Co dla was stanowiło największą motywację? Musieliście, czy chcieliście? Sytuacja was do tego zmusiła, czy potrzeba niezależności? Sami dla siebie podjęliście ten wysiłek, czy ktoś musiał wam dać przysłowiowego kopa w dupę?
1 likes
Chyba już gdzieś o tym pisałam. Przed pójściem do liceum byłoby mi po prostu wstyd przed kolegami, gdybym nie potrafiła samodzielnie wrócić do domu. Z biegiem czasu zauważyłam, że poruszanie po niewidomemu jest łatwiejsze i przyjemniejsze niż myślałam, nie mówiąc o satysfakcji z nowych umiejętności i mniejszej zależności od innych.
Rozumiem. Byłoby Ci wstyd przed kolegami widzącymi, czy niewidomymi, którzy posiedli już tę umiejętność?
Uważasz, że to właśnie zmiana szkoły na masową sprawiła, że się zmotywowałaś. Gdybyś była w ośrodku nie podjęłabyś takiej decyzji, czy to bardziej kwestia wieku i dorośnięcia? No i co na to koledzy z klasy? Jakoś komentowali? Podziwiali, czy sprawy nie było?
1 likes
U mnie rzeczywiście dość dużą rolę grał ten wsted, ale prócz tego była chęć uniezależnienia się od czyjegoś czasu, chęci i możliwości. Chcę to idę i już. Bez zastanawiania się czy znajdzie się ktoś, kto raczy mi pomóc, bez moralniaków w rodzaju "a bo ja go wykorzystałem" no i bez brania pod uwagę iluś kolejnych niewiadomych w planach na dzień związanych z ewentualnym wypadnięciem przewodnika.
Prócz tego na szczęście u mnie w domu dość często powtarzali, że kiedyś będę dorosły i wypadałoby się usamodzielnić, bo rodzice wiecznie młodzi nie będą.
Po za tym w dzieciństwie miałem takie jakieś dziwne marzenia żeby np. powsiadać do bylejakiego tramwaju czy autobusu, który np. miałby nietypowy silnik czy cokolwiek interesującego, przejechać prarę przystanków, potem np. przejść parę skrzyzowań, tak dla kaprysu, postać na moście i posłuchać karetki, co utknęła w korku itp.
Prócz tego na szczęście u mnie w domu dość często powtarzali, że kiedyś będę dorosły i wypadałoby się usamodzielnić, bo rodzice wiecznie młodzi nie będą.
Po za tym w dzieciństwie miałem takie jakieś dziwne marzenia żeby np. powsiadać do bylejakiego tramwaju czy autobusu, który np. miałby nietypowy silnik czy cokolwiek interesującego, przejechać prarę przystanków, potem np. przejść parę skrzyzowań, tak dla kaprysu, postać na moście i posłuchać karetki, co utknęła w korku itp.
1 likes
Myślę, że to kwestia dorośnięcia. Siostra próbowała przekonać mnie do chodzenia z laską, kiedy miałam dziewięć lat, jednak wcale nie chciałam o tym słyszeć - widocznie nie byłam jeszcze zbyt dojrzała. Jednak w gimnazjum zrozumiałam, że kiedyś trzeba zacząć, wtedy moment okazał się odpowiedni, bo miałam jeszcze więcej motywacji.
Nie zastanawiałam się, co by się stało, gdybym została w ośrodku. Od początku gimnazjum miałam pewność, że jeśli osiągnę przyzwoite wyniki egzaminu gimnazjalnego, pójdę do liceum masowego w rodzinnym mieście, bo poziom nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych w ośrodku rzadko przekłada się na wyniki matury, jakich oczekiwałam. Tak proponowali rodzice, a ja nie miałam nic przeciwko. Do ośrodka miałam 56 km i dojeżdżałam tam codziennie samochodem, bo pociągiem, metrem i autobusem byłoby dwa razy dłużej, więc to nie dawało mi okazji do usamodzielnienia.
A koledzy z klasy... nic nie mówili, ale ja nie oczekiwałam wyraźnej aprobaty z ich strony. Po prostu nie chciałam, żeby mieli tę wiedzę, że nie potrafię i widziałam w tym dobrą okazję do zmiany na lepsze.
Nie zastanawiałam się, co by się stało, gdybym została w ośrodku. Od początku gimnazjum miałam pewność, że jeśli osiągnę przyzwoite wyniki egzaminu gimnazjalnego, pójdę do liceum masowego w rodzinnym mieście, bo poziom nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych w ośrodku rzadko przekłada się na wyniki matury, jakich oczekiwałam. Tak proponowali rodzice, a ja nie miałam nic przeciwko. Do ośrodka miałam 56 km i dojeżdżałam tam codziennie samochodem, bo pociągiem, metrem i autobusem byłoby dwa razy dłużej, więc to nie dawało mi okazji do usamodzielnienia.
A koledzy z klasy... nic nie mówili, ale ja nie oczekiwałam wyraźnej aprobaty z ich strony. Po prostu nie chciałam, żeby mieli tę wiedzę, że nie potrafię i widziałam w tym dobrą okazję do zmiany na lepsze.
Jak byłem mały, to laski nie nawidziłem wręcz, można tak powiedzieć. Ale teraz to ona mi różnicy specjalnej nie robi, ani trudności.
1 likes
głównie potrzeba niezależności tak, jak ktoś pisał i świadomość, że trzeba się kidyś usamodzielnić i wyjść z domu. No i też pewnie trochę to, zeby w negocjacjach z rodziną muc być dla nich równożędnym partnerem do takich dyskusji
1 likes
Tak jak Papierpisał, chęć uniezależnienia się od innych, ale też jak miałem te wczesne nastolenie lata, to nie lubiłem chodzić z laską. Teraz jest dla mnie normalna.
1 likes
I jak poprzednicy, starali się mi to tłuc do głowy od małego, ale dojrzałem dopiero jakoś w gimnazjum i nabrałem motywację jak zobaczyłem, ile rzeczy jest do zrobienia.
1 likes
Też nie lubiłam. Ale znalazł się powód, by chodzić i cały czas istniałą świadoość, że prędzej czy później będzie trzeba, przecież całe życie na pewno nie będę chciała wisieć komuś na plecach.
1 likes
OO, Papierek, ja jeszcze w liceum miałam z tym problem. Przełamałam się mając 17 lat.
Edited
1 likes
ja w laskach strasznie nie lubiłem też chodzić z laską. :P ale nie dlatego, że była to niechęć do samej białej laski tylko dlatego, że uważałem, że jest potrzebne nabranie też tej oriętacji echolokacyjnej
2 likes
A ja dopiero na studiach :D
Nigdy nie miałam jakiegoś wstrętu do laski, ale nie chciało mi się bić ze wszystkimi
Nigdy nie miałam jakiegoś wstrętu do laski, ale nie chciało mi się bić ze wszystkimi
1 likes
Ale na studiach dopiero zaczęłaś poruszać się samodzielnie, czy używać laski o takowego?