swoją przygodę rozpoczołem z takim ośrodkiem, kiedy to chodziłem w roku 96 do przedszkola w Laskach.
Ogólnie to miałem z tym przedszkolem chiba najgorsze wspomnienia, przedewszystkim z powodu niektórych sióstr, którym przeszkadzało wszystko od mojego głośnego chrapania aż po moje złe samopoczucie zmuszając na siłe do chodzenie do kościoła, albo uczestnictwa w wieczornych modlitwach.
Oczywiście nie byłem święty i też dawałem w kość wychowawcom.
Jedzenie było tam okropne, chleb smakował niczym papier, parówki suche, nędzne kompoty, jedyne co było dobre to podwieczorki na które składały się ciasta.
Z obiadów to jeszcze spagetti było w miarę spoko.
Później chodziłem do ośrodka w Dombrowie Górniczej mieszczącego się jeszcze na Wybickiego/Kwiatkowskiego.
Co do życia w internacie, to nie było najgorzej, pobódki były o 7 rano chyba że ktoś się grzebał no to wstawał wcześnie.
Jedzenie było całkiem niezłe, wiadomo że nie można się spodziewać cudów po stołówkowym jedzeniu, ale obiady były całkiem przyzwoite, chociaż najlepsze były w weekendy, wtedy bardziej się starano.
Od godziny 16 był czas nauki własnej kiedy to nie można było wychodzić do miasta tylko się uczyć.
W teorii było to tak że może uczyły się dziewczyny albo jakaś młodsza grupa bo w rzeczywistości każdy chodził po pokojach i był jeden wielki burdel, chyba że ktoś przesadził, ale z reguły jak ktoś potrafił to wychowawców wyprowadzał w pole udając że się uczył.
wychowawcy byli różni jednych lubiłem bardziej drugich mniej ale nigdy nie było problemów z tym, zżeby kogoś poprosić o pomoc w nauce czy w rozwiązaniu jakiegoś problemu.
Podobało mi się to, że wychowawcy i rada internatu starali się zorganizować czas wolny, aby nie siedzieć bez przerwy w pokoju. Mam na myśli jakieś dyskoteki, czy inne imprezy integracyjne. Najlepsze było to że nie było jakiegoś przymusu, kiedy ktoś nie chciał w czymś uczestniczyć. Ogólnie życie w internacie wspominam całkiem miło.
Co do nauki w szkole, to również na nauczycieli nie mogę narzekać.
Przynajmniej tam czułem, zże traktują mnie jak normalnego osobnika, a nie tak jak w szkole masowej, kiedy to nauczyciele nie chcieli żebym szedł do tablicy kiedy trzeba było odpowiadać z jakiegoś przedmiotu, bojąc się że się przewrócę, albo nie wiem zemdleję, bo nie umiem chodzić czy cośtam.
Jedyne co było beznadziejne to informatyka, na której wybitnie się nudziłem.
Większość lekcji to był jakiś excell paint gimp, więc większość zajęć z tego przedmiotu spędzałem na granie w quake, czy robienie innych rzeczy.
Kiedy chciałem się uczyć programowania prosząc szkolnych informatyków o pomoc, to żaden nie potrafił mi pomóc, jedyna ich pomoc polegała na tyn, że doradzali mi czytanie ksiązżek do pascala żenuwłar i tyle.
Na bibliotekę też bym mógł się uskarżać, bo owszem może księgozbiór był tam pokaźny, ale żeby osoba niewidoma nie mogła skorzystać z komputera bo brak jest na nim jawsa bo szkoła nie wykupiła na stanowiska to była masakra.
Dobrze że było portable nvda ale po pierwsze jak na tamte czasy to praca z nim była niemożliwa, a nawet kiedy próbowałem go tam uruchomić, to pojawiał się tylko dźwięk startu poczym program się wyłączał.
Dodatkowa w bibliotece był zainstalowany jakiś program Beniamin albo Emilek, który blokował różne strony nawet nk.pl i facebooka.
Nie rozumiem dlaczego takie programy nie zostały instalowane w pracowniach informatycznych tylko właśnie tam.
Dodatkowo konto gościa, które uniemożliwiało instalacje czego kolwiek.
Kiedyś potrzebowałem skorzystać z multi lektora, to okazało się popsute o czym panie tam pracujące nie wiedziały, co dowodziło, że to urządzenie lektorskie nie było używane.
Niestety nawegt w internacie był problem z komputerami czyli to samo, brak programu typu jaws i konta gościa pozakładane na każdym.
Jedynie w liceum dzięki mnie w naszej interackiej grupie do której należałem mieliśmy komputer gdzie można było instalować ile wlezie i swobodę pracy.
Co do imprez szkolnych i akademii to akurat odbieram je bardzo pozytywnie, bo sam występowałem na wielu z nich, co sprawiało mi przyjemność.
Miło wspominam wyjazdy szkolne i wszelakie imprezy.
Jednym z takich miłych epizodów który miło wspominam, to był przyjazd gości z Francji z okazji comeniusa o ile pamiętam.
Zostałem zaproszony do tego spotkania chyba jako jedyny wychowanek tej szkoły przez byłą nauczycielkę francuzkiego pracującą w bibliotece, która uznała mnie wtedy nie wiedzieć czemu za kogoś kto może godnie się przed nimi się zaprezentować.
Najlepsze jest to, że nic za bardzo tam nie mówiłem, ale było to bardzo miłe przeżycie, kiedy mogłem próbować porozumiewać się z gośćmi po angielsku.
Sam szok wywołała u mnie wspomniana nauczycielka francuzkiego pani Anita, która mówiła po francuzku tak płynnie i z takim akcentem, jakby z pochodzenia była francuzem, czego nie mogę powiedzieć o żadnym z nauczycieli uczących mnie angielskiego w dwuch szkołach.
Sam pobyt w ośrodku wspominam naprawdę miło pomimo braków, nie mogę powiedzieć złego słowa na temat tamtejszego ośrodka.
Wiem że teraz przenieśli budynek i sporo tam się zmieniło, ale może jest tu ktoś kto tam chodzi i może na jego temat się wypowiedzieć.
Zapraszam do aktywnej dyskusji