EltenLink

#41 mustafa

Polska takie rzeczy to w ogóle dawniej chyba importowała z rosji. Mam też w swoich rupieciach jakieś linijki czy ekierki brajlowskie i na nich jest nadrukowana cena przykładowo 30 kopiejek na ekierce.


Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
2020-12-27 10:32

#42 majkmik1981

Całą podyplomówkę notowałem na tabliczce, więc wykorzystywałem ją maksymalnie. Teraz też jest zawsze u mnie w torbie dziennej. Ot w takim banku, na poczcie, gdy coś trzeba szybko skrobnąć, to najlepsza dla mnie metoda. Ponad to gałka i tabliczka, zajmuje tyle miejsca, co nic.



2021-01-05 03:33

#43 camila

Uczyłam się pisać na tabliczce i nawet to opanowałam, bo chyba jestem albo dyslektykiem, albo kimś, kto ma problem z ogarnięciem stron prawo, lewo. W czarnodruku piszę komicznie - w lustrzanych odbiciach lub nie od tej strony, co trzeba. Nawet dłutko i jego wygląd ma znaczenie - te z siodełkiem są bardzo niewygodne i bardzo szybko męczy się od nich ręka, a te wypukłe są całkiem ok. Apropo - na muzykografii miałam niewidomego nauczyciela, który prowadził dziennik w normalnym zeszycie z cienkimi kartkami a4 i jego tempo pisania nie różniło się od tego maszynowego. Wspaniała rzecz.


ENFP
2021-01-05 16:22

#44 Julitka

Wydaje mi się, że większą niechęcią do tabliczek pałają, jak można się tego spodziewać, osoby młode, które nigdy nie miały z nimi do czynienia albo przynajmniej nie zdążyły ich docenić. :)


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2021-01-06 13:36

#45 denis333

To ja się że tak powiem wybiję przed szereg, i powiem, że mimo, iż swoje lata świetności w szkole mam już za sobą, to nigdy nie potrafiłem docenić fenomenu tabliczek. nie dość, że pisze się odwrotnie, to jeszcze dużo wolniej. A na dodatek łapska bolą po godzinie takiego survivalu więc moim zdaniem to rozwiązanie jest mocno bez sensu. Przynajmniej na dzisiejsze czasy.



2021-01-11 17:42

#46 Julitka

@Denis Nie mogę mieć żalu o to, że masz taką opinię, ale pokazujesz właśnie te problemy, jakie przedstawiłam w swoich wpisach.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2021-01-11 19:43

#47 misiek

Na godzinne pisanie to może faktycznie to nienajlepszy pomysł, ale na szybkie podpisanie czegoś niema nic lepszego, po za tym małe to i poręczne. Od noszenia przez cały dzień kilkukilowego Perkinsa łapa cię nie bolała?
-- (denis333):
To ja się że tak powiem wybiję przed szereg, i powiem, że mimo, iż swoje lata świetności w szkole mam już za sobą, to nigdy nie potrafiłem docenić fenomenu tabliczek. nie dość, że pisze się odwrotnie, to jeszcze dużo wolniej. A na dodatek łapska bolą po godzinie takiego survivalu więc moim zdaniem to rozwiązanie jest mocno bez sensu. Przynajmniej na dzisiejsze czasy.

--


Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
2021-01-12 02:14

#48 denis333

Nie miałem perkinsa, tylko erikę od pihta. Potem pisałem na szkolnych maszynach bodajrze z serii Ewa. Ale nie pamiętam co za firma to to ustrojstwo robiła. Wiem, że było polskie, i że rzyłki do grania słabo tam rezonowały XD



2021-01-12 08:20

#49 Julitka

Nie jest to wątek o maszynach brajlowskich, ale...
Jeeeezu, Ewa, to zło wcielone...
Takie to ustrojstwo wadliwe, że pod koniec musiałam to trzymać, żeby się na pół nie rozwaliło. Nie żartuję.
Może i lekkie, ale zawodne.
A poza Perkinsem nie lubiłam żadnych maszyn.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2021-01-12 08:32

#50 misiek

To współczuję jeszcze bardziej.
-- (denis333):
Nie miałem perkinsa, tylko erikę od pihta. Potem pisałem na szkolnych maszynach bodajrze z serii Ewa. Ale nie pamiętam co za firma to to ustrojstwo robiła. Wiem, że było polskie, i że rzyłki do grania słabo tam rezonowały XD

--


Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
2021-01-12 17:53

#51 majkmik1981

Wydaje mi się, że z tabliczkami, jak ze wszystkim. Trening czyni mistrzem.
Prawda, że w szkole, można dzióbać na maszynie, i nikt nie śmiał nic powiedzieć. Jeśli zaś wyżej się idzie,, niestety maszyna odpada a zostaje albo lapek, albo proste, małe urządzenie, jakiego tyczy się temat.
Z moich pięciu tabliczek, najlepsze nabytki, to Rosyjskie dwie tabliczki, które jeżdżą od 3 lat ze mną wszędzie, i jeszcze pewnie długo, długo nie będą miały dosyć.



2021-01-13 20:32

#52 nietoperz

Wcale nie jest ciężko dostać tabliczke ja ostatnio kupiłem sobie tabliczke w sklepie phuimpuls



2021-03-11 19:25

#53 Julitka

Tabliczka a tabliczka to różne rzeczy, bo najlepsze są te metalowe.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2021-03-12 11:29

#54 DJGraco

Tak taaaak. Ja mam dwie metalowe się okazało, ta plastikowa gdzieś zaginęła w akcji hehehe.



2021-03-12 12:39

#55 Zuzler

Z mojego doświadczeia wynika, że właśnie lepsze są plastikowe, ale takie stare, z których korzystali jeszcze moi rodzice, a metalowe to barachło. Przynajmniej barachłem z czystym sumieniem mogę nazwać to, co sprzedają w PZN-ie.



2021-03-15 12:28

#56 Julitka

Może, nie wiem, ja się tam nie znam.


***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!
2021-03-15 12:45

#57 Agata.d

Mnie próbowano nauczyć pisania na tabliczce jak byłam w pierwszej klasie podstawówki, ale z marnym skótkiem. Byłam i jestem osobą, która nie lubi żmudnej pracy, jakiejś dłubaniny, dziergania, robutek ręcznych i tego typu pierdół/ Nie mam do nich cierpliwości i nudzą mnie śmiertelnie, choć oczywiście jako osoba dorosła muszę czasami jakieś żmudne czynności robić. Jako dziecko tego nie rozumiałam, buntowałam się strasznie na to pisanie na tabliczce, nie chciałam tego robić, a zasada odbicia lustrzanego była dla mnie czystą apstrakcją, choć nie wiem, czy przez to, że nikt mi jej nie umiał wytłumaczyć, czy po prostu jako dziecko nie umiałam jej pojąć. Dochodząc do meritum, sztuki pisania na tabliczce nie opanowałam nigdy, a moja nauczycielka chyba się poddała, załamawszy uprzednio nade mną ręce. Pisałam na maszynie, nadal często posługuję się brajlem, choćby pisząc nim w telefonie mniej więcej w taki sposób, jak na maszynie. Idzie mi to dość szybko, od pisania na maszynie łapki nigdy nie bolały, Psuło się to czasem, ale że miałam dwie łatwo sobie z tym radziłam. Nie odczuwam braku tabliczek, po zakończeniu edukacji nie używam raczej brajla na papierze, a raczej nie piszę nim w tej formie. Jeśli chcę coś szybko zanotować, używam do tego telefonu i notatnika w niego wbudowanego, Ewentualnie robię notatkę głosową. A do podpisywania czegoś też tabliczka nie jest mi niezbędna, bo jedyne, co podpisywałam brajlem to zeszyty szkolne, których już nie używam. Z tym też sobie radziłam zawsze. Na początku pisałam sobie na kartce zwykłej i maszynie nazwy przedmiotów, potem ktoś mi pomagał je równo wyciąć i naklejałam je na skoroszyty, ale, że było to zajęcie żmudne, więc nauczyłam się wkręcać okładkę od skoroszytu w maszyne i pisałam bezpośrednio na niej. Z tymi z miękkiego plastiku dało się tak zrobić.


Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
2021-03-30 09:35

#58 misiek

To całkiem odwrotnie niż ja. Ja to z natury jestem grzebuła, psooja i majsterkowicz.
-- (Agata.d):
Mnie próbowano nauczyć pisania na tabliczce jak byłam w pierwszej klasie podstawówki, ale z marnym skótkiem. Byłam i jestem osobą, która nie lubi żmudnej pracy, jakiejś dłubaniny, dziergania, robutek ręcznych i tego typu pierdół/ Nie mam do nich cierpliwości i nudzą mnie śmiertelnie, choć oczywiście jako osoba dorosła muszę czasami jakieś żmudne czynności robić. Jako dziecko tego nie rozumiałam, buntowałam się strasznie na to pisanie na tabliczce, nie chciałam tego robić, a zasada odbicia lustrzanego była dla mnie czystą apstrakcją, choć nie wiem, czy przez to, że nikt mi jej nie umiał wytłumaczyć, czy po prostu jako dziecko nie umiałam jej pojąć. Dochodząc do meritum, sztuki pisania na tabliczce nie opanowałam nigdy, a moja nauczycielka chyba się poddała, załamawszy uprzednio nade mną ręce. Pisałam na maszynie, nadal często posługuję się brajlem, choćby pisząc nim w telefonie mniej więcej w taki sposób, jak na maszynie. Idzie mi to dość szybko, od pisania na maszynie łapki nigdy nie bolały, Psuło się to czasem, ale że miałam dwie łatwo sobie z tym radziłam. Nie odczuwam braku tabliczek, po zakończeniu edukacji nie używam raczej brajla na papierze, a raczej nie piszę nim w tej formie. Jeśli chcę coś szybko zanotować, używam do tego telefonu i notatnika w niego wbudowanego, Ewentualnie robię notatkę głosową. A do podpisywania czegoś też tabliczka nie jest mi niezbędna, bo jedyne, co podpisywałam brajlem to zeszyty szkolne, których już nie używam. Z tym też sobie radziłam zawsze. Na początku pisałam sobie na kartce zwykłej i maszynie nazwy przedmiotów, potem ktoś mi pomagał je równo wyciąć i naklejałam je na skoroszyty, ale, że było to zajęcie żmudne, więc nauczyłam się wkręcać okładkę od skoroszytu w maszyne i pisałam bezpośrednio na niej. Z tymi z miękkiego plastiku dało się tak zrobić.

--


Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
2021-03-31 03:24

#59 magmar

Teraz nie można dostać porządnej tabliczki.
Te nowe plastikowe nie zamykają się dobrze.


Wojna to pokój. wolność to niewola.
Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
2021-04-03 23:41

#60 misiek

Sam bym chętnie zakupił taką starą metalową, no ale jak to mówią Allegro twoim przyjacielem.
-- (magmar):
Teraz nie można dostać porządnej tabliczki.
Te nowe plastikowe nie zamykają się dobrze.

--


Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
2021-04-04 04:33