Bo pamiętajcie, lachony to święta świętość. Tam nikt nikogo nie okradł, tylko wziął dla dobra wspólnoty :D
To ja na serio żyłem chyba w jakichś złotych czasach, bo mnie żadna przykrość nie spotkała. nie licząc jednej pani, którą wystarczyło uspokoić dowoem osobistym. Ale może po prostu jest tak, że starszych uczniów traktuje się z nieco większym szacunkiem. Chociaż, jak tak sięgnę pamięcią wstecz, to przypomina się moje pomieszkiwanie na tzw. Starym internacie, gdzie z regóły mieszka podstawówka, i gimbaza, no i jakoś nie zauważyłem tam nadzwyczajnego złego traktowania. Wiadomo, zdarzały się jakieś mniejsze, lub większe krzyki za nieporadność tudzież idiotyzmy w rodzaju zapychania wspólnych kibelków, no ale w tym przypadku, to ja się akurat nie dziwię :D
Kradzierze były na porządku dziennym. Było takie jedno dziewczę, które mieszkało z nami i regularnie nas okradało, a kurwy nikt za łapę nie złapał, więc...
Waliskę mi rozkradli pod moją nieobecność, a wychowawcy zapewnili mnie, że wszystko będzie zabezpieczone bo były ferie i wymieniali okna a ja nie dałam rady zabrać wszystkich rzeczy. w ferie miałam zawirowania chorobowe, zaraziłam się w tym internacie świeżbem i zapadła decyzja, że do ośrodka nie wracam. wychowawcy dalej zapewniali, że rzeczy są schowane i zabespieczone, kiedy jednak udało się je sprowadzić do domu okazało się, że to nie jest moje. Miałam wszystko zapakowane w walisce a tu przyjechały trzy dóże worki w których znalazłam trzy sztuki moich ubrań. a wychowawczyni internatu kazała mi to wyrzucić. nikt z wychowawców nie wiedział co się mogło stać waliska się nie znalazła.
biedrona333
Ja będąc na Tynieckiej mieszkałam z jedną dziewczyną, która o mały włos, by mnie nie okradła, ale na szczęście została przyłapana przez inną koleżankę na tym.
-- (ska93):
Waliskę mi rozkradli pod moją nieobecność, a wychowawcy zapewnili mnie, że wszystko będzie zabezpieczone bo były ferie i wymieniali okna a ja nie dałam rady zabrać wszystkich rzeczy. w ferie miałam zawirowania chorobowe, zaraziłam się w tym internacie świeżbem i zapadła decyzja, że do ośrodka nie wracam. wychowawcy dalej zapewniali, że rzeczy są schowane i zabespieczone, kiedy jednak udało się je sprowadzić do domu okazało się, że to nie jest moje. Miałam wszystko zapakowane w walisce a tu przyjechały trzy dóże worki w których znalazłam trzy sztuki moich ubrań. a wychowawczyni internatu kazała mi to wyrzucić. nikt z wychowawców nie wiedział co się mogło stać waliska się nie znalazła.
--
Ja będąc na Tynieckiej mieszkałam z jedną dziewczyną, która o mały włos, by mnie nie okradła, ale na szczęście została przyłapana przez inną koleżankę na tym.
-- (ska93):
Waliskę mi rozkradli pod moją nieobecność, a wychowawcy zapewnili mnie, że wszystko będzie zabezpieczone bo były ferie i wymieniali okna a ja nie dałam rady zabrać wszystkich rzeczy. w ferie miałam zawirowania chorobowe, zaraziłam się w tym internacie świeżbem i zapadła decyzja, że do ośrodka nie wracam. wychowawcy dalej zapewniali, że rzeczy są schowane i zabespieczone, kiedy jednak udało się je sprowadzić do domu okazało się, że to nie jest moje. Miałam wszystko zapakowane w walisce a tu przyjechały trzy dóże worki w których znalazłam trzy sztuki moich ubrań. a wychowawczyni internatu kazała mi to wyrzucić. nikt z wychowawców nie wiedział co się mogło stać waliska się nie znalazła.
--
ta koleżanka o mały włos nie okradłaby mnie z pieniędzy, które miałam w torebce
By tak pokryli ze swoich kosztów to by się nauczyli.
-- (ska93):
Waliskę mi rozkradli pod moją nieobecność, a wychowawcy zapewnili mnie, że wszystko będzie zabezpieczone bo były ferie i wymieniali okna a ja nie dałam rady zabrać wszystkich rzeczy. w ferie miałam zawirowania chorobowe, zaraziłam się w tym internacie świeżbem i zapadła decyzja, że do ośrodka nie wracam. wychowawcy dalej zapewniali, że rzeczy są schowane i zabespieczone, kiedy jednak udało się je sprowadzić do domu okazało się, że to nie jest moje. Miałam wszystko zapakowane w walisce a tu przyjechały trzy dóże worki w których znalazłam trzy sztuki moich ubrań. a wychowawczyni internatu kazała mi to wyrzucić. nikt z wychowawców nie wiedział co się mogło stać waliska się nie znalazła.
--
-- (ska93):
Waliskę mi rozkradli pod moją nieobecność, a wychowawcy zapewnili mnie, że wszystko będzie zabezpieczone bo były ferie i wymieniali okna a ja nie dałam rady zabrać wszystkich rzeczy. w ferie miałam zawirowania chorobowe, zaraziłam się w tym internacie świeżbem i zapadła decyzja, że do ośrodka nie wracam. wychowawcy dalej zapewniali, że rzeczy są schowane i zabespieczone, kiedy jednak udało się je sprowadzić do domu okazało się, że to nie jest moje. Miałam wszystko zapakowane w walisce a tu przyjechały trzy dóże worki w których znalazłam trzy sztuki moich ubrań. a wychowawczyni internatu kazała mi to wyrzucić. nikt z wychowawców nie wiedział co się mogło stać waliska się nie znalazła.
--
A w ogóle ówczesny kierownik internatu ze swą małżonką jako wychowawcą grup podstawówkowych to był przeupierdliwy duet. Kierownik awansował na dyrektora, a żona kierownika? Wiecie? Jak coś to na PRV. Gościu jest jaki jest - straszny cham, gbur, prostak i chuj, ale zrobił wiele dobrego, co dla pani Planty przez plata było niemożliwe. Pani Planta była jedynie i tak figurą reprezentatywną całe to przedsięwzięcie. Nie wiem szczerze mówiąc co mam myśleć o tej kobiecie...
Dokładnie, ludzie.
-- (Zuzler):
Jakby tu... Ludzie, bez nazwisk, to jednak jest forum publiczne.
--
-- (Zuzler):
Jakby tu... Ludzie, bez nazwisk, to jednak jest forum publiczne.
--
Tym bardziej, że taka dyrektorka z tego co wiem, prawnie jest osobą publiczną, więc jej nazwisko widnieje chociażby na stronie szkoły :P
1 likes
ale nazwiskow zestawieniu z jakimiś opiniami ty czym, co ktoś zrobił, lub czego nie zrobił to inna kwestia.
Tak, ale i politycy potrafią oskarżyć o pomówienie, choć takowe jest niemal wpisane ich w zawód. A co dopiero szary Kowalski.
A niech se mnie pozywają :D - tylko gdyby inne sprawy powychodzióły, to za wesoło by nie było. ;)