Stwierdziłem ostatnio, że jestem... Egchem, w każdym razie czas poszukać sobie jakiejś pracy, najlepiej takiej by ogarniać ją po szkole i zarobić na przyszłe życie. Pytanie tylko gdzie szukać dostępnych dla nas ofert? Wiem, że są takie miejsca w internecie.
W internecie, po fundacjach dla niepełnosprawnych, Po grupach tych odpowiednich na Facebooku, lub niestety poprzez znajomości. Jak coś więcej powiem ci na prv.
Ja niestety długo szukałam pracy dorywczej, ale generalnie pracodawcy wolą ludzi na pełen etat, tzn. na 7 lub 8 godzin pracy. Rzadko, naprawdę rzadko występują oferty z elastycznym grafikiem lub takie, w których można przyoszukać.
Wydaje mi się, że z szukaniem pracy, to jest tak, że im bardziej liczysz na siebie, tym więcej możesz znaleźć. Ot przykład z moich początków, gdy jeszcze nie miałem Zajęcia. Była jedna fundacja, była sobie druga fundacja, potem jeszcze nawinęła się trzecia, i tylko łaziłem po projektach, i nic z tego nie wynikało „będziemy dla Pana szukać pracy” będziemy”. W końcu wyłożyłem lachę na fundacje, i przez znajomą w akademiku, znalazłem pierwszą pracępo jakichś 3 tygodniach. Prawda, że dużo dawałem od siebie by dojeżdżać co dzień do pracy, ale skoro mi zależało, to nie dawałem się. Reasumując: najlepiej szukać pracy przez znajomych, a w następnej kolejności własnym uporem, z uśmiechem na twarzy i wszystko staje się łatwiejsze.
Majkmik, pełna zgoda. Ja bym tylko odwrócił kolejność. Najpierw własny upór, a potem pomoc znajomych. Nie chciałbym być źle zrozumiany. Szalenie doceniam pomoc blikich mi ludzi, ale kiedyś oparłem na tym całe myślenie w pracy, ktoś (nie z własnej winy) zawiódł i zostałem z niczym.
Osobiście Ja tu widzę jeszcze inny problem. Wiele osób uzależnia się od chwilowej pomocy różnych fundacji, jednorazowych projektów itp. Potem tacy ludzie często nie chcą myśleć o pracy na wolnym rynku. Renta jest? Jest. 500 jest? Jest. No i co kilka miesięcy parę stówek wpadnie za nic. Żyć nie umierać:).
No można i tak Dariuszu. Hm. piszę to oczywiście z perspektywy swojej, a kto mnie zna, wie że racczej jest właśnie na odwrót niż napisałem. Tj najpierw jest upur, walka samemu, a gdy już wszystko zawodzi, idę po poradę do kolegów, znajomych itd
Z fundacjami jest jeszcze jeden problem. Rzeczywistość projektowa wygląda tak, że najważniejsze są wskaźniki. Z reguły takie fundacje muszą wykazać się ilością stazów. Bierze się więc kogokolwiek gdziekolwiek byle był staz, przepracuje taki te trzy miesiące, potem wypad, bo się kasa skończyła. Raz, drugi, trzeci i na prawdę można pomyśleć, że tak w sumie to nikt mnie nie chce zatrudnić, a w ogóle niewidomi nie mają czego szukać na rynku pracy.
Ja słyszałem o takiej stronie przepisywanie.pl Nawet na nią wszedłem. Okazuje się, że jest niesamowicie dostępna. Można tam odrazu c.v. napisać wsęsie takim, że masz pola do wpisania. Praca którą oferują, polega na przepisywaniu nagrań na tekst. Mój kolega tam pracował, ale on taki niesumienny gląbiś był, że strach. Nie wiem czy to pomoże ale opisałem co pamiętam.
A dlaczego nie liczyć na znajomości? Po znajomości załatwiają sobie pracę wszyscy i właśnie dobrze na tym wychodzą, a niewidzenie nie ma tu wiele do rzeczy w tym konkretnym aspekcie.
Pierwszą pracę zdalną jaką miałem, a było to już dość dawno temu, gdy nie było to jeszcze tak popularne jak dzisiaj, znalazłem za pośrednictwem czegoś co nazywa się BDIRZ (Biuro doradztwa i Rehabilitacji Zawodowej) i jak się okazuje ciągle działa. Praca nie jest bezpośrednio u nich, a jest to chyba bardziej coś w rodzaju agencji pośrednictwa pracy dla niepełnosprawnych. Strona: https://bdirz.pl/
Tu nie o to chodzi, jestem jak najbardziej za, tylko chodzi o to, by fundacja nie roztaczała nad Tobą płaszcza ochronnego. ]CHoć jeśli to komuś pomoże. Mówię oo sobie.
W pełni zgadzam się z przedmówcą. Ja też, że tak to nazwę zaliczyłem sporo szkoleń z przeróżnych fundacji i po każdym szkoleniu aktywizacyjnym, obiecywano pracę i co? i nic! Nie bez powodu mówi się, że jak masz "plecy" to masz wszystko. -- (majkmik1981): Wydaje mi się, że z szukaniem pracy, to jest tak, że im bardziej liczysz na siebie, tym więcej możesz znaleźć. Ot przykład z moich początków, gdy jeszcze nie miałem Zajęcia. Była jedna fundacja, była sobie druga fundacja, potem jeszcze nawinęła się trzecia, i tylko łaziłem po projektach, i nic z tego nie wynikało „będziemy dla Pana szukać pracy” będziemy”. W końcu wyłożyłem lachę na fundacje, i przez znajomą w akademiku, znalazłem pierwszą pracępo jakichś 3 tygodniach. Prawda, że dużo dawałem od siebie by dojeżdżać co dzień do pracy, ale skoro mi zależało, to nie dawałem się. Reasumując: najlepiej szukać pracy przez znajomych, a w następnej kolejności własnym uporem, z uśmiechem na twarzy i wszystko staje się łatwiejsze.