Księga zażaleń
Wróć do Integracja Eltenowiczów#1001 Julitka
W ogóle poczytaj o ich projektach i zasubskrybuj newsletter.
Jeśli zaś retoryka i sposób działania Ci odpowiadają, to projekt na orientację ma też obecnie Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego i rekrutacja właśnie trwa, m.in w mazowieckim.
-- (djsenter):
@Julitka poczytam o tym projekcie ruszaj w miasto, bo mieszkam w Warszawie już od prawie roku, ale miałem kłopoty z załatwieniem orzeczenia, a za pewne będzie potrzebne.
--
#1002 Pitef
Ja wszystko rozumiem, natomiast samo pisanie w księdze zażaleń takich rzeczy, a jednocześnie pisanie w innych wątkach o usamodzielnianiu się, zwyczajnie się wyklucza. Rozumiem że można mieć problemy, sam też miałem chociażby z kulinariami/ z patelnią. Przymierzałem się do tego, ale moment przełomowy wydarzył się w sytuacji, kiedy bardzo bardzo, ale to bardzo chciałem sobie zjeść coś, co wymagało smarzenia. Miałem paniczny lęk przed tym, że ten skwierczący tłuszcz wywali się na mnie, bo a to mogę czegoś nie dopatrzeć, i potrącić patelnię, a to przewracanie, a to pilnowanie tego uchwytu od patelni. Podszedłem do tego z duuużym stresem. Wiedziałem jednak, że jest to do zrobienia, i sam, w Podkreślam. Stresie, ogarnąłem temat i teraz nie jest to dla mnie problemem. Podobnie przecież jest z tymi pociągami. Monte. Po swojej wsi pewnie jakoś tam się poruszasz, pewnie jest jakiś sąsiad, co to mógłby cię podwieźć za jakąś drobną opłatą na dworzec, a dalej, asysta. Nie wiem też, w jakim stopniu zaawansowania jesteś jeśli chodzi o poruszanie się. Niemniej, kibicuję tak ja, jak i pewnie wszyscy tutaj, żeby ci się udało.
#1003 daszekmdn
Nie wyklucza się. Uwierz mi. Sam byłem w sytuacji, gdzie nie miałem pomysłu jak się do tego zabrać, a każdy krok rodził panikę. To, że jednemu czy drugiemu się udało, bo jego rodzina nie miała nic przeciwko nie znaczy, że u wszystkich tak jest i niestety postrzeganie nas przez bliskich bardzo mocno na to wpływa. Już sama ich reakcja na chęć naszego usamodzielnienia się wiele zmienia w samym naszym podejściu i rodzeniu się pewnych blokad.
#1004 Monte
Ja wiem, że chcecie dobrze, ale zrozumcie ludziska, że ja naprawdę miałam nie wiele doczynienia z pociągiem, tylko na jakieś dłuższe trasy i to bardzo, bardzo rzadko, więc siłą rzeczy nieczuję się pewnie. Poza tym miałam taką sytuację, że niewiele brakowało,a mogłobymi się coś stać i od tego czasu boję się jeszcze bardziej. Żeby ćwiczyć pociągi, musiałabym mieć zajęcia zorientacji przestrzennej, a na mojej orientacji, którą miałam w Laskach, to zajęcia z pociągiem miałam może trzy razy.
#1005 Monte
Kiedyś bałam się metra, bo było głośne i na zajęciach z orientacji na moją własną prośbę miałam prawie cały rok na opanowanie metra i teraz, gdybym miała nim jechać, nie stanowiłoby to dla mnie problemu. Z pociągiem nie było już tak dobrze.
#1006 mucha
A powiedz mi monte jaki masz problem z pociągami? Ja też nie jestemsuper samodzielny i bardzo daleko mi do tego, jednak będę wkraczał w nią podobnie jak ty. Ja pociągiem leciałem w Grudniu do warszawy, faktycznie zrobiłem to bez asysty i na zasadzie ktoś wsadził i ktoś odebrał.
#1007 mustafa
Dlatego korzystaj z asysty.
Takich sytuacji będziesz mieć w późniejszym życiu jeszcze wiele.
A jak rodzina fika, to też możesz im odpowiedzieć. Niestety. Jak się nie odgryziesz, to będą sobie na więcej pozwalać. Granice trzeba stawiać.
-- (Monte):
Ja wiem, że chcecie dobrze, ale zrozumcie ludziska, że ja naprawdę miałam nie wiele doczynienia z pociągiem, tylko na jakieś dłuższe trasy i to bardzo, bardzo rzadko, więc siłą rzeczy nieczuję się pewnie. Poza tym miałam taką sytuację, że niewiele brakowało,a mogłobymi się coś stać i od tego czasu boję się jeszcze bardziej. Żeby ćwiczyć pociągi, musiałabym mieć zajęcia zorientacji przestrzennej, a na mojej orientacji, którą miałam w Laskach, to zajęcia z pociągiem miałam może trzy razy.
--
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
#1008 skrzypenka
Właśnie, dajcie jej hojraki spokój.
Nie pamięta wół, jak cielęciem był?
Każdy ma swoją drogę do usamodzielniania się, taka prawda. Ja codziennie jeżdżę do pracy pociągiem i się nie chwalę, bo chętnie o tym porozmawiam i powiem, co sprawiało mi tródności. Moja dewiza jest taka, że nie ma nic lepszego, gdy 1 niewidomy pokaże drugiemu niewidomemu.
Wiadomo, że się samo nic nie zrobi, trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale lepiej pomagać, niż dołować.
-- (Julitka):
Daj jej spokój.
Na początku mojej drogi do usamodzielniania się też był to duży problem dla mnie taka jazda pociągiem. To była pewna bariera do przeskoczenia, wyjście ze strefy komfortu, na które musiałam znaleźć czas, a przede wszystkim - siłę i nastrój. Zwłaszcza, że sory, ale z asystą jest więcej kłopotów, niż pożytku.
Ale po części on ma trochę racji @Monte; jeśli chcesz zacząć swoją drogę, zacznij od pociągu.
No i jeśli będziesz mieć problemy w Warszawie, to napisz do mnie; nie zagwarantuję noclegu i opieki 24/24, ale na pewno coś doradzę. Zresztą, jak mówiłam, Vis Maior ma zakwaterowanie.
-- (Pitef):
A jaki przepraszam jest problem w jechaniu tym Nieszczęsnym Pociągiem? Jeśli do usamodzielniania się podchodzisz w ten sposób, to nie wróżę temu szybkiego sukcesu. Każdy kto chciałby jak najszybciej wyrwać się z domu, mieć tą niezależność i decyzyjność, po prostu wzywa asystę, i nie wzbrania się przed pociągami, bo to trudno, bo nie wygodnie, bo może przegapię, a może ktoś mnie osaczy w przedziale, a może się pociąg wykolei, a może mnustwo innych losowych zdarzeń. Na ten przykład, ja prowadzę generalnie szkolenia na terenie całej Polski. Jeżdżę nie raz z kilkoma przesiadkami, a ten stres, który pojawia się podczas podróży, nie jednokrotnie bardziej motywuje do działania. Jeśli chcesz serio się uniezależnić od matuli czy siostry, która po tobie jeździ, to nie liczył bym, że cię zawiozą. Raczej podchodziłbym na zasadzie Nie to nie, sama sobie poradzę, a wy sobie możecie w buty schować to gadanie. Będzie mi trudno, ale jest to doskonały trening dla mnie samej.
--
--
#1009 Julitka
Oczywiście, że się nie wyklucza. To, że Ty swego czasu nie miałeś możliwości się komuś wyżalić/pochwalić lub nie było takiej Księgi Zażaleń, nie oznacza, że musisz bronić tego innym. Ja dobrze wiem, jak to jest z jednej strony się usamodzielniać, a z drugiej - cholernie się tego bać i uznawać za dopust Boży każdą próbę.
-- (Pitef):
Ja wszystko rozumiem, natomiast samo pisanie w księdze zażaleń takich rzeczy, a jednocześnie pisanie w innych wątkach o usamodzielnianiu się, zwyczajnie się wyklucza. Rozumiem że można mieć problemy, sam też miałem chociażby z kulinariami/ z patelnią. Przymierzałem się do tego, ale moment przełomowy wydarzył się w sytuacji, kiedy bardzo bardzo, ale to bardzo chciałem sobie zjeść coś, co wymagało smarzenia. Miałem paniczny lęk przed tym, że ten skwierczący tłuszcz wywali się na mnie, bo a to mogę czegoś nie dopatrzeć, i potrącić patelnię, a to przewracanie, a to pilnowanie tego uchwytu od patelni. Podszedłem do tego z duuużym stresem. Wiedziałem jednak, że jest to do zrobienia, i sam, w Podkreślam. Stresie, ogarnąłem temat i teraz nie jest to dla mnie problemem. Podobnie przecież jest z tymi pociągami. Monte. Po swojej wsi pewnie jakoś tam się poruszasz, pewnie jest jakiś sąsiad, co to mógłby cię podwieźć za jakąś drobną opłatą na dworzec, a dalej, asysta. Nie wiem też, w jakim stopniu zaawansowania jesteś jeśli chodzi o poruszanie się. Niemniej, kibicuję tak ja, jak i pewnie wszyscy tutaj, żeby ci się udało.
--
#1010 Julitka
Niech Cię wsadzą do pociągu do Warszawy, ktoś Cię na ten kurs odbierze, nie bój się. Jak sobie z nimi pogadasz, na pewno.
-- (Monte):
Ja wiem, że chcecie dobrze, ale zrozumcie ludziska, że ja naprawdę miałam nie wiele doczynienia z pociągiem, tylko na jakieś dłuższe trasy i to bardzo, bardzo rzadko, więc siłą rzeczy nieczuję się pewnie. Poza tym miałam taką sytuację, że niewiele brakowało,a mogłobymi się coś stać i od tego czasu boję się jeszcze bardziej. Żeby ćwiczyć pociągi, musiałabym mieć zajęcia zorientacji przestrzennej, a na mojej orientacji, którą miałam w Laskach, to zajęcia z pociągiem miałam może trzy razy.
--
#1011 mustafa
Tylko skrzypenka, jak inaczej. Tu przecież nikt nie chce sobie podbić ego na czyimś nieszczęściu, tylko realnie pomóc. A że tutaj nie ma innej rady jak po prostu odważyć się i próbować. Tego się nie da nauczyć teoretycznie. Tylko praktyka.
-- (skrzypenka):
Właśnie, dajcie jej hojraki spokój.
Nie pamięta wół, jak cielęciem był?
Każdy ma swoją drogę do usamodzielniania się, taka prawda. Ja codziennie jeżdżę do pracy pociągiem i się nie chwalę, bo chętnie o tym porozmawiam i powiem, co sprawiało mi tródności. Moja dewiza jest taka, że nie ma nic lepszego, gdy 1 niewidomy pokaże drugiemu niewidomemu.
Wiadomo, że się samo nic nie zrobi, trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale lepiej pomagać, niż dołować.
-- (Julitka):
Daj jej spokój.
Na początku mojej drogi do usamodzielniania się też był to duży problem dla mnie taka jazda pociągiem. To była pewna bariera do przeskoczenia, wyjście ze strefy komfortu, na które musiałam znaleźć czas, a przede wszystkim - siłę i nastrój. Zwłaszcza, że sory, ale z asystą jest więcej kłopotów, niż pożytku.
Ale po części on ma trochę racji @Monte; jeśli chcesz zacząć swoją drogę, zacznij od pociągu.
No i jeśli będziesz mieć problemy w Warszawie, to napisz do mnie; nie zagwarantuję noclegu i opieki 24/24, ale na pewno coś doradzę. Zresztą, jak mówiłam, Vis Maior ma zakwaterowanie.
-- (Pitef):
A jaki przepraszam jest problem w jechaniu tym Nieszczęsnym Pociągiem? Jeśli do usamodzielniania się podchodzisz w ten sposób, to nie wróżę temu szybkiego sukcesu. Każdy kto chciałby jak najszybciej wyrwać się z domu, mieć tą niezależność i decyzyjność, po prostu wzywa asystę, i nie wzbrania się przed pociągami, bo to trudno, bo nie wygodnie, bo może przegapię, a może ktoś mnie osaczy w przedziale, a może się pociąg wykolei, a może mnustwo innych losowych zdarzeń. Na ten przykład, ja prowadzę generalnie szkolenia na terenie całej Polski. Jeżdżę nie raz z kilkoma przesiadkami, a ten stres, który pojawia się podczas podróży, nie jednokrotnie bardziej motywuje do działania. Jeśli chcesz serio się uniezależnić od matuli czy siostry, która po tobie jeździ, to nie liczył bym, że cię zawiozą. Raczej podchodziłbym na zasadzie Nie to nie, sama sobie poradzę, a wy sobie możecie w buty schować to gadanie. Będzie mi trudno, ale jest to doskonały trening dla mnie samej.
--
--
--
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
#1012 balteam
No tak, jest tam w tych projektach zapewniony nocleg, jeśli by nie był, to i by mi się nie chciało jechać pewnie prawie 3 godziny od wyjścia z domu w jedną stronę.
#1013 MarOlk
Trzy czwarte sukcesu, że się dziewczynie po prostu chce. Brawo.
#1014 djsenter
Skoro o tym rozmawiamy, to mnie najbardziej smuci to, że niewidomi często wytkną sobie nawzajem braki w sposób mało empatyczny i właściwie na tym się skończy, a dobra rada, może pokazanie czegoś zrobiłoby sporą różnicę.
#1015 Julitka
To prawda. Trzeba powiedzieć jasno, że nikt pod ręce rozwiązania nie podstawi. Ale można powiedzieć i powiedzieć.
-- (mustafa):
Tylko skrzypenka, jak inaczej. Tu przecież nikt nie chce sobie podbić ego na czyimś nieszczęściu, tylko realnie pomóc. A że tutaj nie ma innej rady jak po prostu odważyć się i próbować. Tego się nie da nauczyć teoretycznie. Tylko praktyka.
-- (skrzypenka):
Właśnie, dajcie jej hojraki spokój.
Nie pamięta wół, jak cielęciem był?
Każdy ma swoją drogę do usamodzielniania się, taka prawda. Ja codziennie jeżdżę do pracy pociągiem i się nie chwalę, bo chętnie o tym porozmawiam i powiem, co sprawiało mi tródności. Moja dewiza jest taka, że nie ma nic lepszego, gdy 1 niewidomy pokaże drugiemu niewidomemu.
Wiadomo, że się samo nic nie zrobi, trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale lepiej pomagać, niż dołować.
-- (Julitka):
Daj jej spokój.
Na początku mojej drogi do usamodzielniania się też był to duży problem dla mnie taka jazda pociągiem. To była pewna bariera do przeskoczenia, wyjście ze strefy komfortu, na które musiałam znaleźć czas, a przede wszystkim - siłę i nastrój. Zwłaszcza, że sory, ale z asystą jest więcej kłopotów, niż pożytku.
Ale po części on ma trochę racji @Monte; jeśli chcesz zacząć swoją drogę, zacznij od pociągu.
No i jeśli będziesz mieć problemy w Warszawie, to napisz do mnie; nie zagwarantuję noclegu i opieki 24/24, ale na pewno coś doradzę. Zresztą, jak mówiłam, Vis Maior ma zakwaterowanie.
-- (Pitef):
A jaki przepraszam jest problem w jechaniu tym Nieszczęsnym Pociągiem? Jeśli do usamodzielniania się podchodzisz w ten sposób, to nie wróżę temu szybkiego sukcesu. Każdy kto chciałby jak najszybciej wyrwać się z domu, mieć tą niezależność i decyzyjność, po prostu wzywa asystę, i nie wzbrania się przed pociągami, bo to trudno, bo nie wygodnie, bo może przegapię, a może ktoś mnie osaczy w przedziale, a może się pociąg wykolei, a może mnustwo innych losowych zdarzeń. Na ten przykład, ja prowadzę generalnie szkolenia na terenie całej Polski. Jeżdżę nie raz z kilkoma przesiadkami, a ten stres, który pojawia się podczas podróży, nie jednokrotnie bardziej motywuje do działania. Jeśli chcesz serio się uniezależnić od matuli czy siostry, która po tobie jeździ, to nie liczył bym, że cię zawiozą. Raczej podchodziłbym na zasadzie Nie to nie, sama sobie poradzę, a wy sobie możecie w buty schować to gadanie. Będzie mi trudno, ale jest to doskonały trening dla mnie samej.
--
--
--
--
#1016 mustafa
Mi się jednak wydaje, że za bardzo się nad sobą roztkliwiamy. Pewnie dałoby się to łagodniej powiedzieć, ale czy to by sprawiło, że będzie łatwiej? Raczej przeciwnie. Koleżanka poszłaby z nastawieniem, że wystarczy chcieć, a nie do końca tak to działa. Może też pójść na ten kurs, ale tak jak pisałem parę dni temu, potem musi coś robić, bo zapomni. I można mnożyć potencjalne „ale”, a koniec końców jak już zacznie to i tak wyjdzie 20 kolejnych, o których nigdy nie pomyślała. Więc tak czy siak, wszystko sprowadza się do tego, żeby bez względu na wszystko po prostu wstać i zacząć.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
#1017 Zuzler
Niby tak, ale i nie. Wiecie, dla mnie np. każdy krok do usamodzielnienia był jak próba udowodnienia przede wszystkim sobie, że sobie poradzę, że nie muszę na nikim wisieć i być wciąż zależna. Gdy uczę się nowych rzeczy przydatnych do przetrwania, zwłaszcza umiejętności praktycznych, czuję się odrobinkę bardziej wolna i niezależna niż wcześniej, a to dla mnie satysfakcja, która ten brud, pot i łzy po drodze wynagradza. Także moim prywatnym kluczem do sukcesu było właśnie uświadomienie sobie, że nowa umiejętność to więcej przestrzeni na robienie tego, co sama chcę, bez proszenia, liczenia na innych i narażania się na odmowę pomagaczy, gdy chodzi o coś dla mnie istotnego. To jest też zwiększenie strefy komfortu. Pierwszą samodzielną podróż autobusem wspominam jako pół godziny ciągłego stresu. Bo co będzie, jak przejade przystanek? A może to już? A co mam zrobić, jak wysiądę za wcześnie? A może zapytam osobę obok, gdzie jesteśmy? Nie no, głupio. A może jednak, przecież autobus nie ma zapowiedzi, muszę zapytać. A co jak mi nie odpowie? Ostatecznie, z duszą na ramieniu zapytałam, a ten człowiek, uwaga uwaga, zwyczajnie spokojnie odpowiedział. Udało mi się ostatecznie wysiąść tam, gdzie powinnam i poczułam wtedy taką ulgę, że następnym razem pojechałam już trochę spokojniejsza. Takiej powiedzmy piątej podróży w ogóle już nie pamiętam. A zatem mamy to, strefa komfortu została niniejszym rozciągnięta na samodzielne korzystanie z autobusu. Trochę bolało, oczywiście, ale finalnie oswoiłam autobus, drogę na przystanek, potem kolejne i kolejne miejsca i teraz wyjście na miasto nie jest mi straszne. Gdybym jednak nie zdecydowała się na pierwszy raz autobusem, pociągiem, na niestety już nieistniejące Tesco ezakupy, na studia albo do znajomych w innym mieście, moja strefa komfortu ograniczałaby się dziś do własnego domu i sklepu obok. Nie chciałabym tak żyć.
#1018 balteam
No tak, ale warto wg mnie dawkować sobie nowe rzeczy, aby nie zniechęcić siępo pierwszym wyjeździe. Jeśli ktoś nie ogarnia pociągów, to ciężko aby pisał się na kilkugodzinne wyjazdy, z przesiadkami autobusem cyz tramwajem, da się, ale lepiej stopniowo, albo z kimś zacząć ogarniać.
#1019 Zuzler
Owszem, zgadzam się. Tylko kurs samodzielności to coś, czego koleżanka sama chce doświadczyć, więc jakby połowa problemu z głowy, bo motywacja do tego już jest. Zakładając też hipotetyczną Bydgoszcz, to tam się czeka kilka miesięcy. Do tego czasu testową podróż pociągiem można wykonać, choćby z kimś, na jakiejś znajomej albo krótkiej trasie, ale nie zdając się świadomie na tego kogoś. No ale tu kłaniają się nisko kursy orientacji, których przecież na razie nie ma.
#1020 Zuzler
Granice można przecież przekraczać powolutku, na własnych zasadach. Inna rzecz, że, przykro mi, ale w tym jednym punkcie z Mustafą się zgodzę: te granice komfortu, strachu, niepokoju, niepewności, niewiedzy przekroczyć kiedyś po prostu trzeba. Nikt, a w każdym razie na pewno nie ja, nie mówi, że trzeba natychmiast rzucać się na głęboką wodę. Ale jak inaczej pokonać problem niż się z nim w końcu mierząc? Można się zmierzyć od razu, ryzykując wielką porażkę albo odnosząc wielki sukces. Można się najpierw troszeczkę oswoić, poobserwować, zebrać w sobie i ostatecznie wyciągnąć w jego stronę paluszek. Niemniej i tak ostatecznie coś zrobić trzeba, jeśli ma się coś zmienić.