EltenLink

#1021 daszekmdn

Najłatwiej jest pierwszy raz zrobić chyba coś z kimś też niewidomym.


Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
2026-04-22 01:55

#1022 skrzypenka

Tak, tylko do tego też jakaś motywacja chyba jst potrzebna, wiesz, chodzi mi o to, że jej nic nie da, jak jej się napisze, ja śmigam, a ty nie. Tu chyba trzeba może z nią tego próbować, nie wiem. Tak myślę, jak to ja zrobiłam, bo by się usamodzielnić, to wyprowadziłam się do innego miasta, tam też otrzymałam pomoc, bo to właśnie ta pomoc musi być.

-- (mustafa):
Tylko skrzypenka, jak inaczej. Tu przecież nikt nie chce sobie podbić ego na czyimś nieszczęściu, tylko realnie pomóc. A że tutaj nie ma innej rady jak po prostu odważyć się i próbować. Tego się nie da nauczyć teoretycznie. Tylko praktyka.


-- (skrzypenka):
Właśnie, dajcie jej hojraki spokój.
Nie pamięta wół, jak cielęciem był?
Każdy ma swoją drogę do usamodzielniania się, taka prawda. Ja codziennie jeżdżę do pracy pociągiem i się nie chwalę, bo chętnie o tym porozmawiam i powiem, co sprawiało mi tródności. Moja dewiza jest taka, że nie ma nic lepszego, gdy 1 niewidomy pokaże drugiemu niewidomemu.
Wiadomo, że się samo nic nie zrobi, trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale lepiej pomagać, niż dołować.


-- (Julitka):
Daj jej spokój.
Na początku mojej drogi do usamodzielniania się też był to duży problem dla mnie taka jazda pociągiem. To była pewna bariera do przeskoczenia, wyjście ze strefy komfortu, na które musiałam znaleźć czas, a przede wszystkim - siłę i nastrój. Zwłaszcza, że sory, ale z asystą jest więcej kłopotów, niż pożytku.
Ale po części on ma trochę racji @Monte; jeśli chcesz zacząć swoją drogę, zacznij od pociągu.
No i jeśli będziesz mieć problemy w Warszawie, to napisz do mnie; nie zagwarantuję noclegu i opieki 24/24, ale na pewno coś doradzę. Zresztą, jak mówiłam, Vis Maior ma zakwaterowanie.
-- (Pitef):
A jaki przepraszam jest problem w jechaniu tym Nieszczęsnym Pociągiem? Jeśli do usamodzielniania się podchodzisz w ten sposób, to nie wróżę temu szybkiego sukcesu. Każdy kto chciałby jak najszybciej wyrwać się z domu, mieć tą niezależność i decyzyjność, po prostu wzywa asystę, i nie wzbrania się przed pociągami, bo to trudno, bo nie wygodnie, bo może przegapię, a może ktoś mnie osaczy w przedziale, a może się pociąg wykolei, a może mnustwo innych losowych zdarzeń. Na ten przykład, ja prowadzę generalnie szkolenia na terenie całej Polski. Jeżdżę nie raz z kilkoma przesiadkami, a ten stres, który pojawia się podczas podróży, nie jednokrotnie bardziej motywuje do działania. Jeśli chcesz serio się uniezależnić od matuli czy siostry, która po tobie jeździ, to nie liczył bym, że cię zawiozą. Raczej podchodziłbym na zasadzie Nie to nie, sama sobie poradzę, a wy sobie możecie w buty schować to gadanie. Będzie mi trudno, ale jest to doskonały trening dla mnie samej.

--

--

--

--


Große Operndiva?
2026-04-22 05:27

#1023 Pitef

No właśnie, a czy masz u siebie kogokolwiek, ogarniającego temat pociągów? Chodzi mi o kogoś, kto jest niewidomy? Nie do końca wiem, z czym był problem. Jeśli obawiasz się wpadnięcia pomiędzy pociąg a krawędź peronu, trzeba sobie wypracować technikę. Powiem może o tym kilka słów. Na peronach zazwyczaj są linie prowadzące, a tóż przed krawędzią, znajdują się takie kuleczki. Stoimi sobie na linii prowadzącej czy tam na polu uwagi przy ławeczce/ wiacie, i czekamy na podjechanie pociągu. Jeśli podjedzie, zazwyczaj słychać, gdzie drzwi się otwierają. Staramy się przejść linią w kierunku drzwi, laska cały czas najlepiej w stałym kontakcie z powierzchnią peronu. Tóż przed drzwiami, staramy się wyczuć sobie końcem lagi krawędź peronu, a drugą ręką, meramy okolice drzwi wewnątrz pociągu w poszukiwaniu uchwytu, który zawsze ale to zawsze tam jest. Trzymając się ręką rórki, sprawdzamy jeszcze raz, gdzie jest ta krawędź peronu, i dosówamy sobie nogę do laski wyznaczającej nam tę krawędź. Odrywamy następnie laskę od peronu, cały czas trzymając uchwyt, i wyczówamy laską krawędź pierwszego stopnia. Drógą nogą podążamy za laską, oczywiście cały czas trzymając się rórki. Dalej już powinno być łatwo. Przy wysiadaniu, cóż. Trzymamy się rórki, i staramy się to zrobić w najniższym/ najdalej wysuniętym jej miejscu. Kolejne kroki to współpraca nóg z laską.


Sygnatura? A co to jest i do czego :D
2026-04-22 09:15

#1024 Kuba12565

jestem zawiedziony okularami n vision glasses, poraszka, krudki czas pracy na bateri, halucynuje przedmioty w okuł ciebie, synteza google ciągle lituruje znalezione przedmioty w opcji badać, koszmar, niepolecam, ally wgl nic niesłyszy, pomimo, że mówie głośno i wyraźnie, badziew, jeżeli coś dobże nawet robią, to opis sceny, ale też potrafi zmyślić, ale już całkiem dobrze opisuje, minusem jeszcze jest ten panel dotykowy, trzeba mocno stukać 2 razy palcem, niepolecam.



2026-04-22 09:20

#1025 MarOlk

No chyba, że to jakiś mały dworzec przed remontem, to z tymi guzkami może być różnie.
-- (Pitef):
No właśnie, a czy masz u siebie kogokolwiek, ogarniającego temat pociągów? Chodzi mi o kogoś, kto jest niewidomy? Nie do końca wiem, z czym był problem. Jeśli obawiasz się wpadnięcia pomiędzy pociąg a krawędź peronu, trzeba sobie wypracować technikę. Powiem może o tym kilka słów. Na peronach zazwyczaj są linie prowadzące, a tóż przed krawędzią, znajdują się takie kuleczki. Stoimi sobie na linii prowadzącej czy tam na polu uwagi przy ławeczce/ wiacie, i czekamy na podjechanie pociągu. Jeśli podjedzie, zazwyczaj słychać, gdzie drzwi się otwierają. Staramy się przejść linią w kierunku drzwi, laska cały czas najlepiej w stałym kontakcie z powierzchnią peronu. Tóż przed drzwiami, staramy się wyczuć sobie końcem lagi krawędź peronu, a drugą ręką, meramy okolice drzwi wewnątrz pociągu w poszukiwaniu uchwytu, który zawsze ale to zawsze tam jest. Trzymając się ręką rórki, sprawdzamy jeszcze raz, gdzie jest ta krawędź peronu, i dosówamy sobie nogę do laski wyznaczającej nam tę krawędź. Odrywamy następnie laskę od peronu, cały czas trzymając uchwyt, i wyczówamy laską krawędź pierwszego stopnia. Drógą nogą podążamy za laską, oczywiście cały czas trzymając się rórki. Dalej już powinno być łatwo. Przy wysiadaniu, cóż. Trzymamy się rórki, i staramy się to zrobić w najniższym/ najdalej wysuniętym jej miejscu. Kolejne kroki to współpraca nóg z laską.

--



2026-04-22 09:26

#1026 guliwer

To jedna rzecz, chociaż to nie aż taki problem, bo wtedy się szuka krawędzi peronu i idzie w zdłuż niego trzymając koniec laski właśnie na tej krawędzi, przynajmniej ja tak robię.
Pitef chyba mało jeździ, albo z jakiś dużych stacji jedynie, bo nie napisał co w przypadku jak jest mało ludzi, albo nikogo i jak nikt nie wysiada. Wtedy zaczyna się zabawa ze znalezieniem drzwi, z dojściem do otwartych drzwi o ile one się otworzą. Nawet jak jest sygnał przy drzwiach to jeszcze trzeba znaleźć przycisk do otwierania. A czasem nie ma też tego sygnału. Na szczęście wtedy często konduktor czy tam kierownik pociągu który sprawdza czy może ruszać i jak widzi że jest z tym problem to podchodzi i pomaga, bo raczej nie da sygnału do odjazdu jak będzie widział że niewidomy stoi z laską przy pociągu, blisko krawędzi peronu.

-- (MarOlk):
No chyba, że to jakiś mały dworzec przed remontem, to z tymi guzkami może być różnie.
-- (Pitef):
No właśnie, a czy masz u siebie kogokolwiek, ogarniającego temat pociągów? Chodzi mi o kogoś, kto jest niewidomy? Nie do końca wiem, z czym był problem. Jeśli obawiasz się wpadnięcia pomiędzy pociąg a krawędź peronu, trzeba sobie wypracować technikę. Powiem może o tym kilka słów. Na peronach zazwyczaj są linie prowadzące, a tóż przed krawędzią, znajdują się takie kuleczki. Stoimi sobie na linii prowadzącej czy tam na polu uwagi przy ławeczce/ wiacie, i czekamy na podjechanie pociągu. Jeśli podjedzie, zazwyczaj słychać, gdzie drzwi się otwierają. Staramy się przejść linią w kierunku drzwi, laska cały czas najlepiej w stałym kontakcie z powierzchnią peronu. Tóż przed drzwiami, staramy się wyczuć sobie końcem lagi krawędź peronu, a drugą ręką, meramy okolice drzwi wewnątrz pociągu w poszukiwaniu uchwytu, który zawsze ale to zawsze tam jest. Trzymając się ręką rórki, sprawdzamy jeszcze raz, gdzie jest ta krawędź peronu, i dosówamy sobie nogę do laski wyznaczającej nam tę krawędź. Odrywamy następnie laskę od peronu, cały czas trzymając uchwyt, i wyczówamy laską krawędź pierwszego stopnia. Drógą nogą podążamy za laską, oczywiście cały czas trzymając się rórki. Dalej już powinno być łatwo. Przy wysiadaniu, cóż. Trzymamy się rórki, i staramy się to zrobić w najniższym/ najdalej wysuniętym jej miejscu. Kolejne kroki to współpraca nóg z laską.

--

--



2026-04-22 10:42

#1027 Julitka

Zgadzam się we wszystkim z Zuzler. Powiem więcej - w pierwszym i drugim roku usamodzielniania miałam do czynienia z osobami niewidomymi, które bardzo dużo wokół siebie ogarniały. Jeździły same, gotowały same, poruszały się same, załatwiały swoje sprawy w oddalonych punktach itp. Niektóre mówiły o tym dość głośno i wyraaaaźnie, niektóre - po prostu żyły i były, bez nadmiernego epatowania sobą. Ja wtedy nabawiłam się takich kompleksów, że do dzisiaj częściowo się z nich leczę, bo czasem wracają.
Więc takie mówienie "zbierz dupę w troki i działaj" może odnieść efekt odwrotny do zamierzonego. Bo najgorszym możliwym uczuciem i odczuciem jest właśnie połączenie chęci "zebrania dupy w troki", strachu/blokady, że dzisiaj/teraz to po prostu ni cholery, żeby nie być bardziej wulgarną, a także tego potępienia ze strony hipotetycznych sędziów, że jak to "ni cholery", skoro mi się udało, więc Tobie także się musi udać.
Myślę, że to jest odczucie podobne do tego, którego czasem my, pokolenie Y, Z i Alfa, doświadczamy wobec starszych pokoleń, gdy np. nie jesteśmy w stanie pracować tak długo i intensywnie, gdy wstajemy później od nich/kładziemy się później, gdy więcej rzeczy nas męczy i stresuje itp.
Dlatego lepiej jest, jak ptem zreflektował się Pitew, wyjaśnić, jakie mogą być problemy, co się będzie dziać po kolei, jak się na to przygotować i podać konkretne rozwiązania, co można w takich sytuacjach zrobić lub stwierdzić jasno, czego zrobić nie można.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2026-04-22 10:48

#1028 mustafa

Z wpisów jakie Monte tu popełnia wynika, że motywację ma, a jedyną barierą jest, to, że mieszka z rodziną, której ja osobiście bym przemówił do słuchu.


-- (skrzypenka):
Tak, tylko do tego też jakaś motywacja chyba jst potrzebna, wiesz, chodzi mi o to, że jej nic nie da, jak jej się napisze, ja śmigam, a ty nie. Tu chyba trzeba może z nią tego próbować, nie wiem. Tak myślę, jak to ja zrobiłam, bo by się usamodzielnić, to wyprowadziłam się do innego miasta, tam też otrzymałam pomoc, bo to właśnie ta pomoc musi być.

-- (mustafa):
Tylko skrzypenka, jak inaczej. Tu przecież nikt nie chce sobie podbić ego na czyimś nieszczęściu, tylko realnie pomóc. A że tutaj nie ma innej rady jak po prostu odważyć się i próbować. Tego się nie da nauczyć teoretycznie. Tylko praktyka.


-- (skrzypenka):
Właśnie, dajcie jej hojraki spokój.
Nie pamięta wół, jak cielęciem był?
Każdy ma swoją drogę do usamodzielniania się, taka prawda. Ja codziennie jeżdżę do pracy pociągiem i się nie chwalę, bo chętnie o tym porozmawiam i powiem, co sprawiało mi tródności. Moja dewiza jest taka, że nie ma nic lepszego, gdy 1 niewidomy pokaże drugiemu niewidomemu.
Wiadomo, że się samo nic nie zrobi, trzeba wyjść ze strefy komfortu, ale lepiej pomagać, niż dołować.


-- (Julitka):
Daj jej spokój.
Na początku mojej drogi do usamodzielniania się też był to duży problem dla mnie taka jazda pociągiem. To była pewna bariera do przeskoczenia, wyjście ze strefy komfortu, na które musiałam znaleźć czas, a przede wszystkim - siłę i nastrój. Zwłaszcza, że sory, ale z asystą jest więcej kłopotów, niż pożytku.
Ale po części on ma trochę racji @Monte; jeśli chcesz zacząć swoją drogę, zacznij od pociągu.
No i jeśli będziesz mieć problemy w Warszawie, to napisz do mnie; nie zagwarantuję noclegu i opieki 24/24, ale na pewno coś doradzę. Zresztą, jak mówiłam, Vis Maior ma zakwaterowanie.
-- (Pitef):
A jaki przepraszam jest problem w jechaniu tym Nieszczęsnym Pociągiem? Jeśli do usamodzielniania się podchodzisz w ten sposób, to nie wróżę temu szybkiego sukcesu. Każdy kto chciałby jak najszybciej wyrwać się z domu, mieć tą niezależność i decyzyjność, po prostu wzywa asystę, i nie wzbrania się przed pociągami, bo to trudno, bo nie wygodnie, bo może przegapię, a może ktoś mnie osaczy w przedziale, a może się pociąg wykolei, a może mnustwo innych losowych zdarzeń. Na ten przykład, ja prowadzę generalnie szkolenia na terenie całej Polski. Jeżdżę nie raz z kilkoma przesiadkami, a ten stres, który pojawia się podczas podróży, nie jednokrotnie bardziej motywuje do działania. Jeśli chcesz serio się uniezależnić od matuli czy siostry, która po tobie jeździ, to nie liczył bym, że cię zawiozą. Raczej podchodziłbym na zasadzie Nie to nie, sama sobie poradzę, a wy sobie możecie w buty schować to gadanie. Będzie mi trudno, ale jest to doskonały trening dla mnie samej.

--

--

--

--

--


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2026-04-22 14:37

#1029 mustafa

Nie ma moim zdaniem sensu opisywać tego jak się chodzi z laską. Jej musi ktoś to pokazać. Opisywaniem można zrobić krzywdę, bo inaczej ty rozumiesz to co napisałeś, a inaczej osoba, która z laską się na codzień nie porusza. Inna rzecz, jak powinno się jeszcze to zrobić, a jak wychodzi w praktyce, bo w ciągu tej minuty czy dwuch może się tyle zadziać, że nie będziesz w stanie zrobić tego idealnie jak w opisie.

-- (guliwer):
To jedna rzecz, chociaż to nie aż taki problem, bo wtedy się szuka krawędzi peronu i idzie w zdłuż niego trzymając koniec laski właśnie na tej krawędzi, przynajmniej ja tak robię.
Pitef chyba mało jeździ, albo z jakiś dużych stacji jedynie, bo nie napisał co w przypadku jak jest mało ludzi, albo nikogo i jak nikt nie wysiada. Wtedy zaczyna się zabawa ze znalezieniem drzwi, z dojściem do otwartych drzwi o ile one się otworzą. Nawet jak jest sygnał przy drzwiach to jeszcze trzeba znaleźć przycisk do otwierania. A czasem nie ma też tego sygnału. Na szczęście wtedy często konduktor czy tam kierownik pociągu który sprawdza czy może ruszać i jak widzi że jest z tym problem to podchodzi i pomaga, bo raczej nie da sygnału do odjazdu jak będzie widział że niewidomy stoi z laską przy pociągu, blisko krawędzi peronu.

-- (MarOlk):
No chyba, że to jakiś mały dworzec przed remontem, to z tymi guzkami może być różnie.
-- (Pitef):
No właśnie, a czy masz u siebie kogokolwiek, ogarniającego temat pociągów? Chodzi mi o kogoś, kto jest niewidomy? Nie do końca wiem, z czym był problem. Jeśli obawiasz się wpadnięcia pomiędzy pociąg a krawędź peronu, trzeba sobie wypracować technikę. Powiem może o tym kilka słów. Na peronach zazwyczaj są linie prowadzące, a tóż przed krawędzią, znajdują się takie kuleczki. Stoimi sobie na linii prowadzącej czy tam na polu uwagi przy ławeczce/ wiacie, i czekamy na podjechanie pociągu. Jeśli podjedzie, zazwyczaj słychać, gdzie drzwi się otwierają. Staramy się przejść linią w kierunku drzwi, laska cały czas najlepiej w stałym kontakcie z powierzchnią peronu. Tóż przed drzwiami, staramy się wyczuć sobie końcem lagi krawędź peronu, a drugą ręką, meramy okolice drzwi wewnątrz pociągu w poszukiwaniu uchwytu, który zawsze ale to zawsze tam jest. Trzymając się ręką rórki, sprawdzamy jeszcze raz, gdzie jest ta krawędź peronu, i dosówamy sobie nogę do laski wyznaczającej nam tę krawędź. Odrywamy następnie laskę od peronu, cały czas trzymając uchwyt, i wyczówamy laską krawędź pierwszego stopnia. Drógą nogą podążamy za laską, oczywiście cały czas trzymając się rórki. Dalej już powinno być łatwo. Przy wysiadaniu, cóż. Trzymamy się rórki, i staramy się to zrobić w najniższym/ najdalej wysuniętym jej miejscu. Kolejne kroki to współpraca nóg z laską.

--

--

--


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2026-04-22 14:41

#1030 guliwer

Wiem że nie ma sensu:)
Moja wypowiedź nie miała na celu uczenia itp, była tylko reakcją na post Pitefa który tłumaczył jak on to robi, i zwrócenia jego uwagi na to że o wielu rzeczach nie napisał, i że bezsensu jest takie tłumaczenie.
Poza tym nawet jak się ma plan A, można mieć plan bi i c, ale zawsze może się coś zadziać czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Bardzo ważnym też jest, nie wiem czy ktoś o tym już napisał, że trzeba umieć i nie bać się pytaci prosić o pomoc kogoś obcego, bo wielu niewidomych boi się, albo krępuje zapytać.


-- (mustafa):
Nie ma moim zdaniem sensu opisywać tego jak się chodzi z laską. Jej musi ktoś to pokazać. Opisywaniem można zrobić krzywdę, bo inaczej ty rozumiesz to co napisałeś, a inaczej osoba, która z laską się na codzień nie porusza. Inna rzecz, jak powinno się jeszcze to zrobić, a jak wychodzi w praktyce, bo w ciągu tej minuty czy dwuch może się tyle zadziać, że nie będziesz w stanie zrobić tego idealnie jak w opisie.

-- (guliwer):
To jedna rzecz, chociaż to nie aż taki problem, bo wtedy się szuka krawędzi peronu i idzie w zdłuż niego trzymając koniec laski właśnie na tej krawędzi, przynajmniej ja tak robię.
Pitef chyba mało jeździ, albo z jakiś dużych stacji jedynie, bo nie napisał co w przypadku jak jest mało ludzi, albo nikogo i jak nikt nie wysiada. Wtedy zaczyna się zabawa ze znalezieniem drzwi, z dojściem do otwartych drzwi o ile one się otworzą. Nawet jak jest sygnał przy drzwiach to jeszcze trzeba znaleźć przycisk do otwierania. A czasem nie ma też tego sygnału. Na szczęście wtedy często konduktor czy tam kierownik pociągu który sprawdza czy może ruszać i jak widzi że jest z tym problem to podchodzi i pomaga, bo raczej nie da sygnału do odjazdu jak będzie widział że niewidomy stoi z laską przy pociągu, blisko krawędzi peronu.

-- (MarOlk):
No chyba, że to jakiś mały dworzec przed remontem, to z tymi guzkami może być różnie.
-- (Pitef):
No właśnie, a czy masz u siebie kogokolwiek, ogarniającego temat pociągów? Chodzi mi o kogoś, kto jest niewidomy? Nie do końca wiem, z czym był problem. Jeśli obawiasz się wpadnięcia pomiędzy pociąg a krawędź peronu, trzeba sobie wypracować technikę. Powiem może o tym kilka słów. Na peronach zazwyczaj są linie prowadzące, a tóż przed krawędzią, znajdują się takie kuleczki. Stoimi sobie na linii prowadzącej czy tam na polu uwagi przy ławeczce/ wiacie, i czekamy na podjechanie pociągu. Jeśli podjedzie, zazwyczaj słychać, gdzie drzwi się otwierają. Staramy się przejść linią w kierunku drzwi, laska cały czas najlepiej w stałym kontakcie z powierzchnią peronu. Tóż przed drzwiami, staramy się wyczuć sobie końcem lagi krawędź peronu, a drugą ręką, meramy okolice drzwi wewnątrz pociągu w poszukiwaniu uchwytu, który zawsze ale to zawsze tam jest. Trzymając się ręką rórki, sprawdzamy jeszcze raz, gdzie jest ta krawędź peronu, i dosówamy sobie nogę do laski wyznaczającej nam tę krawędź. Odrywamy następnie laskę od peronu, cały czas trzymając uchwyt, i wyczówamy laską krawędź pierwszego stopnia. Drógą nogą podążamy za laską, oczywiście cały czas trzymając się rórki. Dalej już powinno być łatwo. Przy wysiadaniu, cóż. Trzymamy się rórki, i staramy się to zrobić w najniższym/ najdalej wysuniętym jej miejscu. Kolejne kroki to współpraca nóg z laską.

--

--

--

--



2026-04-22 17:28

#1031 Zuzler

Tak, pytanie to bardzo, bardzo potrzebna rzecz. To jest jedna z podstawowych barier, które trzeba sobie jakoś przepracować i tu, szczerze mówiąc, jakiejś wielkiej filozofii nie ma. Nie spytasz co to za autobus? Dobrze, będziesz stać na przystanku albo wsiądziesz w byle jaki, który wywiezie cię w siną dal. Nie poprosisz obsługi w Żabce o pomoc w zakupach? Dobrze, będziesz stać przy kasie, potrącany przez wszystkich, aż obsługa nie zwróci na ciebie sama uwagi. Ale obsługa zmuszona do zwrócenia uwagi może być dużo dużo mniej przychylna.



2026-04-22 21:21

#1032 Kat

Usamodzielnianie się to nigdy nie jest łatwy temat, niezależnie czy chodzi o pociąg, czy jeszcze jakąś inną czynność. Myślę, że niekiedy samo życie zmusza nas do tego, żeby tę rękawicę jednak podjąć i spróbować się ogarnąć. Trzeba też dość szybko nauczyć się przełamywania własnych oporów, choćby przed pytaniem innych ludzi, czy też w proszeniu o pomoc. Wiadomo, łatwe to nie jest, przyjemne też Nie, ale zgadzam się z @Zuzler: albo spytasz/ poprosisz o pomoc, albo utkniesz w martwym punkcie, czy to na przystanku, albo przed kasą w sklepie. I, żeby nie było, że to wszystko tak łatwo mi się tu pisze: sama mam problem, żeby poprosić o pomoc, i nie chodzi o to, że się boję poprosić, no nie, ja mam inny problem - nie lubię o nią prosić, bo to będzie znaczyło, że poniosłam porażkę, a pewnie jest mnóstwo niewidomych, którzy na pewno sami ogarniają zakupy. Oczywiście na koniec i tak się poddałam i o tę pomoc poprosiłam, bo szlag mnie jasny już trafiał, że niepotrzebnie czas tracę. Inna sprawa, że absolutnie żadna aplikacja do odczytu tekstu w czasie rzeczywistym nie zdała egzaminu, chyba, że to ja nie umiem trzymać telefonu jak należy, bo co z tego, że jakoś ten aparat nakieruję na trzymany w ręce produkt, jak on i tak czyta wszystko, co mu się pod kamerkę nawinie, tylko z pominięciem tego, co trzeba. Ja mam jeszcze to szczęście, że w mojej osiedlowej Stokrotce pracuje fajny i bardzo pomocny personel, który chętnie pomaga.


"Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja."
- Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
2026-04-22 22:18

#1033 balteam

Praktycznie żaden niewidomy sam zakupów w dużym sklepie nie zrobi, po pierwse mało kto chce siedzieć godzinę w sklepie zamiast 20 minut, po drugie zmieniają się produkty, także nie jest tak łatwo je czasami znaleźć.
Polecam z biedry przez glowo duże zkupy robić, a w sklepie po prostu prosić przy kasie o pomoc i tyle. Najlepiej mieć spisaną listę, wtedy zakupy szybko idą, no i zawsze możecie podpytać się kiedy niewarto iść do danego sklepu, bo jest tam dużo ludzi, wtedy też może nikogo zbytnio nie być chętnego do pomocy, jak osoby na kasach zawalone pracą.


Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
2026-04-22 22:37

#1034 Zuzler

Kat, ja też tak trochę mam, tylko w innych sferach. No ale to już inny temat. Tylko chciałam wirtualnie poklepać po plecach i powiedzieć, że nie jesteś sama. :)



2026-04-22 23:36

#1035 skrzypenka

Dokładnie. Ja bardzo się wstydzę pytać i jak muszę, to jestem nieśmiała, ale no, muszę.

-- (Kat):
Usamodzielnianie się to nigdy nie jest łatwy temat, niezależnie czy chodzi o pociąg, czy jeszcze jakąś inną czynność. Myślę, że niekiedy samo życie zmusza nas do tego, żeby tę rękawicę jednak podjąć i spróbować się ogarnąć. Trzeba też dość szybko nauczyć się przełamywania własnych oporów, choćby przed pytaniem innych ludzi, czy też w proszeniu o pomoc. Wiadomo, łatwe to nie jest, przyjemne też Nie, ale zgadzam się z @Zuzler: albo spytasz/ poprosisz o pomoc, albo utkniesz w martwym punkcie, czy to na przystanku, albo przed kasą w sklepie. I, żeby nie było, że to wszystko tak łatwo mi się tu pisze: sama mam problem, żeby poprosić o pomoc, i nie chodzi o to, że się boję poprosić, no nie, ja mam inny problem - nie lubię o nią prosić, bo to będzie znaczyło, że poniosłam porażkę, a pewnie jest mnóstwo niewidomych, którzy na pewno sami ogarniają zakupy. Oczywiście na koniec i tak się poddałam i o tę pomoc poprosiłam, bo szlag mnie jasny już trafiał, że niepotrzebnie czas tracę. Inna sprawa, że absolutnie żadna aplikacja do odczytu tekstu w czasie rzeczywistym nie zdała egzaminu, chyba, że to ja nie umiem trzymać telefonu jak należy, bo co z tego, że jakoś ten aparat nakieruję na trzymany w ręce produkt, jak on i tak czyta wszystko, co mu się pod kamerkę nawinie, tylko z pominięciem tego, co trzeba. Ja mam jeszcze to szczęście, że w mojej osiedlowej Stokrotce pracuje fajny i bardzo pomocny personel, który chętnie pomaga.

--


Große Operndiva?
2026-04-23 05:16

#1036 Julitka

Matko, ludzie, ja w ogóle nie robię zakupów w sklepach, nawet typu Żabka. Raz, dawno temu, miałam bardzo nieprzyjemną sytuację w takim miejscu i tak to we mnie zapadło, że na ten moment mojego życia po prostu nie chcę powtórki. Tak już mam i akceptuję to. Co innego w piekarni, w której chociażby samemu nie sięga się po produkty, a droga do kasy jest prościutka. Także też Was klepię po pleckach.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2026-04-23 09:02

#1037 Pitef

Możesz napisać coś więcej o tej przykrej sytuacji? Może uda się nam ją jakoś wytłumaczyć/ przekonać cię do większej aktywności w kwestii zakupów?


Sygnatura? A co to jest i do czego :D
2026-04-23 09:03

#1038 Julitka

Nie ma takiej potrzeby i też za bardzo opcji, bo w mojej okolicy obecnie są tylko Żabki, a w Żabkach, jak to w Żabkach, wciąż się coś dzieje, a kasjer tylko jeden na sklep cały. Kiedyś po prostu byłam w już nieczynnym ABC, była to moja pierwsza wyprawa po zakupy większe i to w nowe miejsce, bo tam teoretycznie obsługa była bardzo miła, ale akurat wtedy był jeden kasjer, który odmówił mi pomocy, bo nie dawał rady. Był uprzejmy, ale mnie to zabolało, zresztą widział to cały sklep. Potem często po pojedyncze rzeczy chodziłam do innego miejsca i to była loteria, bo pracowały dwie kasjerki - jedna przemiła, druga po prostu zołzowata. Więc wydaje mi się, że jeśli otworzyłby się punkt, w którym wiedziałabym, że jest miła obsługa, to chodziłabym bez problemu. Ale po co chodzić do Żabki, skoro jest Żabka Jush, a hotdogów stamtąd i tak nie jem? :)


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2026-04-23 09:08

#1039 Pitef

No cóż. W tego rodzaju temacie, staram się zazwyczaj uświadomić, że pani sprzedawczyni/ pan sprzedawca właśnie ma obowiązek pomóc osobie ze szczegulnymi potrzebami. Żeby była jasność. Nie robię tego na chama i nie grzecznie, ale staram się to zwyczajnie tłumaczyć podpierając argumentami. Jeśli jest kolejka, to czekam na boczku, i podchodzę albo jak już nikogo nie ma, albo w momencie, kiedy zostanę poproszony przez obsługę. Zawsze oczywiście jestem nadwyraz miły, mam tendencje do dofcipów i w na ten moment 100% miejsc w których zakupy robię, jest to odbierane bardzo bardzo pozytywnie. Nie raz np. żartobliwie jednej czy drugiej panience za kasą potrafię powiedzieć, że normalnie za taką profesjonalną i cierpliwą obsługę jakieś ładne kwiatuszki się należą, a i kawkę jednej pani z automatu żabpkowego postawiłem, tak że myślę, iż nie ma co się poddawać po pierwszym razie i zniechęcać się do zakupów. Osobiście wychodzę z założenia, że my niewidomi, tak jak osoby na wózkach i o kulach, czy tam z innymi niepełnosprawnościami, powinniśmy jak najczęściej właśnie wychodzić z tej strefy własnego komfortu. Wychodzę zwyczajnie z założenia, że mogę kiedyś zostać sam sobie, i będę musiał sobie ze wszystkim lepiej lub gożej poradzić. Z chęcią więc naprawiałem z ojcem samochody, składałem od dzieciaka komputery, wymieniałem butlę z gazem w domostwie rodzinnym, przekopywałem ogródek, rozstawiałem wielki basen i składałem go na zimę, wszelkie meble/ mebelki/ krzesełka/ stoliki i inne pierdoły skręcałem. Ojciec nigdy mnie nie izolował od takich rzeczy. Mama natomiast na moją prośbę uczyła jak składać ubrania, jak wieszać pranie, jak dobrze i efektywnie czyścić meble/ odkurzać, jak zmywać, jak przebierać pościel, jak czyścić kibel i inne łazienkowe armatury, jak czyścić kuchnię, jak kroić warzywa i tp. Tras też się uczyłem z bratem, potem z rodzicami a na końcu z nauczycielką ze szkoły. Co do tej butli z gazem: Miałem 12 lat, ojciec kazał przynieść i wymienić. Idę do komórki, tam na podłodze 5 wielkich skrzyń z narzędziami, z lewej regał, z prawej 2 rowery, przejść nie za bardzo komfortowo dało radę, pod sufitem zwisające jakieś metalowe elementy, węże, kable i przedłużacze, a butla z gazem zawieszona praktycznie pod sufitem tak, że jej dno miałem nad głową. Uwierzcie mi, godzinę się męczyłem, ale powiedziałem sobie, że ją zdejmę. Całą pełną butlę z gazem, jako 12 letni szczyl, musiałem się z ową butlą wytarabanić z komórki, zanieść do domu, odłączyć starą, wymienić uszczelkę, podłączyć nową, i zanieść do komórki starą/ powiesić ją na tym samym chaku. Nikt się nade mną nie spuszczał, nie było litości i głaskania po główce i buzi. Rodzice, co by o nich nie mówić, nie wykształceni ludzie, mający stricte chłopskie podejście do wychowania, wychowywali mnie w myśl jednego zdania: Kopa w dupę, i wypier****j do roboty. Za to, za co kiedyś ich nienawidziłem, teraz kocham jak szalony, bo ciężko mi znaleźć w życiu na ten moment sytuację, w której lepiej lub gożej bym sobie nie poradził.


Sygnatura? A co to jest i do czego :D
2026-04-23 09:45

#1040 balteam

Pod kątem prawnym akurat nie jestem pewien czy ma obowiązek ktoś na kasie nam pomóc, no ale miło by było.


Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
2026-04-23 09:59