Naprawdę miewaliście w liceum po 4 niewidome osoby w klasie? Nie przypominam sobie takiej sytuacji w Bydgoszczy analizując zarówno roczniki wzwyż, jak i wzniż. Za moich czasów w Bydgoszczy była jedna godzina lekcyjna orientacji tygodniowo, ale na pewno nie przez cały czas trwania nauki.
1 likes
Analizując i w górę, i w dół, to mój klasowy rocznik był pod tym względem pewnym ewenementem. Drugim takim była klasa bodajże 3 lata niżej, gdzie tych niewidomych było również czworo, a może i pięcioro przez 2 lata. Dobrze rzekę, Moniko? Była jeszcze jedna klasa, bodajże zeszłoroczni maturzyści, gdzie w podstawówce też było ich kilkoro, a potem się rozjechało, bo jedni zaliczyli kibelek, a inni poszli dalej. Ale to na tyle. Klasy, gdzie nie było ani jednej osoby posługującej się brajlem też się zdarzały, choćby ta o rok starsza od mojej i rok młodsza, odkąd jedna osoba odeszła, a inne się zawieruszyły w tańcu.
3 likes
Trzy godziny albo cztery tygodniowo już jest spoko, ale jakby sięmiałow Laskach dwie, to bez sensu,bo to za daleko jest do miasta, żeby tyle starczyło. Pół zajęć się na dojazd traci.
1 likes
A myślisz u nas jak było? Dojazd do Poznania i powrót to godzinka, chyba że korasy były, to więcej.
Ja w podstawówce miałam orientację chyba przez 45 minut, a jak zaczęłam zajęcia wyjazdowe, to chyba tak od gimnazjum było, to miałam 3 godziny zajęć, czasami 3 i pół.
Na Tynieckei jorientacja w przestrzeni to bylo jedno wielkie xD chyba ze trafilo sie na solidna osobe, ale na to szansa wynosila jakies 25% jezeli dobrze licze bonauczycielek orientacji bylo chyba 4.
Nie bylo godzin. Orientacja byla raz w tygodniu ale nie pamietam ile, na pewno mniej niz 2 godziny
To ja miałem dwie, jak nie czasem trzy.
-- (Julitka):
Skoro aż 4, to i tak dużo tych godzin było; w Łodzi była jedna.
--
-- (Julitka):
Skoro aż 4, to i tak dużo tych godzin było; w Łodzi była jedna.
--
@nuno i tak sobie dobrze radzisz. Śmiem twierdzić, że lepiej, niż niektó
ych, co ich mi dane było w moim życiu widzieć :D
ych, co ich mi dane było w moim życiu widzieć :D
Tomecki,
Wybór aktywności zainteresowań zarówno w jednym jak i w drugim ośrodku dość duży.
W pierwszym miejscu sporo wyjazdów i wycieczek, nawet zagranicznych, bardzo przyjemne czasy.
Znam bardzo wiele przypadków ludzi po masówkach w których bywało naprawdę źle.
Tak, pomoce naukowe, rysunki, podręczniki , mapy, dostępne, papier puchnący też bywa i bywał w użyciu.
U nas raczej nauczyciele w większości dyktowali, i dyktują, albo prowadzą, hmmm powiedzmy monolog a Ty sobie zapisujesz co uważasz za konieczne, bywa to trudne, ale możliwe.
Co do sposobów pisania, maszyny brajlowskie, ale nikt nie miewał nic przeciwko komputerom , i czarnodruk, ale Mnie nie dotyczył haha, nie ma problemu z korzystania z powiększalników.
Przeciętny dzień w internacie, różnice pomiędzy ośrodkami widzę, ale to bardziej różnica hmm osobista, w sensie bardziej Mi odpowiada traktowanie Mnie przez wychowawców tutaj gdzie jestem teraz, i to po prostu traktowana jestem poważniej, odpowiedzialniej, no nie jak dziecko, co Mnie niesamowicie irytowało wcześniej, duży wybór zajęć dodatkowych, wychowawcy naprawdę mają ciekawe, fajne pomysły na fajne spędzenie czasu.
Taak, kadra nauczycielska, wychowawcy i inni naprawdę sympatyczni, świetni, kreatywni ludzie. .
Ooo taak, pracownie zawodowe i gabinety do zajęć wyposażenie i nauka też bardzo dobre.
Nauczyciele bardzo dobrze uczą.
Co do gotowania, u nas są wychowawcy którym się chce, nawet często, a i samemu coś można zrobić sobie.
Co do zakupów albo z wychowawcami, z osobami z internatu też można, to znaczy z kolegami, koleżankami, jest również obcja usług asystenckich, świetna sprawa, korzystam.
Co do konkretnych niepełnosprawności w klasie, bywało różnie, czasami więcej słabowidzących, często się rozkładało mniej więcej pół na pół, w jednym roku mieliśmy taką sytuację, że byliśmy w klasie sami niewidomi, równoległa była sami słabowidzący, co do łączenia niepełnosprawności intelektualnej, raczej pojedyncze przypadki, i to nie niepełnosprawności głębokiej, tylko pojedyncze lekkie przypadki, swoją drogą świetni ludzie, z którymi się dało i da fajnie czas spędzać.
Jak wspominałam, jak widzę, jaki poziom mają osoby po masówkach to naprawdę cieszę się, że poszłam do ośrodka, i decyzji bym absolutnie nie zmieniła, ośrodek da dużo czego nie da masówka.
Z Konkursami, nikt nie zmuszał na siłę, ale naprawdę fajne wspomnienia można mieć po takich wydarzeniach.
Z jak to nazwałeś rekrutacją na dodatkowe zajęcia, nic takiego nie było, odbywało się to tak, że większość która chciała to wiedziała jaki jest wybór i po prostu szedł na te które chciał, a to, że potem się na zajęciach robiły dane grupki, cóż, naturalna rzecz.
Zuzler, jeżdżą do domów bardziej ludzie z WWRD,.
Znam kolegę, niewidomego, swoją drogą Eltenowicza, który jeździł na olimpiady z Niemieckiego, inne również się zdarzały, także, jakiejś ogromnej presji nie było, raczej w formie zachęty i jeśli ktoś był naprawdę zainteresowany tematem, i o tym wiedziano, to na lózie, ale bez zmuszania jechał po prostu.
Co do niedostępnych nagród, zdarzało się, hahaha, ale problemu o to nie mam.
Co do nie drukowania sprawdzianów, nie zdarzyło się przez te trzynaście lat, bardziej czasami, ale rzadko, zdarzyło się, że ktoś nam po prostu wydrukował to źle, i się tego nie dało odczytać, w sensie zamiast wyrazów były literki, które nie układały się kompletnie w nic, ale jeśli już taka sytuacja miała miejsce, to z reguły po przerwie albo kilka godzin później miałam właściwy materiał, także też nie często na szczęście, chyba jeden taki przypadek miałam.
Tak, z wychodzeniem po za teren ośrodka nie bywało i nie ma również problemów, w poprzednim ośrodku wielu Mnie i bez samodzielek potrafiło puścić do sklepu, a teraz to jest nawet jeszcze przyjemniej, bo Pani Mi podpisała karteczke, z trzecią obcją której w Owińskach nie było, że mogę wychodzić z przewodnikiem, to znaczy z kimś z uczniów, i problemu nie ma.
Wybór aktywności zainteresowań zarówno w jednym jak i w drugim ośrodku dość duży.
W pierwszym miejscu sporo wyjazdów i wycieczek, nawet zagranicznych, bardzo przyjemne czasy.
Znam bardzo wiele przypadków ludzi po masówkach w których bywało naprawdę źle.
Tak, pomoce naukowe, rysunki, podręczniki , mapy, dostępne, papier puchnący też bywa i bywał w użyciu.
U nas raczej nauczyciele w większości dyktowali, i dyktują, albo prowadzą, hmmm powiedzmy monolog a Ty sobie zapisujesz co uważasz za konieczne, bywa to trudne, ale możliwe.
Co do sposobów pisania, maszyny brajlowskie, ale nikt nie miewał nic przeciwko komputerom , i czarnodruk, ale Mnie nie dotyczył haha, nie ma problemu z korzystania z powiększalników.
Przeciętny dzień w internacie, różnice pomiędzy ośrodkami widzę, ale to bardziej różnica hmm osobista, w sensie bardziej Mi odpowiada traktowanie Mnie przez wychowawców tutaj gdzie jestem teraz, i to po prostu traktowana jestem poważniej, odpowiedzialniej, no nie jak dziecko, co Mnie niesamowicie irytowało wcześniej, duży wybór zajęć dodatkowych, wychowawcy naprawdę mają ciekawe, fajne pomysły na fajne spędzenie czasu.
Taak, kadra nauczycielska, wychowawcy i inni naprawdę sympatyczni, świetni, kreatywni ludzie. .
Ooo taak, pracownie zawodowe i gabinety do zajęć wyposażenie i nauka też bardzo dobre.
Nauczyciele bardzo dobrze uczą.
Co do gotowania, u nas są wychowawcy którym się chce, nawet często, a i samemu coś można zrobić sobie.
Co do zakupów albo z wychowawcami, z osobami z internatu też można, to znaczy z kolegami, koleżankami, jest również obcja usług asystenckich, świetna sprawa, korzystam.
Co do konkretnych niepełnosprawności w klasie, bywało różnie, czasami więcej słabowidzących, często się rozkładało mniej więcej pół na pół, w jednym roku mieliśmy taką sytuację, że byliśmy w klasie sami niewidomi, równoległa była sami słabowidzący, co do łączenia niepełnosprawności intelektualnej, raczej pojedyncze przypadki, i to nie niepełnosprawności głębokiej, tylko pojedyncze lekkie przypadki, swoją drogą świetni ludzie, z którymi się dało i da fajnie czas spędzać.
Jak wspominałam, jak widzę, jaki poziom mają osoby po masówkach to naprawdę cieszę się, że poszłam do ośrodka, i decyzji bym absolutnie nie zmieniła, ośrodek da dużo czego nie da masówka.
Z Konkursami, nikt nie zmuszał na siłę, ale naprawdę fajne wspomnienia można mieć po takich wydarzeniach.
Z jak to nazwałeś rekrutacją na dodatkowe zajęcia, nic takiego nie było, odbywało się to tak, że większość która chciała to wiedziała jaki jest wybór i po prostu szedł na te które chciał, a to, że potem się na zajęciach robiły dane grupki, cóż, naturalna rzecz.
Zuzler, jeżdżą do domów bardziej ludzie z WWRD,.
Znam kolegę, niewidomego, swoją drogą Eltenowicza, który jeździł na olimpiady z Niemieckiego, inne również się zdarzały, także, jakiejś ogromnej presji nie było, raczej w formie zachęty i jeśli ktoś był naprawdę zainteresowany tematem, i o tym wiedziano, to na lózie, ale bez zmuszania jechał po prostu.
Co do niedostępnych nagród, zdarzało się, hahaha, ale problemu o to nie mam.
Co do nie drukowania sprawdzianów, nie zdarzyło się przez te trzynaście lat, bardziej czasami, ale rzadko, zdarzyło się, że ktoś nam po prostu wydrukował to źle, i się tego nie dało odczytać, w sensie zamiast wyrazów były literki, które nie układały się kompletnie w nic, ale jeśli już taka sytuacja miała miejsce, to z reguły po przerwie albo kilka godzin później miałam właściwy materiał, także też nie często na szczęście, chyba jeden taki przypadek miałam.
Tak, z wychodzeniem po za teren ośrodka nie bywało i nie ma również problemów, w poprzednim ośrodku wielu Mnie i bez samodzielek potrafiło puścić do sklepu, a teraz to jest nawet jeszcze przyjemniej, bo Pani Mi podpisała karteczke, z trzecią obcją której w Owińskach nie było, że mogę wychodzić z przewodnikiem, to znaczy z kimś z uczniów, i problemu nie ma.
Edytowano
1 likes
Szkoda tylko, że rezygnować z tych niektórych aktywności się zbytnio nie dało...
Drukowanie w braillu? Od po prostu mieliście szczęście, bo w klasie prawie sami niewidomi.
Tam, gdzie przeważała liczba osób widzących tak kolorowo nie bywało.
Wiem, bo byłem i w takiej, i w takiej klasie.
Drukowanie w braillu? Od po prostu mieliście szczęście, bo w klasie prawie sami niewidomi.
Tam, gdzie przeważała liczba osób widzących tak kolorowo nie bywało.
Wiem, bo byłem i w takiej, i w takiej klasie.
Daszek, absolutnie nie neguję tego co mówisz, ja również miałam taki rok gdzie byłam z większą liczbą osób widzących w klasie, ba, nawet byłam tam jedyną niewidomą, zawsze materiały w brajlu dostałam, także musiałeś po prostu źle trafić.