EltenLink

#1061 Pitef

No tak też niestety jest. Inna sprawa, że ja tam polecam robić zakupy w osiedlowych, albo zwyczajnie małych, w rodzaju Żabki sklepach.


Sygnatura? A co to jest i do czego :D
2026-04-23 13:02

#1062 guliwer

Dobrze młoda.
-- (Julitka):
Ej ej, pohamuj się, stary, bo to też zgrabnie nie wyszło.
-- (guliwer):
On tak zawsze, a przynajmniej mega często.
Ma tendencję do wodolejstwa i do pierdolamento:)

-- (Julitka):
Pitew, trochę, jakby Ci tu powiedzieć, moralizujesz. Ba - odnosisz się protekcjonalnie, a to nie jest miłe.
Ja też sroce z pod ogona nie wypadłam i wiem, jak generalnie postępować z ludźmi, zwłaszcza, że współprowadzę NGO i umiejętność smalltalku musiałam opanować, może nie do perfekcji.
Zirytowałeś mnie, bo pisać na sucho łatwo każdemu, to po pierwsze. Po drugie, moglibyśmy zacząć się licytować, kto w czym jest lepszy i mogłoby to trwać dość długo, a przecież nie o to chodzi.
Ja raczej wychodzę z założenia, że ze strefy komfortu wychodzić można, a wręcz trzeba, ale pewne sytuacje można też zaakceptować na dany stan.
Boże mój, przecież nie muszę Ci się tłumaczyć z tego, co robię lub czego nie robię sama, bo wymagałabym od Ciebie tego samego.
No i dodam, że faktycznie niekażdy ma rodziców, którzy mieli tak zdrowe podejście do wielu spraw.
Nie zwalnia to nas z dążenia do samorozwoju, ale też jest dobrym startem w samodzielność i nigdy się od tego nie odżegnywałam.
Jeśli chodzi o samodzielne zakupy, to raz jeszcze pytam: po co?
Chleb kupuję sama, bo nie lubię takiego z marketów i Żabki i zależy mi na tym, by był świeży. Do Biedronki nie chodzę ideologicznie, zresztą mam zbyt daleko, a Żabka ma swoją apkę. Mięsnego z normalnym asortymentem i godzinami otwarcia po prostu nie mam w pobliżu. Mam wyliczać dalej, co robię, a czego nie?
-- (Pitef):
No cóż. W tego rodzaju temacie, staram się zazwyczaj uświadomić, że pani sprzedawczyni/ pan sprzedawca właśnie ma obowiązek pomóc osobie ze szczegulnymi potrzebami. Żeby była jasność. Nie robię tego na chama i nie grzecznie, ale staram się to zwyczajnie tłumaczyć podpierając argumentami. Jeśli jest kolejka, to czekam na boczku, i podchodzę albo jak już nikogo nie ma, albo w momencie, kiedy zostanę poproszony przez obsługę. Zawsze oczywiście jestem nadwyraz miły, mam tendencje do dofcipów i w na ten moment 100% miejsc w których zakupy robię, jest to odbierane bardzo bardzo pozytywnie. Nie raz np. żartobliwie jednej czy drugiej panience za kasą potrafię powiedzieć, że normalnie za taką profesjonalną i cierpliwą obsługę jakieś ładne kwiatuszki się należą, a i kawkę jednej pani z automatu żabpkowego postawiłem, tak że myślę, iż nie ma co się poddawać po pierwszym razie i zniechęcać się do zakupów. Osobiście wychodzę z założenia, że my niewidomi, tak jak osoby na wózkach i o kulach, czy tam z innymi niepełnosprawnościami, powinniśmy jak najczęściej właśnie wychodzić z tej strefy własnego komfortu. Wychodzę zwyczajnie z założenia, że mogę kiedyś zostać sam sobie, i będę musiał sobie ze wszystkim lepiej lub gożej poradzić. Z chęcią więc naprawiałem z ojcem samochody, składałem od dzieciaka komputery, wymieniałem butlę z gazem w domostwie rodzinnym, przekopywałem ogródek, rozstawiałem wielki basen i składałem go na zimę, wszelkie meble/ mebelki/ krzesełka/ stoliki i inne pierdoły skręcałem. Ojciec nigdy mnie nie izolował od takich rzeczy. Mama natomiast na moją prośbę uczyła jak składać ubrania, jak wieszać pranie, jak dobrze i efektywnie czyścić meble/ odkurzać, jak zmywać, jak przebierać pościel, jak czyścić kibel i inne łazienkowe armatury, jak czyścić kuchnię, jak kroić warzywa i tp. Tras też się uczyłem z bratem, potem z rodzicami a na końcu z nauczycielką ze szkoły. Co do tej butli z gazem: Miałem 12 lat, ojciec kazał przynieść i wymienić. Idę do komórki, tam na podłodze 5 wielkich skrzyń z narzędziami, z lewej regał, z prawej 2 rowery, przejść nie za bardzo komfortowo dało radę, pod sufitem zwisające jakieś metalowe elementy, węże, kable i przedłużacze, a butla z gazem zawieszona praktycznie pod sufitem tak, że jej dno miałem nad głową. Uwierzcie mi, godzinę się męczyłem, ale powiedziałem sobie, że ją zdejmę. Całą pełną butlę z gazem, jako 12 letni szczyl, musiałem się z ową butlą wytarabanić z komórki, zanieść do domu, odłączyć starą, wymienić uszczelkę, podłączyć nową, i zanieść do komórki starą/ powiesić ją na tym samym chaku. Nikt się nade mną nie spuszczał, nie było litości i głaskania po główce i buzi. Rodzice, co by o nich nie mówić, nie wykształceni ludzie, mający stricte chłopskie podejście do wychowania, wychowywali mnie w myśl jednego zdania: Kopa w dupę, i wypier****j do roboty. Za to, za co kiedyś ich nienawidziłem, teraz kocham jak szalony, bo ciężko mi znaleźć w życiu na ten moment sytuację, w której lepiej lub gożej bym sobie nie poradził.

--

--

--

--



2026-04-23 13:11

#1063 MarOlk

W osiedlowych i mniejszych płazach to robię, a i owszem. Najgorsze jest jednak, że taka Żabka ma ambicję być jednocześnie sklepem, kawiarnią, bistro, pośrednikiem płatności i punktem odbioru paczek jednocześnie, a na sklepie jedna tylko kobita.



2026-04-23 13:23

#1064 Paulinux

Ja to akurat mam farta, bo w mojej okolicznej Biedrze mam już ulubioną panią Izę, pana Miłosza, który zawsze bierze ode mnie listę i leci po sklepie sam, pana Seweryna, któremu przydałby się prysznic i panią Asię, która ostatnio mnie pochwaliła że jem zdrowiej. A właśnie z mojego doświadczenia jest tak, że to w Biedronce zdarza mi się dłużej czekać na pomoc niż w Żabce


Happy hacking
2026-04-23 13:28

#1065 Julitka

Do dupy ten dzień, powiem Wam.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2026-04-23 14:39

#1066 MarOlk

Dlaczegóż?



2026-04-23 14:44

#1067 Julitka

O paaanie, to by długo pisać.
Wszystko się sypie, rozlewa, źle wsypuje, źle waży, za dużo waży itp.
A nawet comfort foodem nie można się pocieszyć, no bo to przecie redukcja. :p Ludzie też jacyś nabzdyczeni, nawet człowiek próbuje ratować, ale wychodzi... średnio.
-- (MarOlk):
Dlaczegóż?

--


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
Edited 2026-04-23 14:46

#1068 MarOlk

No to faktycznie do żopy



2026-04-23 14:49

#1069 Julitka

W ramach (tfu!) rekompensaty poniesionych strat moralnych poprosiłam o herbatę malinową. Bez cukru, no bo jakże to tak, skoro JUŻ przekroczyłam węgle?
I wiecie co? Pynkła torebka. I pływa mi świństwo w kubku.
Ja wysiadam...


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2026-04-23 14:52

#1070 djsenter

Żabka jest droga, a obsługa tam średnio przewidywalna. Moja Stokrotka ma strasznie słaby rating i przez to, co się o niej na czytałem, czyli ponad tózina wątpliwości co do jakości ich mięsa i ważyw, kupuję tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
Markety i lokalne piekarnie/rzeźniki wygrywają jeżeli o mnie chodzi, a i mały research co do składu produktów nie zaszkodzi, żeby nie wciskali nam ścierwa.


Senter San
2026-04-23 16:22

#1071 daszekmdn

Co do obowiązku pracownika, w niektórych sklepach mają taki przykaz, żeby pomagać z tego co wiem odgórny. Nie pamiętam w jakich.
Jak natomiast chodzi o resztę tego co tu się wylała, to to jest to o czym mówię. Nie każdy miał fajnie od strony współistniejących z otoczenia pod kątem rozwijania samodzielności i to, że mogło być inaczej nie koniecznie wniesie sporo pozytywnego.
Znów standardowo jak to na świecie, każdy jest inny, każdy inaczej przeszedł czas usamodzielniania się i ma ogarnięcie na innym poziomie. I jak to też zawsze, syty głodnego nie zrozumie.
Jak Julita może nie wychodzić do sklepów, skoro nawet ja to robię? Boi się? A czego się bać? Zabiją ją tam? Mógłbym tak powiedzieć, wrzucić posta i po sprawie.
Ja się sklepów nie boję. Nie spotkało mnie po za jedna sytuacją, która w gruncie rzeczy spowodowała u mnie mindfuck i napad śmiechu w drodze do domu nic złego.
Czy będę teraz uparcie tłuc jej do głowy na forum, że to głupie? Nie. Każdy ma inny próg. Jak komuś mam coś tłuc, to na żywo, na miejscu, fizycznie wziąć, pokazać, złamać barierę i tylko wówczas, gdy druga osoba tego chce i jest gotowa. Uważam od lat, że to, co pokaże się osobiście komuś obok jest warte milion razy tyle co setki postów na forach. ;)


Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Edited 2026-04-23 16:47

#1072 balteam

Vis Maior opublikowa info o nowych projektach, zwaszcza 1 powinien Monte przypasc do gustu.
Zerkaj czytaj sobie na ich stronie


Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
2026-04-23 18:31

#1073 guliwer

Na redukcji to raczej każdy dzień jest do dupy:)
-- (Julitka):
O paaanie, to by długo pisać.
Wszystko się sypie, rozlewa, źle wsypuje, źle waży, za dużo waży itp.
A nawet comfort foodem nie można się pocieszyć, no bo to przecie redukcja. :p Ludzie też jacyś nabzdyczeni, nawet człowiek próbuje ratować, ale wychodzi... średnio.
-- (MarOlk):
Dlaczegóż?

--

--



2026-04-23 19:20

#1074 mustafa

Przyganiał kocioł garnkowi.


-- (guliwer):
On tak zawsze, a przynajmniej mega często.
Ma tendencję do wodolejstwa i do pierdolamento:)

-- (Julitka):
Pitew, trochę, jakby Ci tu powiedzieć, moralizujesz. Ba - odnosisz się protekcjonalnie, a to nie jest miłe.
Ja też sroce z pod ogona nie wypadłam i wiem, jak generalnie postępować z ludźmi, zwłaszcza, że współprowadzę NGO i umiejętność smalltalku musiałam opanować, może nie do perfekcji.
Zirytowałeś mnie, bo pisać na sucho łatwo każdemu, to po pierwsze. Po drugie, moglibyśmy zacząć się licytować, kto w czym jest lepszy i mogłoby to trwać dość długo, a przecież nie o to chodzi.
Ja raczej wychodzę z założenia, że ze strefy komfortu wychodzić można, a wręcz trzeba, ale pewne sytuacje można też zaakceptować na dany stan.
Boże mój, przecież nie muszę Ci się tłumaczyć z tego, co robię lub czego nie robię sama, bo wymagałabym od Ciebie tego samego.
No i dodam, że faktycznie niekażdy ma rodziców, którzy mieli tak zdrowe podejście do wielu spraw.
Nie zwalnia to nas z dążenia do samorozwoju, ale też jest dobrym startem w samodzielność i nigdy się od tego nie odżegnywałam.
Jeśli chodzi o samodzielne zakupy, to raz jeszcze pytam: po co?
Chleb kupuję sama, bo nie lubię takiego z marketów i Żabki i zależy mi na tym, by był świeży. Do Biedronki nie chodzę ideologicznie, zresztą mam zbyt daleko, a Żabka ma swoją apkę. Mięsnego z normalnym asortymentem i godzinami otwarcia po prostu nie mam w pobliżu. Mam wyliczać dalej, co robię, a czego nie?
-- (Pitef):
No cóż. W tego rodzaju temacie, staram się zazwyczaj uświadomić, że pani sprzedawczyni/ pan sprzedawca właśnie ma obowiązek pomóc osobie ze szczegulnymi potrzebami. Żeby była jasność. Nie robię tego na chama i nie grzecznie, ale staram się to zwyczajnie tłumaczyć podpierając argumentami. Jeśli jest kolejka, to czekam na boczku, i podchodzę albo jak już nikogo nie ma, albo w momencie, kiedy zostanę poproszony przez obsługę. Zawsze oczywiście jestem nadwyraz miły, mam tendencje do dofcipów i w na ten moment 100% miejsc w których zakupy robię, jest to odbierane bardzo bardzo pozytywnie. Nie raz np. żartobliwie jednej czy drugiej panience za kasą potrafię powiedzieć, że normalnie za taką profesjonalną i cierpliwą obsługę jakieś ładne kwiatuszki się należą, a i kawkę jednej pani z automatu żabpkowego postawiłem, tak że myślę, iż nie ma co się poddawać po pierwszym razie i zniechęcać się do zakupów. Osobiście wychodzę z założenia, że my niewidomi, tak jak osoby na wózkach i o kulach, czy tam z innymi niepełnosprawnościami, powinniśmy jak najczęściej właśnie wychodzić z tej strefy własnego komfortu. Wychodzę zwyczajnie z założenia, że mogę kiedyś zostać sam sobie, i będę musiał sobie ze wszystkim lepiej lub gożej poradzić. Z chęcią więc naprawiałem z ojcem samochody, składałem od dzieciaka komputery, wymieniałem butlę z gazem w domostwie rodzinnym, przekopywałem ogródek, rozstawiałem wielki basen i składałem go na zimę, wszelkie meble/ mebelki/ krzesełka/ stoliki i inne pierdoły skręcałem. Ojciec nigdy mnie nie izolował od takich rzeczy. Mama natomiast na moją prośbę uczyła jak składać ubrania, jak wieszać pranie, jak dobrze i efektywnie czyścić meble/ odkurzać, jak zmywać, jak przebierać pościel, jak czyścić kibel i inne łazienkowe armatury, jak czyścić kuchnię, jak kroić warzywa i tp. Tras też się uczyłem z bratem, potem z rodzicami a na końcu z nauczycielką ze szkoły. Co do tej butli z gazem: Miałem 12 lat, ojciec kazał przynieść i wymienić. Idę do komórki, tam na podłodze 5 wielkich skrzyń z narzędziami, z lewej regał, z prawej 2 rowery, przejść nie za bardzo komfortowo dało radę, pod sufitem zwisające jakieś metalowe elementy, węże, kable i przedłużacze, a butla z gazem zawieszona praktycznie pod sufitem tak, że jej dno miałem nad głową. Uwierzcie mi, godzinę się męczyłem, ale powiedziałem sobie, że ją zdejmę. Całą pełną butlę z gazem, jako 12 letni szczyl, musiałem się z ową butlą wytarabanić z komórki, zanieść do domu, odłączyć starą, wymienić uszczelkę, podłączyć nową, i zanieść do komórki starą/ powiesić ją na tym samym chaku. Nikt się nade mną nie spuszczał, nie było litości i głaskania po główce i buzi. Rodzice, co by o nich nie mówić, nie wykształceni ludzie, mający stricte chłopskie podejście do wychowania, wychowywali mnie w myśl jednego zdania: Kopa w dupę, i wypier****j do roboty. Za to, za co kiedyś ich nienawidziłem, teraz kocham jak szalony, bo ciężko mi znaleźć w życiu na ten moment sytuację, w której lepiej lub gożej bym sobie nie poradził.

--

--

--


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2026-04-23 20:18

#1075 mustafa

Tja, zwłaszcza, że wszystkie glovo i inne volty nie obsługują kart lojalnościowych. Wiesz ile kawy byś za to kupiła?

-- (Julitka):
A ja rezygnuję, bo jak mam się użerać z kimś, kto de facto ma ochotę mnie zabić, to ja wolę sobie za to kupić kawę lub co tam podobnego, a nie - fundować stresy.
-- (Pitef):
Faktycznie, może nie wyraziłem się dostatecznie precyzyjnie. Nie zdarzyło mi się powiedzieć w prost, że Pańskim obowiązkiem jest mi pomóc, ale z drógiej strony, nie rezygnuję z zakupów, bo w lidlu w Krakowie powiedzieli mi, że nie ma nikogo, kto by mi pomógł.

--

--


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2026-04-23 20:21

#1076 mustafa

Mi też wiele razy proponowali, że jak coś to mam podbijać i pomogą, tylko, że mi się nie chce czekać. Wydaje mi się, że ludzie są z natury życzliwi. W rosmanach pamiętam kiedyś jak chodziłem to tylko przekraczałem próg i od razu ktoś podchodził, albo wołał kogoś ze sklepu i podobno to był standard. W biedronce podobno też są szkoleni pod tym kontem, no ale różnie bywa. W swojej jestem w stanie znaleźć to co potrzebuję sam, ale w innej byłby problem i pewno bym prosił. Jak się przeprowadzę, to pójdę raz z kimś, zrobie podobne zakupy jak zazwyczaj i już będę mniej więcej wiedział.
A jeśli chodzi o zmianę miejsca produktów. Dzisiaj po dwuch latach mój ulubiony kefir znalazłem uwaga, półkę wyżej, ale dokładnie w tej samej lodówce, przy tych samych drzwiach. i nie wiem czy to bardziej nie kwestja tego, że drzwi mają trochę rozwalone. W samej biedronce spędziłem może z 15 min, z czego ze 3 przy kasie i ze 3 na pakowanie.
Trochę się bałem w zeszłym roku, bo remont mieli robić tej biedry, ale na razie jakby cisza.



-- (Paulinux):
Ja to akurat mam farta, bo w mojej okolicznej Biedrze mam już ulubioną panią Izę, pana Miłosza, który zawsze bierze ode mnie listę i leci po sklepie sam, pana Seweryna, któremu przydałby się prysznic i panią Asię, która ostatnio mnie pochwaliła że jem zdrowiej. A właśnie z mojego doświadczenia jest tak, że to w Biedronce zdarza mi się dłużej czekać na pomoc niż w Żabce

--


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2026-04-23 20:33

#1077 Kat

Dziś też mi się pofarciło na zakupach,bbo sąsiad z pierwszej klatki pomógł mi sam z siebie, nawet jakoś prosić nie musiałam. Generalnie w Lidlach i innych Biedronkach zakupów sama nie robię. Żabki mam dwie, do których czasem chodzę, ale to naprawdę od wielkiego dzwonu, ale jak to w żabce - ludzi kupa, a człowiek na kasie jeden.
Co do Glovo, korzystam ostatnio, choć mam wrażenie, że ten asortyment biedronkowy, to jakiś taki ubogi jest.


"Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Edited 2026-04-23 22:24

#1078 guliwer

Tak tak, Polski patrioto Mustafo:)
-- (mustafa):
Przyganiał kocioł garnkowi.


-- (guliwer):
On tak zawsze, a przynajmniej mega często.
Ma tendencję do wodolejstwa i do pierdolamento:)

-- (Julitka):
Pitew, trochę, jakby Ci tu powiedzieć, moralizujesz. Ba - odnosisz się protekcjonalnie, a to nie jest miłe.
Ja też sroce z pod ogona nie wypadłam i wiem, jak generalnie postępować z ludźmi, zwłaszcza, że współprowadzę NGO i umiejętność smalltalku musiałam opanować, może nie do perfekcji.
Zirytowałeś mnie, bo pisać na sucho łatwo każdemu, to po pierwsze. Po drugie, moglibyśmy zacząć się licytować, kto w czym jest lepszy i mogłoby to trwać dość długo, a przecież nie o to chodzi.
Ja raczej wychodzę z założenia, że ze strefy komfortu wychodzić można, a wręcz trzeba, ale pewne sytuacje można też zaakceptować na dany stan.
Boże mój, przecież nie muszę Ci się tłumaczyć z tego, co robię lub czego nie robię sama, bo wymagałabym od Ciebie tego samego.
No i dodam, że faktycznie niekażdy ma rodziców, którzy mieli tak zdrowe podejście do wielu spraw.
Nie zwalnia to nas z dążenia do samorozwoju, ale też jest dobrym startem w samodzielność i nigdy się od tego nie odżegnywałam.
Jeśli chodzi o samodzielne zakupy, to raz jeszcze pytam: po co?
Chleb kupuję sama, bo nie lubię takiego z marketów i Żabki i zależy mi na tym, by był świeży. Do Biedronki nie chodzę ideologicznie, zresztą mam zbyt daleko, a Żabka ma swoją apkę. Mięsnego z normalnym asortymentem i godzinami otwarcia po prostu nie mam w pobliżu. Mam wyliczać dalej, co robię, a czego nie?
-- (Pitef):
No cóż. W tego rodzaju temacie, staram się zazwyczaj uświadomić, że pani sprzedawczyni/ pan sprzedawca właśnie ma obowiązek pomóc osobie ze szczegulnymi potrzebami. Żeby była jasność. Nie robię tego na chama i nie grzecznie, ale staram się to zwyczajnie tłumaczyć podpierając argumentami. Jeśli jest kolejka, to czekam na boczku, i podchodzę albo jak już nikogo nie ma, albo w momencie, kiedy zostanę poproszony przez obsługę. Zawsze oczywiście jestem nadwyraz miły, mam tendencje do dofcipów i w na ten moment 100% miejsc w których zakupy robię, jest to odbierane bardzo bardzo pozytywnie. Nie raz np. żartobliwie jednej czy drugiej panience za kasą potrafię powiedzieć, że normalnie za taką profesjonalną i cierpliwą obsługę jakieś ładne kwiatuszki się należą, a i kawkę jednej pani z automatu żabpkowego postawiłem, tak że myślę, iż nie ma co się poddawać po pierwszym razie i zniechęcać się do zakupów. Osobiście wychodzę z założenia, że my niewidomi, tak jak osoby na wózkach i o kulach, czy tam z innymi niepełnosprawnościami, powinniśmy jak najczęściej właśnie wychodzić z tej strefy własnego komfortu. Wychodzę zwyczajnie z założenia, że mogę kiedyś zostać sam sobie, i będę musiał sobie ze wszystkim lepiej lub gożej poradzić. Z chęcią więc naprawiałem z ojcem samochody, składałem od dzieciaka komputery, wymieniałem butlę z gazem w domostwie rodzinnym, przekopywałem ogródek, rozstawiałem wielki basen i składałem go na zimę, wszelkie meble/ mebelki/ krzesełka/ stoliki i inne pierdoły skręcałem. Ojciec nigdy mnie nie izolował od takich rzeczy. Mama natomiast na moją prośbę uczyła jak składać ubrania, jak wieszać pranie, jak dobrze i efektywnie czyścić meble/ odkurzać, jak zmywać, jak przebierać pościel, jak czyścić kibel i inne łazienkowe armatury, jak czyścić kuchnię, jak kroić warzywa i tp. Tras też się uczyłem z bratem, potem z rodzicami a na końcu z nauczycielką ze szkoły. Co do tej butli z gazem: Miałem 12 lat, ojciec kazał przynieść i wymienić. Idę do komórki, tam na podłodze 5 wielkich skrzyń z narzędziami, z lewej regał, z prawej 2 rowery, przejść nie za bardzo komfortowo dało radę, pod sufitem zwisające jakieś metalowe elementy, węże, kable i przedłużacze, a butla z gazem zawieszona praktycznie pod sufitem tak, że jej dno miałem nad głową. Uwierzcie mi, godzinę się męczyłem, ale powiedziałem sobie, że ją zdejmę. Całą pełną butlę z gazem, jako 12 letni szczyl, musiałem się z ową butlą wytarabanić z komórki, zanieść do domu, odłączyć starą, wymienić uszczelkę, podłączyć nową, i zanieść do komórki starą/ powiesić ją na tym samym chaku. Nikt się nade mną nie spuszczał, nie było litości i głaskania po główce i buzi. Rodzice, co by o nich nie mówić, nie wykształceni ludzie, mający stricte chłopskie podejście do wychowania, wychowywali mnie w myśl jednego zdania: Kopa w dupę, i wypier****j do roboty. Za to, za co kiedyś ich nienawidziłem, teraz kocham jak szalony, bo ciężko mi znaleźć w życiu na ten moment sytuację, w której lepiej lub gożej bym sobie nie poradził.

--

--

--

--



2026-04-23 22:41

#1079 skrzypenka

Łukasz Litewka nie żyje. :(


Große Operndiva?
2026-04-24 08:35

#1080 MarOlk

@Skrzypeńka, jeden z tych porządniejszych. Szkoda chłopa. I do tego w tak pechowy sposób zginął.



2026-04-24 10:24