No jak ilu? Przecież od każdego przedmiotu był kto inny, więc tylu, ile przedmiotów, poza wyjątkami, gdzie jeden nauczyciel miał uprawnienia do prowadzenia np. fizyki i podstaw przedsiębiorczości.
Zuzler, ja nie o to pytam. Chodziło mi o to, czy na każdej lekcji w klasie ośrodki zapewniają drugiego nauczyciela do pomocy, czy nie? Bo jeżeli nie, idea ośrodka nie ma najmniejszego sensu (moim zdaniem).
Ma. To nie jest tak, że likfidując ośrodki, zniszczysz wszystkie problemy dotyczące edukacji niewidomych. Powinien być wybór, bo są osoby, którym lepiej jest w ośrodkach, a, jak pisał bodaj Dawid, problem niekoniecznie dotyczy pieniędzy, a raczej mentalności. Takie zlikfidowanie ośrodków namnożyłoby kolejne trudności i serio nie chodzi o to, żeby je usunąć, bo to nie rozwiąże problemów, które są w szkołach masowych i integracyjnych
Nie ma potrzeby, by był drugi nauczyciel, bo po 1: uczniów jest od 2 do 5 razy mniej, niż w masówce, więc ten jeden radzi sobie sam, a i tak ilość czasu, jaki może poświęcić jednemu uczniowi jest spora, po 2: nauczyciele tam jeśli nie wszyscy, to duża ich liczba, mają dodatkowe wykształcenie do pracy z niepełnosprawnymi, a po 3: pomijając osoby ze sprzężeniami, które jednak z klasą uczą się wtedy, gdy jest to dla nich możliwe, zwykle potrzeby, jakie mają uczniowie są do siebie zbliżone.
A po co niby drugi nauczyciel? To już lepiej w masówce załatwić wspomagającego, jeżeli już. -- (darek1991): Zuzler, ja nie o to pytam. Chodziło mi o to, czy na każdej lekcji w klasie ośrodki zapewniają drugiego nauczyciela do pomocy, czy nie? Bo jeżeli nie, idea ośrodka nie ma najmniejszego sensu (moim zdaniem).
Gdy mówię, żę od 2 do 5 razy mniejsza, mam na myśli to, żę dolny limit ilości uczniów w klasie za moich czasów przynajmniej, to 3 osoby w podstawowej i gimnazjum, a w średniej i pewnie też zawodowej bodajże 5, przy czym osoba ze sprzężeniem była traktowana w pewnym sensie jako dwie, czyli w liceum mogła być klasa licząca czterech uczniów, w tym jednego ze sprzężeniem. Natomiast jeśli chodzi o limit górny, to w zasadzie nie wiem czy istniał, ale całkiem możliwe, że owszem. Fakt jest taki, że gdy w roczniku było 10-11 osób, rozdzielali już je na dwie klasy.
Uczeń niewidomy i słabowidzący wymaga całkowiicie odmiennego podejścia i autonomicznych metod kształcenia a nawet w szkołach integracyjnych jest ktoś taki jak nauczyciel wspomagający. Dlaczego ośrodki tego nie oferują?
Czasami w masówkach taki wspomagający ma pod sobą 5 uczniów z całowicie odrębnymi niepełnosprawnosciami np: niewidomy, z niedosłuchem, z niesprawnością ruchu, z adhd, z zespołem downa. W ośrodkach siłą rzeczy niepełnosprawność jest bardziej jednolita, a klasy mało liczne, więc ktoś taki nie jest potrzebny.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Gadaczko, ale nawet ty popełniłaś błąd i napisałaś o ośrodkach dla niewidomych. Ja zdania nie zmienię. Jeżeli wyrywa się dziecko z rodzinnego otoczenia i wsadza w nowe realia, taka osoba powinna mieć stprocentowy komfort nauki. A spore środki są na to przeznaczane.
nie, darek, spędziłem w laskach sporo czasu i nie potrzebny był żaden nauczyciel wspomagający, chyba, że dla trudniejszych przypadków, ale wtedy to się załatwiało lekcjami indywidualnymi albo w bardzo ograniczonym gronie
To już większy sens miałoby zatrudnienie większej liczby wychowawców do internatu, żeby można było wychowankowi poświęcić więcej czasu, pogadać z nim, czegoś nauczyć, w czymś pomóc.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
A dlaczego wymagają innego podejścia, jeżeli mają te same podręczniki z odpowiednimi dostosowaniami? o.o Dlaczego więc mamy iść do szkół masowych, w których dzieci są jakby jeszcze o stopień dalej? -- (darek1991): Uczeń niewidomy i słabowidzący wymaga całkowiicie odmiennego podejścia i autonomicznych metod kształcenia a nawet w szkołach integracyjnych jest ktoś taki jak nauczyciel wspomagający. Dlaczego ośrodki tego nie oferują?
Oczywiście, że tak! Po co mi nauczyciel w klasie, w której byłam najlepszą (jedną z dwóch najlepszych) uczennicą? -- (papierek): nie, darek, spędziłem w laskach sporo czasu i nie potrzebny był żaden nauczyciel wspomagający, chyba, że dla trudniejszych przypadków, ale wtedy to się załatwiało lekcjami indywidualnymi albo w bardzo ograniczonym gronie
Wydaje mi się, że czyjakolwiek opinia wcale nie musi od tego zależeć; Dariusz mógł być w ośrodku i wynieść taką właśnie, jaką przedstawia. Gdybym nie poznała pewnych ludzi, gdybym nie znała ich historii, myślałabym o tym tak samo. -- (Zuzler): Albo może nieco inaczej: Darek, byłeś Ty choćby kilka tygodni w ośrodku? Miałeś szansę poobserwować jak to działa w praktyce?
Skoro wychowawcy w internacie mają czas na popijanie kawusi, palenie papierosków i piepszenie trzy po trzy to tak wiele roboty nie mają jakby się wydawało. Ten czas mogliby właśnie spożytkować na pomoc i rozmowy z wychowankami, no ale...
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
This site uses cookies to enhance your experience.