Kochani, ja trochę przed tym uciekłam. Ale co ciekawe, tego nie próbowali robić rodzice. Bardziej moje ówczesne otoczenie, szkoła. W podstawówce i gimnazjum rzeczywiście byłam maskotką. W liceum trochę też, ale zaczęło się sypać pod koniec. Chwała Bogu, że mi się tak w pewnym momencie wszystko wykrzaczyło, bo nie wiem kim bym była teraz.
A to głównie od szkoły i nauczycieli zależy. W Bydgoszczy jak zauważyli super umiejętności lubili z dzieciaków robić takie maskotki. Pamiętam jak dziewczyna z mojej klasy zajęła pierwsze miejsce w czytaniu i to jakimś konkursie ogólnopolskim i było to meega wydarzenie. W następnym roku zmieniła szkołę, ciekawe dlaczego. W Łodzi nie zaobserwowałem tego zjawiska.
Występowało ono w Łodzi i miało moją postać i moje warkoczyki. Niestety. Dlatego sprzeciwiano się mojemu odejściu stamtąd. Między innymi. -- (misiek): A to głównie od szkoły i nauczycieli zależy. W Bydgoszczy jak zauważyli super umiejętności lubili z dzieciaków robić takie maskotki. Pamiętam jak dziewczyna z mojej klasy zajęła pierwsze miejsce w czytaniu i to jakimś konkursie ogólnopolskim i było to meega wydarzenie. W następnym roku zmieniła szkołę, ciekawe dlaczego. W Łodzi nie zaobserwowałem tego zjawiska.
Ze mnie takiej nie robiono, bo raz, że bardziej wystawowymi i pokazowymi niewidomusiami były dwie koleżanki 3 klasy wyżej będące, o ile dobrze pamiętam, to jeszcze i w mojej klasie były osoby bardziej pchane gdzie się dało. W sumie nie żałuję.
Ja nie wiem, czy żałuję, czy nie, dawno to trochę było, ale denerwowało mnie to,bo wystąp tu, zaśpiewaj tam, pojedź tam i tak dalej, a przecież miałam naukę jeszcze. Jednak z drugiej strony, na samym początku, podbudowało to trochę moją wartość siebie, bo przyszłam do Łodzi z Lasek, w któych nawet mi nie pozwalali spełniać moich marzeń, a w Łodzi zaczęłam je spędzać i z mierniej uczennicy stałam się taką dobrą, bo nikt na mnie nie krzyczał, dał mi ktoś szanse, zainwestował we mnie swój czas. To mi pomogło, a dalej to już mnie męczyło, że muszę być tu i tam.