Czy wasze uczelnie proponowały wam dostosowania i udogodnienia? Na co mogliście liczyć i co chcielibyście zaproponować do poprawy?
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Na UAM można liczyć na odpłatną pomoc asystenta, którym może zostać osoba z roku, ewentualnie ktoś z rdziny, indywidualną organizację studiów, czyli możliwość zwalniania się z zajęć wedle potrzeby, oczywiście wcześniej unormowane pisemnie i uwarunkowane chorobą, która tego może wymagać, racjonalne dostosowania, czli również unormowane na piśmie dostosowania, jakih się potrzebuje, np możliwość zmiany formy lub terminu egzaminów, korzystania z komputera na zajęciach. No i oczywiście stypendium dla niepełnosprawnych, które w takiej samej, nie jakiejś olbrzymiej wysokości, ale przysługuje każdemu studentowi każdego wydziału, który posiada orzeczenie o niepełnosprawności. Do tego jeszcze w bibliotekach wydziałowych, nie wiem czy wszystkich, ale w paru na pewno, znajdują się komputery z NVDA i Finnereaderem oraz skanerki do skanowania książek. Są też ludzie zatrudnieni przez BON, które siedzą sobie w piwnicy jednego budynku w niewielkim pokoiku z kilkoma komputerami, drukarą brajlowską i kilkoma skanerami i na zamówienie danego studenta poprawiają, a czasem sami nawet skanują, książki, które trzeba bardziej dostosować dla screen readera, niż tylko przerabiając skan na tekst. Jak chodzi o pomoc dla niewidomych, to to w zasadzie na tyle. Są i pomoce dla innych niepełnosprawnych, np wszystkie budynki poza jednym, jak się chwalili dwa lata temu ci z BON, są dostosowane dla osób na wózkach.
U nas na AGH jest podobnie. Ale większość rzeczy, które są dla mnie ważne ugadywałam z prowadzącymi. Chodzi mi tu np. o literowanie nazwisk, możliwość zdawania na swoim kompie, co by się nie targać do bonu i z powrotem i inne małe, kosmetyczne rzeczy. Inna sprawa jest też, kiedy się ma dobry kontakt z pozostałymi osobami na kierunku. To dużo ułatwia.
Nie miałam udogodnień. No, stypendium, ale naukowe. Kwestie techniczne dogadywałam z wykładowcami. Na SUM-ie miałam ITN, ale to nie ze względu na wzrok. Pracowałam, robiłam podyplomówkę istudiowałam, a doba nie z gumy. ;) Dziekan, która była na obronie mojego licencjatu, powiedziała, że takie rozwiązanie proponuje najzdolniejszym studentom... Dlatego mogłam pracować itd.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE
No, ja też zawsze sobie radziłam bez asystenta. Prawda, czasem jedzie się na świadomości, że grupa jest liczna, więc akurat mnie o nic nikt pytać pewnie nie będzie, nie raz prosiłam o pomoc osoby w ogóle z zewnątrz. No właśnie, nie raz. Razem to może 5-10 razy. :D Przebieg mojej kariery akurat niewiele ma wspólnego z tym, że brak mi asystenta. Z wykładowcami zawsze idzie się dogadać, jakieś takie mam szczęście. A jak się nie uda, no to kontakt z BON i rzecznikiem wydziałowym jest, zawsze można się o pomoc zwrócić. Z usług panów z piwnicy od poprawiania materiałów też nie korzystam, jakoś w większości wypadków daję radę i bez nich. W sumie to nawet o nich zapominam wtedy, gdy ich usługi mogłyby się przydać, co sprawia z kolei, że częściej zwracam się z pytaniami do grupy. Rzadko zdarzyło się, żebym nie uzyskała odpowiedzi. Na nieżyczliwość i niechęć do współpracy na tle naukowym ani ze strony wykładowców, ani kolegów narzekać nie mogę.
Korzystałam z udogodnień o jakich tu piszecie. Uzgodniłam z koleżankami, że skoro czasami potrzebuję pomocy to czemu nie miałoby im za to wpaść pare groszy i tak miałam asystenta :) Na indywidualną organizację studiów też się zdecydowałam. Przede wszystkim chodziło o dostosowanie terminów egzaminu, nie o nieobecności na nich. Na moim kierunku studiów było to przydatne. Po za tym uczelnia zapewnia mi sporo materiałów w brajlu. Sporo kwestii jak materiały w wersji elektronicznej, czy sposób zdawania egzaminów na szczęście udawało się omówić z prowadzącymi.
Proponowano mi przykładowo skanowanie podręczników i materiałów. Ale, że wtedy trochę byłem taki fifarafa ja sam to nie korzystałem. Wolałem sobie w nocnym zaciszu przy piwku i muzyczce powoli skanować. Taka monotonna, relaksująca robótka.
This site uses cookies to enhance your experience.