Środowisko niewidomych

Co jest dla Was najtrudniejsze w Waszej niepełnosprawności?

Started by Monia01 106 posts last post 29 days ago Page 5 of 6

#81 2 likes

Ale to chyba nie zależy od wzroku lub jego braku. :)
-- (Monte):
Ludzie ze słuchawkami na uszach. Są w swoim świecie i nie odpowiedzą, kiedy zapyta ich się o coś.

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#82 Edited

Nie miałaś tak, Julito, że nie wiem, pytasz kogoś o coś, a on w słuchawkach ledwo Cię rejestruje, a co dopiero, żeby odpowiedział? A jakby tak widzieć, to można by po prostu do takiego nie podchodzić.

#83 Archived

Przecież Julicie chodziło o to, że niewidomym też zdaża się założyć słuchawki i wtedy tym bardziej można do nich mówić, a tu dupa bo nawet nie zobaczy jak ruszasz ustami.

#84

Po mojemu raczej o to, że ich istnienie albo irytacja, że tak jest nie ma wiele wspólnego z samym widzeniem. I tu się zresztą zgadzam, nie ma. Ale reszta jak wyżej.

#85 1 like Edited

Nie @mustafa, nie o to. O to, że ludzie słuchawkujący to jest po prostu plaga. Owszem @zuzler, pewnie i miałam takie sytuacje, chociaż nigdy jeszcze nie zarejestrowałam, żeby delikwent był w słuchawkach. Ale ponieważ zjawisko występuje w stopniu irytującym jako takie, bez elementu wzroku, to tak napisałam. Bo na to wszyscy się generalnie skarżą.-- (mustafa):
Przecież Julicie chodziło o to, że niewidomym też zdaża się założyć słuchawki i wtedy tym bardziej można do nich mówić, a tu dupa bo nawet nie zobaczy jak ruszasz ustami.


--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#86 2 likes

Wiecie co? Ten wątek dodał mi wiele otuchy.
Jest dosyć okrutny, szczery i prawdziwy, ale wiedza, że nie jestem z tym gównem sam, a społeczne kwestie zawsze sprawiały mi dużo przykrości, bo czasami nawet spaceru nie mogę sobie odbyć bez ludzi, którzy się narzucają, a kiedy są potrzebni, to mnie ignorują sprawia, że czuję się po prostu lepiej. Łatwiej mi to zaakceptować, a przynajmniej w teorii.
Wszystko, co tu było powiedziane w jakiś sposób mnie dotyczy, więc nie będę powielał, ale dodam może tylko, że męczy mnie udowadnianie czegokolwiek. Rozmowa z większością taksókaży, ludzi, którzy pytają, czy nie widzę od urozenia, jak sobie radzę, etc. A tak w gruncie rzeczy te rozmowy nie mają znaczenia, bo i tak ludzie będą patrzeć przez pryzmat niepełnosprawności, a ja bym wolał pogadać o muzyce, o sporcie, czy o dziewczynach XD.
Czy jadę sam, czy z kumplami i muszę mówić lub słyszeć to samo, bo każdemu trzeba tłumaczyć, wyjaśniać, odpowiadać. Nie grzecznym byłoby zapewne stwierdzenie, że nie chce mi się o tym gadać, a jest to jakby nie patrzeć swego rodzaju furtka do kontaktu z losowymi, nowo poznanymi osobami.
Senter San

#87 1 like

Jeśli o mnie chodzi, to lista jest długa, jednak chyba najbardziej dobija mnie ta ciągła zależność od pomocy innych. Poza tym są również takie drobne, chodź stresujące sytuacje, jak np. gdy jestem w sklepie z osobą widzącą, a ona oddala się na chwilę, żeby po coś pójść. Często zdaża się wtedy, że ktoś prosi, żebym się przesunęła, a ja nie wiem, w którą stronę. Kolejną taką sytuacją jest dla mnie bycie pozostawianą bez słowa, w trakcie rozmowy. Często doświadczałam tego w szkole. Mówiłam do kogoś i dopiero cisza uświadamiała mi, że zostałam sama. To było strasznie żenujące.

#88 1 like

Z tego typu sytuacjami da się częściowo oswoić. Ja już nie traktuję ich tak, jak kiedyś traktowałam.
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#89 2 likes

Do leżącej obok Ciebie kupy tez się przyzwyczaisz. Ba, po jakimś czasie nawet przestaniesz czuć, że śmierdzi.

#90

Dokładnie. :)
-- (Zuzler):
Do leżącej obok Ciebie kupy tez się przyzwyczaisz. Ba, po jakimś czasie nawet przestaniesz czuć, że śmierdzi.
--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#91 1 like

@pati98 U mnie z tymi sklepami podobnie. Choć bardziej wygląda to w ten sposób, że ktoś obcy pyta mnie coś w stylu: "ty tutaj stoisz"? a mnie dosłownie na moment zatyka, i głupiejąc z tego stresu z niewiadomych powodów nie jestem w stanie wydukać z siebie choć by źdźbła sensownego słowa. A jeśli chodzi o zależność od innych, to chyba już przywykłem do tego, że czasem trafi się sytuacja, gdzie trzeba poprosić o pomoc. Niestety do czasu, gdy nie byłem wpełni samodzielny nie było to łatwe. Obecnie stresuję się tym, na kogo trafię, i czy w ogóle, natomiast nie wzbrania mnie to przed tym, żeby do kogoś zagadać w razie potrzeby. Ale doskonale rozumiem twoje obawy, bo podejrzewam, że gdyby życie nie zmusiło mnie do większego usamodzielnienia się, niż do tychczas ustawa przewidywała, to myślał bym raczej podobnymi kategoriami. Ba. Nawet za specjalnie, to ja bym nie chciał przynajmniej przez kilka najbliższych lat zamieniać ciepłego rodzinnego domu na samodzielne mieszkanie za wszelką cenę. Bo poza tym, że brakowało w tym wszystkim samorozwoju to nie było mi źle.
Wilcze oczy, wielkie gardło, co zobaczy to by zjadło.

#92

Ja akurat tej pomocy potrzebuję dość sporo, a i tak mnie to frustruje. Ciężko się w pełni do tego przyzwyczaić. Jednocześnie trudno znaleźć motywację do tego by się w pełni usamodzielnić.

#93 5 likes

Też byłem sfrustrowany tym, że inni robią więcej ode mnie, a ja jestem taaaki malutki, i w sumie w moim mniemaniu niczego nie potrafię. Odkąd się jakkolwiek usamodzielniłem stosuję wobec siebie taktykę dążenia do konkretnych rzeczy bez wyrzucania sobie tego, w jaki sposób coś zrobiłem. Najważniejsze, że dojechałem, że mam zakupy, obiad, i pozałatwiane sprawy. A to, że zamiast wsiąść w autobus wybrałem sobie do tego celu taksówkę, albo poprosiłem ludzi żeby mi pomogli, nie jest niczym uwłaczającym.
Wilcze oczy, wielkie gardło, co zobaczy to by zjadło.

#94 1 like

Też czasem tak myślę. A czasem siedzę i myślę, że to takie upokarzające...
-- (djdenismusic):
Najważniejsze, że dojechałem, że mam zakupy, obiad, i pozałatwiane sprawy. A to, że zamiast wsiąść w autobus wybrałem sobie do tego celu taksówkę, albo poprosiłem ludzi żeby mi pomogli, nie jest niczym uwłaczającym.
--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

#95 1 like

Ja jednak jeszcze patrzę na aspekt finansowy. Autobusem pojadę za darmo. Może z większym wysiłkiem, jeśli chodzi o drogę w nieznane, ale jednak za darmo. Uber, Bolt czy inne Taxi kosztować potrafią i to w moim przypadku, w przypadku moich konkretnych potrzeb niekiedty powyżej 50 ZŁ/ kurs.
Sygnatura? A co to jest i do czego :D

#96 1 like

A do Ciebie @Pati98. Jeśli chciałabyś nabrać jakiejś motywacji, jeśli chciałabyś odkrywać aspekty samodzielnościowe o których mogłaś do tej pory nie mieć pojęcia, zapraszam nieskromnie do siebie, pisz,, pytaj, będziem radzić.
Sygnatura? A co to jest i do czego :D

#97 2 likes

Julitko, nie myśl w ten sposób. Denis ma rację, nie jest naistotniejsze, jaką drogą osiągniesz cel, ważny jest efekt końcowy. Czyż ludzie widzący dla wygody nie korzystają z taksówek albo nie zamawiają jedzenia zamiast sami gotować. Natomiast jeśli chodzi o argument oszczędzenia- no tak, niby można pojechać za darmo autobusem, ale ile się człowiek nastresuje... i po co to komu
-- (Julitka):
Też czasem tak myślę. A czasem siedzę i myślę, że to takie upokarzające...
-- (djdenismusic):
Najważniejsze, że dojechałem, że mam zakupy, obiad, i pozałatwiane sprawy. A to, że zamiast wsiąść w autobus wybrałem sobie do tego celu taksówkę, albo poprosiłem ludzi żeby mi pomogli, nie jest niczym uwłaczającym.
--
--
W Twoich ramionach znajdę port, dla Ciebie będę bezpieczną przystanią, by nasz wspólny statek przetrwał każdy rejs i każdą burzę.

#98

Ok, dzięki.A do Ciebie @Pati98. Jeśli chciałabyś nabrać jakiejś motywacji, jeśli chciałabyś odkrywać aspekty samodzielnościowe o których mogłaś do tej pory nie mieć pojęcia, zapraszam nieskromnie do siebie, pisz,, pytaj, będziem radzić.
--

#99 2 likes

Każda skrajność jest kiepska. Jeżdżenie taksówkami jest łatwiejsze, przyjemniejsze, szybsze i wygodniejsze w ogóle. Ale potem taksówka Cię wywiezie w miejsce, z któego taksą już nie wrócisz, bo uberek nie przyjedzie, a przystanek ejst 800 metrów dalej, i jak niesamowicie stresujące to będzie doświadczenie, jak ktoś jeżdżący 10 lat taksówką nagle się znajdzie w sytuacji, któej przez ostatnie 10 lat unikał...

#100 1 like

@zywek przytoczona przez ciebie sytuacja też jest bardzo skrajna. Masz tego świadomość?
przecież jeżeli jedziesz gdzieś na zadupie, gdzie potencjalnie sam sobie nie wrócisz, to planujesz sobie taki scenariusz przed podróżą.
Raczej tam, gdzie taksówka nie dociera autobus też nie dojedzie, więc tak czy srak będziesz musiał sobie to ogarnąć na etapie planowania podróży.
A to, że ktoś za wszelką cenę będzie sobie generował na siłę dodatkowe jedyne słuszne dla niektórych superhiper bohaterów komplikacje, nie zrobi z niego kolejnego super hiper bohatera, bo niestety w naszym przypadku każdy z nas ma inne zdolności do ogarniania przestrzeni.
Wilcze oczy, wielkie gardło, co zobaczy to by zjadło.