytuacji masz dwa wyjścia. Sam wpierdzielić kozakowi, ryzykujesz, że będzesz miał resztę klasy przeciwko sobie, albo zgłosić nauczycielowi, wyjdzie na to samo.
Ja też się pbrzydzę donosicielstwem ale tylko wtedy, jak uw donosiciel robi to dla własnej korzyści, chce się podlizać i tak dalej, a osoba na którą donosi szkodzi tylko sobie. Czyli jak ktoś sobie pali trawkę na balkonie i mam nato wyrąbane, nie będę dzwonił od razu gdzie nie trzeba, ale jak ktoś kogoś leje na ulicy, to jakby troche zmienia się powaga sytuacji. :P
--Cytat (łysy):
Takie sprawy rozwiązuje się między sobą. Jak ktoś kogoś bije bez wyraźnego powodu dostaje oklep od reszty i po problemie. Za moich czasów to było normalne, a donosicielstwem się brzydzę tfu.
--Cytat (dariusz.1991):
A jeżeli mówimy o byciu konfidentem, to tak. Doniosłem raz na klasę w liceum. Mój przyjaciel został pobity i ktoś nakręcił filmik który krążył przez kilka dni a dyrekcja uwierzyła w bajeczki większości, że to on zaczął.
--Koniec cytatu
--Koniec cytatu
#90 dariusz.1991 Konto zarchiwizowane
Papierku. I tu się zgadzamy. Klasie przeszło po dwóch tygodniach, a ja zyskałem wartościową przyjaźń.
#91 daszekmdn
Papierek, like.
#92 pates
AAA, to tak się robiło.
--Cytat (cinkciarzpl):
To ja kiedyś zrobiłem podobny numer do Kasi, tyle że chodziło o napisanie w domu wywiadu z jakimś tam
poetą, czy coś. Na polski. Oczywiście zapomniałem, czasu na przerwie nie było, no to kuźwa co zrobić?
No to wziąłem zeszyt do Polskiego i zacząłem przesówać palcami po notatkach z ostatniej lekcji, a pytania
wymyślałem na bierząco.I 4 dostałem. :D Niektóre były bardzo denne ale co tam.
--Koniec cytatu
#93 misiek
Grunt to chociaż próbować się obronić, albo chociaż się odezwać, no ale jeśli ktoś jest totalną cipą to jego problem. Na początek go pobiją koledzy, a jeśli nic z tej lekcji nie wyniesie i będzie w kółko biegał do Pani i mamusi, to w życiu dorosłym życie go wiele bardziej pobije i przy tym tamto pobicie przez kolegów za małolata to będzie malutkie piwerko.
#94 balteam
Tak, tak, zacznijmy może od razu napierniczać słabsze osoby żeby ich przystosować do dorosłości.
Ciekawe jak ty byś się bronił np. w masówce jak by kilka osób cie napierniczało, bo nie sądzę, że dał byś radę, oczywiście byś mógł mieć skila jak 1 na milion niewidomych i wygrać raz na 2 walki, ale bez przesady.
No i istnieją lepsze sposoby uczenia kogoś radzenia sobie w dorosłości niż nakazywanie walczyć mu z kilkoma osobami, zakładasz, że jak ten na pozycji przegranej kilka razy się postawi to magicznie przestaną go ludzie zaczepiać, tylko dlaczego? To tylko zadziała jak ten przegrany będzie w żeczywistości przynajmniej tak silny jak jest silna osoba, która go bije, a chyba to się tak często nie zdarza.
Jeśli dorośli mają w teorii większąwiedzę od dzieci, to jeśli takie dziecko porozmawia z osobą dojrzałą to może przy okazji rozwiązać też inne problemy.
EH, koniec rozpisywania się, w miarę chyba zrozumiale napisałem co myślę.
#95 misiek
Tak, porozmawia z osobą dojrzałą, po czym ona weźmie delikwenta na dywanik, przez co ten drugi będzie miał dodatkowo przesrane za kablowanie. Jeśli sam nie dam rady, to od czego mam starszego brata i ziomków z podwórka? Sam miałem sytuację w nowej szkole, że dwójka cwaniaczków zajumała mi telefon, a gdy powiedziałem pedagogom to oni właśnie tylko rozmawiali, co oczywiście nie przyniosło żadnych skutków. Gdy powiedziałem bratu to w cudowny sposób telefon znalazł się po godzinie czasu, a przy okazji jeszcze się oberwało rozmawiającej i głaskającej po główce pedagog. Brat nie pierdzielił się w tańcu, tylko z całej siły przydusił typa do ściany i postawił ultimatum, że telefon ma się znaleźć w ciągu godziny. I w cudowny sposób znalazł się nawet jego starszy zleceniodawca z lo. Od tamtej pory już do końca miałem święty spokój.
#96 balteam
Hmm, to też jest kablowanie tylko bratu.
Różnica taka, że nie jeszcze dorosłemu, ale kablowanie osobie, z którą ktoś inny nie ma szans. Gorzej ja brata takiego nie masz, albo to twój brat by dostał wpier*ol.
Wtedy chyba by nie zadziałała metoda i raczej spokoju byś nie miał.
Zaznaczyłem, że porozmawiać z normalnym wychowawcą, czy tam nauczycielem, to nie jet jakiśpoprawczak na ogół, że jak ktoś się poskarży to z nożem ktoś wyskoczy, a i pedagog też przecież wychowuje te niektóre durne dzieci, więc jakieś metody posiada na radzenie sobie z trudnymi dziećmi.
#97 misiek
Sorry, ale ci normalni wychowawcy jak im się zwierzyłem z moich ówczesnych problemów dnia codziennego zaraz polecieli do rodziców i wszystko ślicznie wyśpiewali, więc jak tu takim tym bardziej skarżyć. I tak, pytam o to właśnie ciebie, jako człowieka studiującego psychologię, bo może to jest taka metoda szkolnych pedagogów/ psychologów, zwabić do siebie szczeniaka w okresie dojrzewania, zdobyć jego zaufanie, a jeśli już się otworzy i powie o wszystkim co go boli to wszystko dalej wyśpiewać reszcie kadry nauczycielskiej i rodzicom? Miałem tak stanowczo zbyt wiele razy, z resztą nietylko ja i w pewnym momencie w ogóle przestałem rozmawiać z tymi ludźmi nic ponadto niż musiałem. Mam wiele więcej innych przykładów na ten temat, ale to raczej już nie na ten wątek.
--Cytat (balteam):
Hmm, to też jest kablowanie tylko bratu.
Różnica taka, że nie jeszcze dorosłemu, ale kablowanie osobie, z którą ktoś inny nie ma szans. Gorzej ja brata takiego nie masz, albo to twój brat by dostał wpier*ol.
Wtedy chyba by nie zadziałała metoda i raczej spokoju byś nie miał.
Zaznaczyłem, że porozmawiać z normalnym wychowawcą, czy tam nauczycielem, to nie jet jakiśpoprawczak na ogół, że jak ktoś się poskarży to z nożem ktoś wyskoczy, a i pedagog też przecież wychowuje te niektóre durne dzieci, więc jakieś metody posiada na radzenie sobie z trudnymi dziećmi.
--Koniec cytatu
#98 Zuzler
Uważasz, żę rodzice nie powinni wiedzieć jakie problemy ma ich dziecko?
#99 balteam
Przede wszystkim psycholog nie powinien mówić wszystkim na około dokładnie co mu powiedzialeś. Rodzicom musi powiedzieć, bo jesteś niepełnoletni, np. jeśli byś powiedział, że chcesz sięzabić, to w celu ratowania życia musi o tym powiedzieć. Ale na pewno nie powinien mówić więcej niż jest to konieczne dla twojego zdrowia.
Z założenia rodzicom nauczyciele powinni też mówić prktycznie wszystko, chyba, że jest jkaś patologia w domu, to pewnie niekoniecznie.
ps. tak wiem, niestety zdarza się, że niektórzy psychologowie mówią wszystkim o twoich problemach mimo, że mieli nie mówić, i nie musieli z pewnościątego nagłaśniać całej kadrze.
No, ale to niestety w każdym zawodzie się zdarza, tylko w psychologicznym gdzie ktoś ci opowiada o sobie bardzo wrażliwe rzeczy powinno to się zdarzać praktycznie nigdy.
#100 misiek
Jeśli to ma się odbić w domu dodatkowo przeciwko niemu i niema wystarczającego zaufania do rodziców to oczywiście że nie.
--Cytat (Zuzler):
Uważasz, żę rodzice nie powinni wiedzieć jakie problemy ma ich dziecko?
--Koniec cytatu