Julitko, Problem w tym, że przypadków odwrotnych jest zdecydowanie więcej, a to już samo w sobie budzi spore wątpliwości.
-- (Julitka):
Oczywiście. Niestety znam przypadki, w których ktoś wraca do ośrodka po masówce zmasakrowany przez rówieśników, przez nieogarniętych nauczycieli i rodziców, którzy nie umieli sobie z tym poradzić.
Mnie się, krótko mówiąc, pofarciło - mam wspaniałych rodziców, którzy mi bardzo pomagali w masówce, dopóki było trzeba mi pomagać, nauczycieli, którzy we mnie uwierzyli i względny spokój, bo o trwałych przyjaźniach, ba - znajomościach po masówce to se mogę pomarzyć. Ale cóż, pono nie da się mieć wszystkiego.
Ale niestety zbyt wielu znam rodziców osób niewidomych, którzy w ten sposób sobie NIE poradzą, chociaż mieliby najlepsze chęci. Chociażby wyjdą z założenia, poniekąd słusznego, że masówka jest miejscem, gdzie dzieciak ma się uczyć, a oni mogą co najwyżej pomóc przy pracy domowej i to też nie zawsze, bo są wychowani w starej, dobrej szkole, w której dziecko samo odrabia swoje zadania domowe.
A tu się okazuje, że to za mało.
Dziecko im też od razu nie powie, że jest wyśmiewane, że coś jest nie tak, bo nawet samo sobie nie zda z tego sprawy, dopóki nie będzie za późno.
I nawet będzie umiało rozmawiać z widzącymi, uśmiechać się i kiwać głową w różny sposób na różne reakcje, bo widzący tak potrafią, ale nie będzie umiało samo czytać, bo brajla go nikt nie nauczy, no bo właściwie jak?
Nie będzie umiało korzystać z komputera, bo kto mu powie, że jest coś takiego, jak udźwiękowiony komputer, chociażby z tym Jawsem czy Window Eyes?
Kto mu powie, że od 18 roku życia przysługuje mu renta i że laską trzeba robić łuczki?
I potem mamy takie sytuacje, jak rodzina dziecka niewidomego, które było całe swe życie w masówce, ale do gimnazjum w ogóle nie wiedziało, że na świecie istnieje coś takiego, jak podręczniki w brajlu. Rodzice ogarnięci, nauczyli je brajla, było wsparcie, ba - był tyflopedagog zatrudniony przez masówkę, a dzieciak nie miał pojęcia o brajlowskich podręcznikach!
Może być ich w ośrodku śladowa ilość, mogą być przestarzałe, ale przynajmniej dziecko ma z nimi styczność.
I jeżeli nawet kadra nie jest ogarnięta na tyle, by cokolwiek młodemu wytłumaczyć, zrobią to, poniekąd nieświadomie, starsi koledzy.
-- (balteam):
Szkoda tylko, że nie wspomina się o przypadkach osób, które w masówkach też kolorowo nie mają, bo równieśnicy mają wywalone na nich i sami siedzą na przerwach, nie wszyscy oczywiście i nie wszędzie, co nie znaczy, że teraz będę pisać żeby zakazać nauczania w masówkach.
--
--