biedrona333 zgadzam się z przedmówcą-- (Postukujacy): A co Wy tu tacy arbitralni? Strasznie krzywdzące podejście. To jest forum i wymiana doświadczeń czy wzajemne nawracanie na najmojszy sposób i prawdę objawioną? Jak ktoś zapamięta trase po pierwszym razie to szacuneczek na dzielni, a nie podważamy, że nie zapamięta na pewno. Albo co widzi a czego nie widzi tą swoją laską czy okiem przewodniczym. Jak ktoś potrzebuje przejść się traską po raz piąty i dziesiąty to nie znaczy, że nieuk i fajtłapa. Ja mogę napisać,że mi wystarczy się autem ulicą przejechać z kimś i już umiem. I nie przekonuję, że wszyscy mamy tak samo a kto twierdzi inaczej ten jest kiep.
Myślę, że potrzeba Wam więcej luzu, koochani Eltenowicze.
Na codzień nie chodzę w szpilkach i sukienkach. :) Mierzysz dość personalnie. -- (Krzycha): Albo po prostu jest to kwestia ubioru. Może Julita na co dzień potrzebuje być elegancka, chodzi w kieckach i szpilach i taka asekuracja faktycznie jej pomaga? Ja na to inaczej się zapatruję, bo łażę raczej na sportowo, w jeansach, adidasach czy martensach, a wtedy łatwiej w takiej sytuacji: chociażby wybić się ze śródstopia, podskoczyć, okręcić się na pięcie, czy co tam jeszcze. W szpilach, to sobie w ogóle nie wyobrażam. Chyba musiałabym cały czas iść blisko ściany.:) -- (papierek): Stukacz ci odpisał, ja tylko dodam, że do tej pory nie spadłem nigdy z krawężnika. Kolejna rzecz jest taka, że raczej myślę o zaufanych przewodnikach, a nie o pani krysi z przystanku, która serio nie wie jak. Chociaż pani krysia z przystanku to raczej będzie mówić o minimalnych nawet różnicach w terenie. A jak nawet spadłem, to jestem jakoś na tyle fizycznie sprawny, że umiem sobie z tym w ten sposób poradzić, żeby szybko sprawnie zareagować, nic sobie nie złamać, nie skręcić etc, utrzymać równowagę. To już różnica indywidualna, że jeden potknie się o byle minimalne wybrzuszenie, a drugi, jak ja będzie biegł, wpadnie na schody i pobiegnie dalej. Każdy pewnie ma jakieś swoje słabości, ja się bardzo czuję niekomfortowo na przejściach dla pieszych, mój prywatny uraz i lepiej mi, jak ktoś mnie przeprowadzi nawet, jak umiem jakieś skrzyżowanie, i można by powiedzieć, że skoro umiem, to po co proszę ludzi, ale mi tak lepiej na duszy jest. Podobnie, jak masz potrzebę kontrolowania swojej zewnętrznej strony laską to spoko, byle człowiek czuł się bezpiecznie zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
-- (Julitka): Ej, ale ja się poruszam z masą przewodników. Super przewodników i okropnych przewodników. iI przy żadnym nie mogłabym, zwłaszcza w obcych miejscach, mieć stóprocentowej pewności, że chociażby nie spadnę z jakiegoś krawężnika, który jest po zewnętrznej z mojego boku. Bo niby jak przewodnik ma to wychwycić? -- (papierek): No to widzisz, ja mam takich przewodników, że nie musi mnie osłaniać, bo omijają wszystko chyba, że są niewidomi, ale wtedy dużo brdziej sam kontroluję nie tylko laską, ale całym sobą, w sęsie jestem dużo bardziej czujny.
Papierku, w swoim myśleniu zakładasz cały czas, poniekąd błędnie, że mam na względzie wyłącznie dobro własne, to po pierwsze, a po drugie - że poruszam się znacznie gorzej od Ciebie, co każe mi być o wiele ostrożniejszą. Co do drugiego aspektu możemy polemizować, bo to jest kwestia względna, choć słyszałam, jak mówiłam, pytania, dlaczego moi znajomi, w tym, nomen omen, także Ty, nie nosicie laski przy sobie. Co zaś do aspektu pierwszego, gruntownie się mylisz co do mojego postrzegania sprawy, bo ja mam na względzie w dużej mierze komfort mojego przewodnika. I w tym aspekcie muszę przyznać, że Wasze zachowanie pt. "nie będę nosić laski z sobą, bo nie" odbieram jako nieco egoistyczne. Pada tu argument, że Wam jest z tym wygodnie, ale poza dość racjonalnym spostrzeżeniem Krzychy, że może dźwigać ciężkie siaty, gdy nie ma laski, nie padł tu żaden argument broniący takiego stanowiska. Ergo, wysuwam wniosek, że nie nosicie białej laski, bo nie. A w czym to ma przeszkadzać? Przecież dla Was jej trzymanie nie wiąże się z niczym utrudniającym życie, no chyba że w przypadku opisanym przez Krzychę, a możecie pomóc sobie i światu. To trochę jak ze słowami pewnego filozofa - "Lepiej w Boga wierzyć, bo jak się okaże, że faktycznie jest, to lepiej dla nas w efekcie". :D I błagam, nie zaczynajmy tu dyskusji na tematy okołoreligijne, bo nie o to chodzi - to był tylko przykład. Czemu się nie zabezpieczyć ot tak, na wszlki wypadek? Odn. kwestii Krzychy i ciężkich siat, to ja też często składam laskę, gdy mam pomóc je dźwigać. Zdarza się to i wtedy jestem w pełni świadoma tego, co robię. :)
A co do chodzenia w szpilkach i sukienkach, to też nietrafiony strzał, Krzycha, bo, jak wspominałam wcześniej, ja na codzień noszę się mocno casualowo, nie sportowo, ale na pewno nie elegancko, więc nie trafiłaś we mnie. Ale znam dziewczyny, które w ten sposób chodzą, w szpilkach czy spudnicach. Ale to nie jestem ja. :D
Co do opisu przypadku z krawężnikiem, chodzi mi o sytuację, w której chodnik jest wąski, a krawężnik jest do nas prostopadle, centralnie z boku. Przewodnik nie geodeta, lasera w oczach nie ma i wcale nie musi umieć wymierzyć, czy zmieścimy się razem na chodniku. Gdy wyczuwam laską jego krawędź, z automatu przesuwam się bardziej za niego, tak by nie spaść. Odejmuję jemu pracy, a sobie - ryzyka.
Niemożliwe stało się możliwe, zgadzam się z Julitką, zresztą o tym wcześniej wspominałem, nasza laska odciąża nieco przewodnika, który niekoniecznie musi wszystko z naszej strony dostrzec, pomijając inne aspekty to dochodzi nasza osoba, która jednak zasłania mu część przestrzeni i właśnie tu pojawia się miejsce na laskę.
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Nie wiem, pewnie w jednych aspektach poruszasz się lepiej, w innych gorzej, ale zakładam jedynie, że jesteś mnie sprawna fizycznie ode mnie, podobnie jak zakładam, że coś robisz lepiej ode mnie w poruszaniu się, chociażby może te przejścia. Co do trzymania laski, mhm. Trzymać sobie ją mogę i to mi nie utrudnia nic i jak tego nie robię, to faktycznie trochę z lenistwa, ale staram się chociaż złożoną mieć w ręku prawie zawsze, ale używanie jej w jakiś sposób idąc z przewodnika postrzegam już za zagrożenie dla postronnych i tu komfort mojego przewodnika też nie ma nic dla rzeczy. Dla komfortu to ja mogę jej używać do sygnalizowania innym ludziom i o to faktycznie byłem proszony, ale żaden przewodnik nie prosił mnie, że jak on mnie prowadzi, to ja mam jeszcze osłaniać się laską, a ja nigdy w życiu nie byłem w sytuacji tego wymagającej, więc z kolei ja mogę zapytać ciebie, po co to mam robić?
-- (Julitka): Papierku, w swoim myśleniu zakładasz cały czas, poniekąd błędnie, że mam na względzie wyłącznie dobro własne, to po pierwsze, a po drugie - że poruszam się znacznie gorzej od Ciebie, co każe mi być o wiele ostrożniejszą. Co do drugiego aspektu możemy polemizować, bo to jest kwestia względna, choć słyszałam, jak mówiłam, pytania, dlaczego moi znajomi, w tym, nomen omen, także Ty, nie nosicie laski przy sobie. Co zaś do aspektu pierwszego, gruntownie się mylisz co do mojego postrzegania sprawy, bo ja mam na względzie w dużej mierze komfort mojego przewodnika. I w tym aspekcie muszę przyznać, że Wasze zachowanie pt. "nie będę nosić laski z sobą, bo nie" odbieram jako nieco egoistyczne. Pada tu argument, że Wam jest z tym wygodnie, ale poza dość racjonalnym spostrzeżeniem Krzychy, że może dźwigać ciężkie siaty, gdy nie ma laski, nie padł tu żaden argument broniący takiego stanowiska. Ergo, wysuwam wniosek, że nie nosicie białej laski, bo nie. A w czym to ma przeszkadzać? Przecież dla Was jej trzymanie nie wiąże się z niczym utrudniającym życie, no chyba że w przypadku opisanym przez Krzychę, a możecie pomóc sobie i światu. To trochę jak ze słowami pewnego filozofa - "Lepiej w Boga wierzyć, bo jak się okaże, że faktycznie jest, to lepiej dla nas w efekcie". :D I błagam, nie zaczynajmy tu dyskusji na tematy okołoreligijne, bo nie o to chodzi - to był tylko przykład. Czemu się nie zabezpieczyć ot tak, na wszlki wypadek? Odn. kwestii Krzychy i ciężkich siat, to ja też często składam laskę, gdy mam pomóc je dźwigać. Zdarza się to i wtedy jestem w pełni świadoma tego, co robię. :)
Są ekstremalne sytuacje, gdzie idę jako trzeci, czwarty czy piąty w długiej linii, to wtedy czuję taką potrzebę, żeby się zabezpieczyć, znalazło by się jeszcze pare ekstremalnych sytuacji, trudnych przejść. Ale skoro ja dałem sobie radę w trudnym terenie, mnustwo wystających korzeni, kamieni, śliskich rskał bez sprawdzania laską, co mam przed sobą, a przewodnik znudził się po minucie mówieniem mi, co mam przed sobą, jaki kamień i gdzie, bo było tego za dużo i poruszałem się tam całkiem sprawnie, to dla mnie krawężniki to nie problem. A laska mogła by spowodować tylko tyle, że komuś ją wsadzę pod nogi, ktoś inny się potknie i wywali, gdzie i tak tam było strasznie ślisko. Podobnie jak w tłumie na mieście, gdzie zbytnie jej używanie może spowodować to samo. Ale za trzymaniem jej sobie w ręku, szczególnie w dużym tłumie jestem za, bo ludzie faktycznie bardziej uważają.
Ja uważam, że jak trzymasz kij, nawet nic nim nie robisz, ale trzymasz, to jednak mimo wszystko bardziej skupiasz się na drodze, przynajmniej ja tak mam, że mimo wszystko, czyli to, że nie używam jej itd. jednak większy nacisk kładę na zapamiętywanie jakichś minimalnych łuków itd.
Próbuję wczuć się w czyjąś sytuację, zrozumieć. Celowo stawiam znak zapytania, żeby nie urazić, a słyszę, że „mierzę, strzelam, trafiam”. Dziwne podejście. Wracając do tematu, nie rozumiem u niektórych takiego jakiegoś rozliczania, piętnowania, pouczania, strofowania. Jak mądrze Emil napisał, „to jest luźna wymiana doświadczeń”. Nikt nie ma obowiązku podawać tu żadnych argumentów i nikogo do niczego przekonywać i nie wiem po co takie chwyty erystyczne w postaci zarzucania komuś egoizmu? Chyba każdy jest dorosły i wie, co ma robić. Jeżeli decyduje się na wyjście bez laski, to moja sprawa i przewodnika , a nie innych niewidomych.
@Papierek Zdecydowanie mogę Cię uspokoić, że trzymanie laski z przewodnikiem nie stanowi zagrożenia. Jeżeli ktoś się o nią potyka, tym bardziej warto, byś ją trzymał, bo ewidentnie ta osoba nie umie patrzeć naokoło i ewentualnie mogłoby wystąpić większe zagrożenie, gdybyś jej nie miał. Także bądź spokojny. Komfort przewodnika też do rzeczy ma, tylko przewodnik może tego nie zauważać. To w miarę normalne. Odejmuje mu się część pracy, a gdy prowadzi się niewidomego, oczy trzeba mieć dookoła głowy nawet z laską. :) Odpowiadając więc na Twoje pytanie: Patrz mój post. Skoro można, skoro może to pomóc, to czemu nie?
dobra, inaczej. Osoba niewidoma, która zbyt daleko porusza laską, zajmuje więcej miejsca, niż osoba niewidoma bez niej. Przewodnik nie tylko musi zwracać uwagę na to, żeby osoba niewidoma nigdzie ne wpadła, ale do tego żeby nie wpadła na nikogo jego laska. Dlatego trzeba serio to robić umiejętnie. Znam ludzi, którzy normalnie używają laski przy chodzeniu z przewodnikiem w ten sposób, jakby szli sami i laska potrafiła zachaczać o różne elementy krajobrazu po drodze i było z tym więcej problemów, niż pomocy, bo osoba ta prawdopodobnie sama ominęła by te objekty, ale przez to, że laska była wyciągnięta i to za daleko, cóż. Ja sam miałem wielokortnie sytuacje, że gdzieś bym się zmieścił, ale kawałkiem wystającym laski haczyłem.
Dlatego jak trzyma się serio ją przy dupie to jest dobrze, ale łatwo przesadzić i laska, zamiast dawać komfort przewodnikowi będzie osobnym elementem, na który trzeba uważać. Kurde, z resztą nawet w laskach, a tam uczyli serio dobrze nie kazali nam wybitnie sprawdzać laską czegokolwiek, jak się idzie z zaufanym przewodnikiem, wręcz odradzali nadmiernego używania.
Ja też byłem pytany, czemu nie liczę kroków jak inni niewidomi i niczego to nie dowodzi. Twoi znajomi pewnie widzą, że ty tak robisz i uznają, że każdy niewidomy tak musi, a ja żyję bez tego, jeszcze krzywdy sobie nie zrobiłem. A rozłożona w ręku jest, jest, to mi wystarczy. A czasem złożona, ale nadal w ręku, jak nie ma miejsca na to, żeby była rozłożona -- (Julitka): @Papierek Rozumiem. I jeśli Tobie to odpowiada, to ok. Dla mnie jest to mało bezpieczne i nie ze względu na mnie, jak już pisałam. Nie brak mi pewności siebie z pewnymi przewodnikami. Co więcej, czasem chodzę z nimi bez laski. Ale z założenia mam ją w pogotowiu. I spotykałam się z pytaniami, dlaczego niektórzy niewidomi mają często złożone laski i ich nie wyciągają, skoro to i wygodniejsze, i bezpieczniejsze. Należy również dbać o komfort przewodnika. Komfort, którego on może nawet nie zauważyć w pierwszej chwili, bo jest nieprzyzwyczajony.
A to zdecydowanie prawda. Zbyt daleko wysunięta laska przeszkadza nam i przewodnikowi. Tak się robić raczej nie powinno. No chyyyba, że jesteśmy, nie wiem, w lesie, możemy sobie macać dalej, czy nie ma jakiejś wyrwy, wtedy tak. -- (papierek): dobra, inaczej. Osoba niewidoma, która zbyt daleko porusza laską, zajmuje więcej miejsca, niż osoba niewidoma bez niej. Przewodnik nie tylko musi zwracać uwagę na to, żeby osoba niewidoma nigdzie ne wpadła, ale do tego żeby nie wpadła na nikogo jego laska. Dlatego trzeba serio to robić umiejętnie. Znam ludzi, którzy normalnie używają laski przy chodzeniu z przewodnikiem w ten sposób, jakby szli sami i laska potrafiła zachaczać o różne elementy krajobrazu po drodze i było z tym więcej problemów, niż pomocy, bo osoba ta prawdopodobnie sama ominęła by te objekty, ale przez to, że laska była wyciągnięta i to za daleko, cóż. Ja sam miałem wielokortnie sytuacje, że gdzieś bym się zmieścił, ale kawałkiem wystającym laski haczyłem.
Nigdy nie byłam pytana o liczenie kroków. :D A moi znajomi prowadzili przede mną, jeszcze małą, wielu starszych niewidomych. jeszcze na etapie mojego rozwoju. Więc argument nietrafiony. -- (papierek): Ja też byłem pytany, czemu nie liczę kroków jak inni niewidomi i niczego to nie dowodzi. Twoi znajomi pewnie widzą, że ty tak robisz i uznają, że każdy niewidomy tak musi, a ja żyję bez tego, jeszcze krzywdy sobie nie zrobiłem. A rozłożona w ręku jest, jest, to mi wystarczy. A czasem złożona, ale nadal w ręku, jak nie ma miejsca na to, żeby była rozłożona -- (Julitka): @Papierek Rozumiem. I jeśli Tobie to odpowiada, to ok. Dla mnie jest to mało bezpieczne i nie ze względu na mnie, jak już pisałam. Nie brak mi pewności siebie z pewnymi przewodnikami. Co więcej, czasem chodzę z nimi bez laski. Ale z założenia mam ją w pogotowiu. I spotykałam się z pytaniami, dlaczego niektórzy niewidomi mają często złożone laski i ich nie wyciągają, skoro to i wygodniejsze, i bezpieczniejsze. Należy również dbać o komfort przewodnika. Komfort, którego on może nawet nie zauważyć w pierwszej chwili, bo jest nieprzyzwyczajony.
Argument z laską nie jest zbyt trafiony, bo czy idąc samemu nie machamy kijem i nie ma opcji wsadzenia komuś pod nogi? Jest dokładnie taka sama szansa czyli co, idąc samemu również nie powinniśmy machać laską? Jeśli ktoś się czuje bardziej komfortowo i bezpiecznie to będzie machał tą laską nawet z przewodnikiem, znam takie osoby choć sam jedynie kontroluję moją prawą stronę i na schodach wysuwam lagę żeby przewodnik nie musiał wciąż mówić schody, koniec schodów... czy pod
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Nastąpił ten sądny dzień, kiedy pierwszy raz mogę się z tobą zgodzić.
-- (Numernabis): Argument z laską nie jest zbyt trafiony, bo czy idąc samemu nie machamy kijem i nie ma opcji wsadzenia komuś pod nogi? Jest dokładnie taka sama szansa czyli co, idąc samemu również nie powinniśmy machać laską? Jeśli ktoś się czuje bardziej komfortowo i bezpiecznie to będzie machał tą laską nawet z przewodnikiem, znam takie osoby choć sam jedynie kontroluję moją prawą stronę i na schodach wysuwam lagę żeby przewodnik nie musiał wciąż mówić schody, koniec schodów... czy pod
--
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
This site uses cookies to enhance your experience.