Maskotki rodziców
Wróć do Środowisko niewidomych#1 Julitka
Hej,
Ostatnio nasunęła mi się pewna refleksja, którą chciałabym się tu podzielić. Dotyczyła z reguły różnych niepełnosprawności, ale ponieważ wśród grupy zaobserwowanej byli też niewidomi, o tym będę tu pisać:
Załóżmy, że jest sobie Aurelka, ma ona lat 7, jest niewidoma, ale ślicznie śpiewa. Aurelkę wystawiają więc w festiwalu Zaczarowanej Piosenki, Must Be The Music, Szansie na sukces Jr, The Voice of Kids itp. Wszyscy się Aurelką zachwycają, bo nie dość, że nie widzi, to taaaak łaaaadnie śpieeeewa. Cóż z tego, że prawie jak dorosła, że leci piersiówką, że nie umie w ogóle z przepony korzystać, że jest cała pospinana (to dla branżowców bardziej doobjaśnienia).
Z drugiej strony jest Kamilek. Kamilek ma lat, niech będzie, 10. Jest niewidomy, więc jest niewidomy. Na rehabilitację Kamilka organizowane są zbiórki, zrobione jest stowarzyszenie pomocy Kamilkowi, Kamilek występuje w mediach z mamą, bo przecież to takie piękne, że nauczył się sam sznurować buty. Kamilek rzadko się odzywa, zwykle robi to za niego mama. Opowiada, jak to Kamilkowi jest źle, ale przecież są dobrzy ludzie na świecie, którzy pomagają. Biznes się kręci, pieniądze wpadają, a Kamilek, wraz z całą rodziną i trojgiem znajomych mamy, mógł ostatnio za te pieniążki pojechać nad morze.
Oba przykłady podane powyżej są przerysowane. Ale uderzyło mnie, jak często rodzice przedmiotowo traktują dzieci niepełnosprawne. Ich rehabilitacja liczy się dla samej siebie, dla samego faktu istnienia rehabilitacji. Albo dziecko stanie się "zdrowe", albo też będzie trzeba (A może będzie można?) podświadomie korzystać z jego niepełnosprawności, pompując serca ludzkie i własny portfel. Nie zrozumcie mnie źle, nie zarzucam rodzicom chamskiego materializmu, co więcej, uważam, że robią to zupełnie nieświadomie, ale jednak dziecko w całym procesie najmniej jest brane pod uwagę.
Co o tym sądzicie? Spotkaliście takie dzieci i takich rodziców?
#2 misiek
Budowanie własnego ego na dziecku i dorabianie się kosztem jego. Często gęsto pozbawianie normalnego dzieciństwa. I nie dotyczy to tylko rodziców dzieci niepełnosprawnych. Jestem przeciwny robienia na siłę z dzieci gwiazdeczek.
#3 Julitka
@Misiek A znasz przykład takowych?
#4 tomecki
Nie przypominam sobie, ale w czasach mojego dzieciństwa to się tworzyło dopiero.
#5 misiek
Aż do tego stopnia to nie, ale znam przykład gdzie dzieciak od małego zmuszany do nauki pod wybrany kierunek, pokazywany oczywiście z przymusu i w brew jego woli jako ten super hiper najlepszy przyszły byznesmen następca tatusia. Skończyło się tak, że wybrał całkiem inną drogę, a co za tym idzie zerwaniem kontaktów z rodziną.
#6 camila
Ale o czym ty w ogóle mówisz? Tu nie chodzi nawet o niepełnosprawnych tylko o to, że tacy głupi rodzice niespełnione ambicje przelewają na dzieci i to powszechne zjawisko.
#7 Julitka
Nie do końca powszechne. Powszechne w samym aspekcie geniuszu dziecka, gdy ono np. właśnie śpiewa, jak owa przykładowa Aurelka. Tak, w ten sposób traktowany był np. sam Mozart. I tu możemy zakończyć temat dzieci widzących. Ale w przypadku dzieci niewidomych dochodzi jeszcze sam aspekt wzroku. I można się Aurelką pochwalić, tak jak mówiłam, bo nie dość, że ślicznie śpiewa, to przecież nie widzi. Mamusia puchnie z dumy, co z tego, że dziecko nie umie normalnie się socjalizować i nigdy nie będzie samodzielne, a wszelkie pytania za nie na FB, nawet w wieku lat 18, zadaje mamusia. Ważne, że jest kim się pochwalić, a jednocześnie kogo wystawić na powszechne współczucie. I mamusia zyskuje podwójnie - jednocześnie jako bohaterka, która poświęca się dla dziecka i taaaaaak łaadnie je ksztaaaaaałci.
#8 Numernabis
Ale takie zjawisko nie dotyczy tylko kręgu dzieci niewidomych, to się spotyka w innych rodzinach gdzie dzieci mają jakiś talent lub rodzice uważają, że takowy posiadają.
#9 Julitka
@Numernabis Patrz mój post wyżej.
#10 Numernabis
Patrzyłem, nie zmienia to faktu, że rodzice nie tylko dzeci niewidomych traktują je jak maskotki spełniając bardzo często jak wspomniane wyżej swoje ambicje, swoje marzenia kosztem dzecka. Niekoniecznie dziecko musi być specjalnie utalentowane, matka widzi ten talent i je wypycha gdzie się da i jest to jak wcześniej wspomniane powszechne zjawisko i nie tyczy się jedynie niewidomych dzieci.
Dlaczego nie możesz przyjąć innego punktu widzenia niż tylko Twój jedyny słuszny?
#11 Julitka
@Numernabis Cytuję samą siebie:
"Powszechne w samym aspekcie geniuszu dziecka, gdy ono np. właśnie śpiewa, jak owa przykładowa Aurelka. Tak, w ten sposób traktowany był np. sam Mozart. I tu możemy zakończyć temat dzieci widzących.". Czyli napisałam że tak, owszem, zjawisko występuje, występuje często. Ale proporcjonalnie wśród niepełnosprawnych, nie tylko niewidomych, pojawia się częściej, bo dochodzi zjawisko niepełnosprawności jako takiej.
Więc tak, owszem, przyjmuję Twój punkt widzenia, bo sama go wcześniej również wyraziłam. :D
#12 Elanor
@Julitka
To jest rodzaj strategii obronnej, sposób bardziej na poradzenie sobie z niepełnosprawnością dziecka, niż na dorobienie się. Znam takie przypadki niestety. Ciągła aktywność w mediach społecznościowych, domaganie się uwagi. Potrafię to zrozumieć, ale to jest rzeczywiście bardzo niezdrowe.
#13 Zuzler
Względnie próba sprawienia, by to dziecko ktoś zauważył, żeby wypychane wszędzie, coś osiągnęło, zobaczyło kawałeczek świata i może znalazło życzliwych ludzi, którzy pomogą mu przepchać się nieco w kolejce po posiadanie pieniędzy czy układów w życiu.
#14 Julitka
Z tym się nie zgodzę. Może taka jest myśl przewodnia, ale nie prawdziwa intencja rodzica.
-- (Zuzler):
Względnie próba sprawienia, by to dziecko ktoś zauważył, żeby wypychane wszędzie, coś osiągnęło, zobaczyło kawałeczek świata i może znalazło życzliwych ludzi, którzy pomogą mu przepchać się nieco w kolejce po posiadanie pieniędzy czy układów w życiu.
--
#15 Numernabis
A skąd możesz wiedzieć jaka jest przewodnia myśl rodzica, nie można wszystkich pakować do jednego wora.
#16 Zuzler
Otóż to.
#17 Zuzler
Zwłaszcza dlaczego niby nie, jeśli wyjdzie się od założenia, że przecież samo sobie nie poradzi, a w najlepszym razie bez tych układów czy pieniążków będzie mieć ten start dużo trudniejszy.
#18 Numernabis
równie trudno będzie im te pieniążki zdobyć samodzielnie.
#19 skrzypenka
Znam taką jedną, od najmłodszych lat promowana, Ciechocinki, zaczarowane, dokładnie tak, jak mówisz. Wszystko dostała, we wszystkim mogła brać udział, miała na wszystko darczyńców i wszystkiego mogła spróbować, gry na każym instrumencie, jaki sobie wymarzyła, zaśpiewać mogła na każdej scenie, potem, jak zrobiła studium masażu, to nawet łóżko do masażu jej kupiono, asystent dla niepełnosprawnych był dla niej i mieszkanie od Państwa również.
-- (Julitka):
Hej,
Ostatnio nasunęła mi się pewna refleksja, którą chciałabym się tu podzielić. Dotyczyła z reguły różnych niepełnosprawności, ale ponieważ wśród grupy zaobserwowanej byli też niewidomi, o tym będę tu pisać:
Załóżmy, że jest sobie Aurelka, ma ona lat 7, jest niewidoma, ale ślicznie śpiewa. Aurelkę wystawiają więc w festiwalu Zaczarowanej Piosenki, Must Be The Music, Szansie na sukces Jr, The Voice of Kids itp. Wszyscy się Aurelką zachwycają, bo nie dość, że nie widzi, to taaaak łaaaadnie śpieeeewa. Cóż z tego, że prawie jak dorosła, że leci piersiówką, że nie umie w ogóle z przepony korzystać, że jest cała pospinana (to dla branżowców bardziej doobjaśnienia).
Z drugiej strony jest Kamilek. Kamilek ma lat, niech będzie, 10. Jest niewidomy, więc jest niewidomy. Na rehabilitację Kamilka organizowane są zbiórki, zrobione jest stowarzyszenie pomocy Kamilkowi, Kamilek występuje w mediach z mamą, bo przecież to takie piękne, że nauczył się sam sznurować buty. Kamilek rzadko się odzywa, zwykle robi to za niego mama. Opowiada, jak to Kamilkowi jest źle, ale przecież są dobrzy ludzie na świecie, którzy pomagają. Biznes się kręci, pieniądze wpadają, a Kamilek, wraz z całą rodziną i trojgiem znajomych mamy, mógł ostatnio za te pieniążki pojechać nad morze.
Oba przykłady podane powyżej są przerysowane. Ale uderzyło mnie, jak często rodzice przedmiotowo traktują dzieci niepełnosprawne. Ich rehabilitacja liczy się dla samej siebie, dla samego faktu istnienia rehabilitacji. Albo dziecko stanie się "zdrowe", albo też będzie trzeba (A może będzie można?) podświadomie korzystać z jego niepełnosprawności, pompując serca ludzkie i własny portfel. Nie zrozumcie mnie źle, nie zarzucam rodzicom chamskiego materializmu, co więcej, uważam, że robią to zupełnie nieświadomie, ale jednak dziecko w całym procesie najmniej jest brane pod uwagę.
Co o tym sądzicie? Spotkaliście takie dzieci i takich rodziców?
--
#20 misiek
I zazdrościsz?