Hm.... Za moich czasów w Owińskach, to był Ośrodek, jak ośrodek. Ja jestem zadowolony, bo mnie nauczył najpierw chodzenia o kulach, odpowiedzialności, odwagi, a przede wszystkim samodzielnego poruszania się mimo tego, że samodzielek nie miałem do końca.
W owińskach Pan Reforma Wychowania Młodzierzy w Siódmej grupie wymyślał takie rzeczy, które potem nikomu nie przyszły by do głowy. Kiedyś na małej stołóce jak była chyba kolacja, jakiś wychowawca się go spytał, - Czy nie boicie się tak chodzić po schodach z balkonikiem?
Ot chodzenie po schodach z balkonikiem i to zarówno w dół, jak i w górę. Z jedzenia raczej wszystko jadłem, chociaż zup mlecznych: makaronu, kaszy manny, i zacierki nienawidziłem. A no i na kolacje chyba w niedziele były Parówki i ich też nie lubiłem, bo po pierwsze śmierdziały, a po drugie były jakieś takie bez smaku i nawet kopa keczupu nie wiele pomagała. Co do pizzeri, to na początku nie do pomyślenia było że pizza by przyjechała. To dopiero gdy byłem w Lod ,to zdarzało się.
I oczywiście nie jest tak, że wszystko spoko, bo jedna historia zapadła mi w głowę, kiedy to, Obywatel C miał nockę, a ja nie zdążyłem się ogarnąć przed ciszą nocną, to wparował do dyspozytorni, jak zawsze, i zobaczywszy mnie myjącego się wpadł w furię i zaczął się drzeć:
Kończ się myć, chowaj kutasa i do łóżka, a jutro do Dyrektora”
Spokojnie na to, odpowiedziałem wtedy
Ale ja nie mam niczego na k, może ktoś inny tu jednak ma. -
Nie zapomnę nigdy, jak on się wtedy zagotował.
Inną sytuacją której nie chciałbym pamiętać, to jak przed matórą na kilka miesięcy, mój wychowawca w internacie rozpętał „powstanie warszawskie”. To oczywiście przenośnia, ale było strasznie gorąco. Na szczęście wyrobiona opinia w szkole o mnie, nic jemu nie pomogła, nic nie mógł na to poradzić, że roznosiło go na każdej radzie pedagogicznej, gdy przychodziło do omawiania moich osiągów. W sumie mało brakowało, i pewnie wpłynął by na kogo trzeba żeby mnie usunęli z internatu, no ale szkoły opinia mnie uratowała.