Brak kontaktu ze środowiskiem i jego negatywne skutki społeczne.
Wróć do Środowisko niewidomych#61 Zuzler
A dlaczego miałby być to problem? To zwykła kultura przecież wymaga, by człowiek poproszony o nie darcie się, nie szeleszczenie czymś tak głośno, nie mlaskanie itp. przestał to robić. Tak samo niczym niezwykłym dla ludzkości nie jest zrozumienie, gdy ktoś powie "sorry, ja z Wami na balety nie pójdę, nie czuję się dobrze w takich miejscach".
#62 Zuzler
Wróć - nie powinno być. To również przejaw kultury, a przede wszystkim tolerancji.
#63 misiek
Tylko ciekawe, że w naszym środowisku jakoś bardziej się to uaktywnia i to my marudzimy w kółko nie lubimy takich i takich dźwięków, nie lubimy głośnej muzyki etc. Ludzie to normalnie się bawią, imprezują, pracują z takim czymś jak wiertarka na codzień i jakoś nie słyszę, by użalali się nad sobą. Tylko zawsze my mamy jakieś wytłumaczenia na takie sytuacje.
#64 Julitka
@Misiek Mamy, bo jesteśmy wrażliwsi na dźwięki. Taka natura, może nawet w en sposób ukształtowany system nerwowy. Nie mam zamiaru przyznawać, że marudzę z jakiegokolwiek powodu, jeśli po prostu czegoś zwyczajnie się boję i już.
#65 agnieszka Konto zarchiwizowane
Na pewno nie łączyła bym tych 2 kwestii, czyli problemów z przebywaniem w hałaśliwych miejscach z brakiem chęci spędzania czasu, nawet bawienia się poza domem. Piszę, bo gdzieś od tego zaczęła się dyskusja, a przecież możemy być na bardzo głośnej domówce, pośród wrzeszczących ludzi, albo zrobić sobie wypad do spokojnego lokalu, albo w plener, jakiś piknik to też super rzecz :) Wszystko zależy od naszych upodobań :) ale najważniejsze, że są możliwości.
#66 Krzycha
Ale my bazujemy przecież na tym słuchu i głośne dźwięki zaburzają nasze funkcjonowanie zwłaszcza w gorzej znanym miejscu. Widzącym hałas tak nie przeszkadza, bo do codziennego funkcjonowania w dużej mierze wykorzystują wzrok. Chociaż też znam wielu, którzy zwyczajnie nie lubią.
-- (misiek):
Tylko ciekawe, że w naszym środowisku jakoś bardziej się to uaktywnia i to my marudzimy w kółko nie lubimy takich i takich dźwięków, nie lubimy głośnej muzyki etc. Ludzie to normalnie się bawią, imprezują, pracują z takim czymś jak wiertarka na codzień i jakoś nie słyszę, by użalali się nad sobą. Tylko zawsze my mamy jakieś wytłumaczenia na takie sytuacje.
--
#67 balteam
No, jak by widzący mnieli bawić się bez wzroku jak my bez uszzu, to pewnie też sporej części by przeszkadzało.
#68 djdenismusic
Z jednej strony nie ma co się dziwić, bo słuch, to tak naprawdę nasze najlepsze źróło orientacji. Tak samo jak wzrok dla widzących. Wystarczy takich wpuścić o ciemnego pomieszczenia, i już wariują. Coś o tym wiem. :P
#69 agnieszka Konto zarchiwizowane
Inna percepcja, to jasne. Najważniejsze, że nie ma to jakiegoś znaczącego wpływu na kontakty społeczne :)
#70 Julitka
@Agnieszka Trochę ma, przynajmniej u mnie. Na głośnej imprezie jestem dużo bardziej zdezorientowana i mniej aktywna.
#71 djdenismusic
Ja też zdecydowanie wolę domówki od imprez w miejscach, po których średnio będę się poruszał bez grupki znajomych. Jedyne, czego nie rozumiem to przesadyzmy w stylu przeszkadzający dźwięk wiertarki u sąsiada XD
#72 Julitka
@Denis Wiesz co, ja się niektórych dźwięków akurat zwyczajnie boję. Jestem bardzo wrażliwa. Umiem słyszeć, że telefon jest naładowany albo że przewód ładujący wisi bez powodu i to mi przeszkadza w zaśnięciu. I to zdecydowanie nie jest normalna cecha widzących.
#73 agnieszka Konto zarchiwizowane
Jasne, percepcja. To wchodzi na orientacje, zrozumiała sprawa. Jednak jest tyme możliwości, by gdzieś wyjść, fajne, ciche miejsca choćby w plenerze, że na szczęście jest z czego wybierać. Myślę, że też zależy z kim się gdzieś wybieramy. Oczywiście nie wszędzie możemy być tak niezależni, ale szkodaby mi było tracić te możliwości. Byłam np. na Woodstocku, gdzie potrzebowałam pomocy, bo hałas i przede wszystkim ogromniasty teren :) ale bardzo dobrze się bawiłam, było zresztą tam trochę ludzi z niepełnosprawnościami, także z głęboką niesprawnością wzroku :)
-- (Julitka):
@Agnieszka Trochę ma, przynajmniej u mnie. Na głośnej imprezie jestem dużo bardziej zdezorientowana i mniej aktywna.
--
#74 kamlos
Bliskie jest mi to o czym pisze /agnieszka.
Jestem osobą, która kilka razy w roku wyjeżdża na kilkugodzinne potańcówki do Poznania, lub tygodniowe wyjazdy nad głównie nad morze z osobami widzącymi.
Wyjazdy te są z biura podróży dla singli lub portali internetowych dla tej że grupy. Uczestniczę w imprezach tanecznych, w których bierze udział 100 a nawet 200 osób.
Na parkiet ze stolika wychodzę po dźwięku muzyki oraz po głosach ludzi. Często punktem odniesienia świadczącym o tym, że znajduję się na parkiecie jest lekkie wzniesienie na podłożu.
Jeśli chodzi o powrót do stolika to wracam z kimś lub jeśli zbyt daleko na tym parkiecię za wędruję od stolika to pytam by mnię ktoś do tego stolika doprowadził, określając mniej więcej gdzie siedzę, mam tu na myśli rząd stolika lub numer stolika jeśli stoliki są przyporządkowane określonej numeracji np. ostatni Sylwester w Kielcach.
Istenieje jeszcze jedna opcja powrotu do stolika wracam z grupą, osób, które akurat idą odpocząć i wcześniej się dogadujemy, że jak będą wracać do stolika to dają znać.
Wszystko zależy od sytuacji, ilości ludzi na parkiecie w danej chwili i który to jest mój raz w danym miejscu.
Zdarzają się też sytuację, że przy dużej ilości ludzi na parkiecie potrącę kogoś bądź ktoś potrąci mnie, ale to się powie sorry i nikt z wzajemnością nie miał do nikogo pretęsji.
Taniec w parze wygląda też różnorako nie raz idę potańczyć z koleżanką ze stolika prosząc ją o zgodę na taniec, czasem bywa tak że na parkiecie jakiś czas tańczę samemu a potem niektóre kobiety podchodzą same do tańca.
Bywa też tak, że uda mi się na parkiecie kogoś poprosić czy to po przez skinienie głową w stronę kobiety która tańczy blisko mnie lub zapytanie sieę czy możemy zatańczyć.
Wiadomo albo się ktoś zgodzi albo nie.
Na parkiecie przy dużej ilości osób jest trudniej kogoś poprosić i nie raz bywało tak, że jak jedna kobieta podeszła by zatańczyć to niektóre też podchodziły.
odczas kolejnych wyjazdów często spotyka się te same osoby, ale nowych też nie brakuje.
Oczywiście są też osoby z którymi nie złapię kontaktu, bo przy takiej ilości ludzi się poprostu nieda.
Niektórzy potrzebują też czasu by się odezwać bo nie wiedzą czy podejść jak się zachować i tak dalej, dopiero po jakimś czasię się odzywają.
Jedna z osób mi powiedziała, że była to blokada w jej głowie. Niektórzy jak sobie golną to wtedy są odważniejsi.
Podsumowując wiem od ludzi widzących, że dla nich samych taki wyjazd czy pójście na imprezę w nieznane jwiąże się ze sporym wyzwaniem i stresem, zwłaszcza gdy to jest pierwszy raz.
Pozdrawiam Kamil.
#75 kamlos
Jeśli chodzi o tą muzykę to na jednych imprezach łupie całe 8 godzin a na innych robią przerwy wtedy można bardziej pogadać.
Przy głośniej muzyce jak ktoś siedzi obok mnie to jescze tą osobę jakoś słyszę ale jak na przeciwko to już gorzej.
Tak czy inaczej trzeba się przekrzykiwać a nie każdy to lubi i zdaję sobie sprawe, że 8 godzinne łupanie może doprowadzić człowieka do obłędu jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do takiej głośności.
#76 agnieszka Konto zarchiwizowane
Właśnie. Nikt przecież nie neguje, że hałas nam przeszkadza. Trudniej nam odnaleźć się w przestrzeni, dojść do stolika itd. Pytanie tylko na ile nam to wpływa na kontakty z ludźmi. Jeżeli zwyczajnie nie lubimy głośnych imprez to w porządku, nie ma problemu, nie my jedni i na pewno uda się inaczej spędzić czas. Jeżeli natomiast tak nas to irytuje, że nie wyjdziemy nigdzie ze znajomymi, nie wyskoczymy na wieczorne piwo, bo głośno, gdy przez to tracimy kontakt i siedzimy sami w domu, a nam to nie odpowiada to obstawiam, że przyczyna może być szersza i inna medycznie niż problem ze wzrokiem. Niestety zdarza się, że ludzie wszystko zwalają na niepełnosprawność, a mogą to być inne problemy zdrowotne, które, jeżeli je zbagatelizujemy mogą stać się jeszcze poważniejsze. Mówię o poważnych przyczynach np. neurologicznych itp. Mam nadzieję, że nie zamieszałam. Uważam, że wszystko zależy od skali nasilenia, każdy indywidualnie wie najlepiej jak jest u niego :)
#77 zywek
Ja mogę wyjść do baru, gdzie łupię muzyka, zapalić wodną i pogawędzić, ale tańcowanie jest zdecydowanie nie dla mnie.
#78 papierek
Z tym zrzucaniem na niepelnosprawność się zgodzę, ale jeszcze od innej strony.
Jak osoba widząca nie lubi hałasu, tańcowania czy głośnych imprez to mówimy, że tak ma i spoko, a spooro pewnie takich też jest. Jest też i sporo domatorów i tak dalej. Jak to będzie jakiś niewidomy,to zaraz trzeba doszukiwać się przyczyn, że słabo zrehabilitowany, słabo ogarnięty, nieprzystosowany etc.
-- (agnieszka):
Właśnie. Nikt przecież nie neguje, że hałas nam przeszkadza. Trudniej nam odnaleźć się w przestrzeni, dojść do stolika itd. Pytanie tylko na ile nam to wpływa na kontakty z ludźmi. Jeżeli zwyczajnie nie lubimy głośnych imprez to w porządku, nie ma problemu, nie my jedni i na pewno uda się inaczej spędzić czas. Jeżeli natomiast tak nas to irytuje, że nie wyjdziemy nigdzie ze znajomymi, nie wyskoczymy na wieczorne piwo, bo głośno, gdy przez to tracimy kontakt i siedzimy sami w domu, a nam to nie odpowiada to obstawiam, że przyczyna może być szersza i inna medycznie niż problem ze wzrokiem. Niestety zdarza się, że ludzie wszystko zwalają na niepełnosprawność, a mogą to być inne problemy zdrowotne, które, jeżeli je zbagatelizujemy mogą stać się jeszcze poważniejsze. Mówię o poważnych przyczynach np. neurologicznych itp. Mam nadzieję, że nie zamieszałam. Uważam, że wszystko zależy od skali nasilenia, każdy indywidualnie wie najlepiej jak jest u niego :)
--
#79 agnieszka Konto zarchiwizowane
A to przykre, bo nie mam tak, że właśnie, gdy czegoś po prostu nie lubię ktoś wysnuwa takie dziwne wnioski.
#80 kamlos
Ja jak gdzieś nie lubię iść to nie idę
Byłem 2 razy w Gdyni na podobnych imprezach jak w Poznaniu, za drugim razem mi nie przypasowało i dałem sobie spokój.
Dzisiaj w Poznaniu mają karnawałową imprezę ale nie jadę bo mi się nie chce.
Jest 3 tygodnie po Sylwestrze a to za krótki okres czasu dla mnie by imprezować, po za tym warunki drogowe dziś są nie ciekawe.