@Julitka, ale jeśli mam ją przy sobie, to wtedy kiedy jest konieczność, mogę zacząć jej używać. Zwykle idąc z zaufanym przewodnikiem mam laskę złożoną, i zawieszoną na nadgarstku, więc rozpoczęcie jej używania może mi zająć jakieś trzy sekundy.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
No oby, oby. Ja wolę ułatwić życie sobie i przewodnikowi, a nie z lenistwa i wstydu chować głowę w piach, tzn. laskę gdzie bądź. -- (balteam): Wszystko może, ale szansa na to 1 do 10000, więc przeżyję jak się trafi.
Ale w sumie nigdy nie wiesz, kiedy serio jest potrzebna. Bo owszem, trudniejsze fragmenty sama wyczujesz, ale zwykle już wtedy, gdy jest za późno, a dziwnych spojrzeń już nie zauważysz. -- (lwica): @Julitka, ale jeśli mam ją przy sobie, to wtedy kiedy jest konieczność, mogę zacząć jej używać. Zwykle idąc z zaufanym przewodnikiem mam laskę złożoną, i zawieszoną na nadgarstku, więc rozpoczęcie jej używania może mi zająć jakieś trzy sekundy.
Osoba myśląca i z wyobraźnią, czytaj dobry przewodnik poprowadzi wszędzie, nawet i w dużym tłoku. A co do spojrzeń, to ludzie zawsze się gapią na to, co inne, a na białą laskę w szczególności. Jeśli idę z zaufanym przewodnikiem, nie używam.
Po za tym podczas chodzenia z przewodnikiem ważna jest właściwa komunikacja. Jeśli na przykład ktoś daje mi znak ręką, za którą go trzymam, żebym schowała się za niego, bo jest ciasno i trzeba kogoś wyminąć to ja to robię, zwalniamy nieco i przechodzimy bez przyhaczania innych, a z taką laską, jak wyraźnie sygnalizuję, żeby każdy mnie omijał, to z całym szacunkiem, ale czuję się jak przysłowiowa, święta krowa, której każdy musi schodzić z drogi.
A nie, to ja nie mam rozkmini w stylu schodzą mi,bo jestem święta korwa, po prostu czasami nie chce mi się jej brać, z lenistwa, z tego, że ufam przewodnkowi, a jak nie ufam, to wezmę. Jak już też było pisane, wszystkozależy od sytuacji.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
eej dokładnie. czytam tego twojego wpisu, i totalnie się w nim widzę. -- (Krzycha): Po za tym podczas chodzenia z przewodnikiem ważna jest właściwa komunikacja. Jeśli na przykład ktoś daje mi znak ręką, za którą go trzymam, żebym schowała się za niego, bo jest ciasno i trzeba kogoś wyminąć to ja to robię, zwalniamy nieco i przechodzimy bez przyhaczania innych, a z taką laską, jak wyraźnie sygnalizuję, żeby każdy mnie omijał, to z całym szacunkiem, ale czuję się jak przysłowiowa, święta krowa, której każdy musi schodzić z drogi.
Moi rodzice i brat to bardzo myślące osoby, zaufane i z wyobraźnią, a jednak nie mogłabym z nimi chodzić bez laski. Ułatwiam życie nie tylko sobie, ale też im. Nie musza wszyscy mi schodzić z drogi, wystarczy, by wiedzieli, dlaczego tarasujemy dość wąskie przejście we dwoje. -- (Krzycha): Osoba myśląca i z wyobraźnią, czytaj dobry przewodnik poprowadzi wszędzie, nawet i w dużym tłoku. A co do spojrzeń, to ludzie zawsze się gapią na to, co inne, a na białą laskę w szczególności. Jeśli idę z zaufanym przewodnikiem, nie używam.
Dokładnie tak, Julitka Like. Ja takoż biorę ze sobą, nawet jeśli jest to osoba doświadczona :P ekhmmm. Chodzi o oriętację - no wiecie no. Przestrzenną no tą orientację. Chodzi tu m.in. o to, że kilka razy noga spadła mi z krawężnika, a co za tym idzie, do tej pory mam problem z kostką tak lewej jak i prawej nogi. Zraziłem się do bliskości krawężników/ uskoków terenu, dlatego nawet jak ide z kimś bliskim, asekuruję się z tej lewej strony czy tam prawej, zależy jak idziemy. Odstępstwem od powyższej reguły jest moja dziewczyna. Z nią pujdę wszędzie i jeszcze dalej nie myśląc wtedy o asekurowaniu się białym badylem.
Ja nawet z osobą tak zaufaną lubię mieć laskę, bo często się śpieszymy, zagadamy, ona czegoś nie zauważy, zagapi się, a potem oboje mamy problem. -- (Pitef): Dokładnie tak, Julitka Like. Ja takoż biorę ze sobą, nawet jeśli jest to osoba doświadczona :P ekhmmm. Chodzi o oriętację - no wiecie no. Przestrzenną no tą orientację. Chodzi tu m.in. o to, że kilka razy noga spadła mi z krawężnika, a co za tym idzie, do tej pory mam problem z kostką tak lewej jak i prawej nogi. Zraziłem się do bliskości krawężników/ uskoków terenu, dlatego nawet jak ide z kimś bliskim, asekuruję się z tej lewej strony czy tam prawej, zależy jak idziemy. Odstępstwem od powyższej reguły jest moja dziewczyna. Z nią pujdę wszędzie i jeszcze dalej nie myśląc wtedy o asekurowaniu się białym badylem.
O nieee, moi zaufani przewodnicy się nie zagapiają. Serio, nie zagapiają się. A nawet jeśli, to jestem dość sprawna fizycznie i elastyczna, by sobie poradzić z jakimś zejściem z krawężnika, ocieraniem się o słupki, które zresztą sama mimowolnie nieraz zauważam, idąc z kimś i jestem się czasem w stanie na czas osłonić, jeśli zajdzie potrzeba.
mam dokładnie tak samo, jeśli ktoś jest zaufanym przewodnikiem, to wiem, że w nic mnie nie wprowadzi, chociaż u mnie też pewnie dochodzi to, że korzystam z resztek wzroku, więc to co mam na wysokości twarzy, albo troszkę wyżej lub niżej zauważę, ale schodów czy innych krawężników nie mam szans, więc opieram się na zaufaniu i wyczuwaniu ich. Sądzę że trudno jest się odprężyć, jeśli się idzie, i ciągle kontroluje otoczenie, bo może ktoś akurat czegoś nie zauważy. WIadomo, że jak trzeba to trzeba, ale jest dużo momentów, w których nie ma takiej konieczności.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Ależ wy głupstwa opowiadacie. A potem się właśnie zatrzymuje taki niewidomiarz przeklęty jeden z drugim, przewodnik idzie się gdzieś szybko rozejrzeć, np. w jakimś sklepie, a jeden z drugim debil niewidomy nie ptrafi przejść z jednej krawędzi peronu na drugi, bo biedak nie wziął ze sobą laski do pociągu, bo przecież mnie łodbioro, to po co będę brał cokolwiek, a jak widzę choć troszeczkę to już w ogóle, często jest tak, że laska ułatwia, i musi być koniecznie rozłożona, szczególnie jak idę z kimś nie do końca widzącym, ale jednak widzącym. W galeriach handlowych najczęściej, dworcach czy innych takiego typu większych zbiorowiskach, jak np. autobus także. Co, jedna z drugim będziecie macać ludzi w autobusie w poszukiwaniu barierki ręcyma? A potem widzi się takiego jednego z drugą idiotę na mieście, który wiecznie na kogoś wpada, a przewodnik tylko z rządzą mordu w oczach prowadzi taką fajtłapę.
Ale po co zaraz z takim buldożerem na nas wyjeżdżać? Każdy sobie wybiera to, co chce i to, co w jego indywidualnym przypadku najlepiej się sprawdza. Ja chodząc z przewodnikiem bez lafiryndy na nikogo nie wpadam i nie sądzę, żeby Adela czy Zuzanna to robiły, bo wprawdzie żadnej nie spotkałam osobiście, ale z tego, co obserwuję, są to kobitki bystre, ogarnięte i z niezłym refleksem, a to na pewno na orientację się również przekłada. Konieczność rozłożenia laski dopuszczam, ale jedynie podczas wyjścia z jakąś widzącą niedorajdą, co praktycznie się nie zdarza, bo takich osób staram się unikać. Barierki zawsze szukam ręką i nie wyobrażam sobie jak inaczej można by tego dokonać. No chyba, że liczysz na to, że jeśli trzymasz laskę w ręku, będziesz miał cały autobus na usługi. Ja tak nie uważam. Nikt nie ma obowiązku nam pomagać, ani ustępować miejsca, czy to siedzącego, czy stojącego i to jest tylko ludzka dobra wola, a laska w ręku żadnej gwarancji na pomoc nie daje. Kiedyś jechałam w tak jebitnym tłoku, że szpili nie szło włożyć, sama; oczywiście miałam laskę i co z tego? Każdy patrzył na siebie i gdybym nie poprosiła o wskazanie barierki, to z pewnością przy dobrych wiatrach klapnęłabym na dupsko.
Nie, nie, laska trzymana w ręce daje sygnał innym, że osoba jest niewidoma i nieważne, że jest prowadzona, ludzie po prostu bardziej uważają, schodzą z drogi no i też tak nie fukają jak się ich trąci. Dodatkowo badziej w rpzypadku kiedy to przedstawiciel płci męskiej prowadzi również samca nie wyglądają jak para gejów, o co niejednokrotnie byłem posądzony z moim przewodnikiem kiedy właśnie miałem schowaną lagę
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Zależy jak leży. Z kimś kumatym i zaufanym to nie używam, ba, nawet nie mam przy sobie, co może być w końcu zdradliwe, ale cóż. Tak mam po prostu, że wiem czego się mogę spodziewać po poszczególnych znajomych osobach. Czasem zdarza mi się wyjść z kuzynem do lasu. Oczywiście w takie chaszcze laski nie zabieram, natoiast często zdarza mi się używać jakiejś znalezionej gałęzi, nawet po to żeby ułatwić sobie łażenie po różnych chaszczach i wądołach. Tak, mam również problemy ortopedyczne. Natomiast idąc z przypadkowym przewodnikiem lub kimś nawet znajomym, ale z którym rzadko chodzę to kij musi być.
This site uses cookies to enhance your experience.