Witeczka, (pewnie się nie nada, na podejście, że nie dawno, ale myślę, że to zależy od podejścia)
Ja Owińska kończyłem już jakiś ładny hektar czasu temu, a mianowicie w 2005r. Przeszedłem w ośrodku prawie wszystko, co się dało: podstawówkę, zawodówkę i lod. Wyszedł całkiem pokaźny zbiór latek spędzonych tam.
1. Orientacji uczyłem się na własną rękę, a z racji, że w grupie mieliśmy Wierzę i Donpedra (to wychowawcy) którzy mieli raczej podejście takie, że jeśli się zameldowałeś, odmeldowałeś na Owińska z info po co, gdzie, i dlaczego, to nie było jakoś problemu. Więc jak już się przełamałem po owińskach, to nie było na mnie mocnych, i mimo że nie miałem kursu orientacji (no bo jak to przeprowadzić kurs z osobą o kulach) to tak długo mamie trułem głowę w zawodówce, że dostałem samodzielkę.
2. Wierza to nawet bez samodzielni mnie puszczał, no ale ….
3. Jeśli chodzi o kółka zainteresowań, to od ósmej klasy chodziłem na kółko cb radiowców w internacie (miło to wspominam) w pierwszej ZSZ zacząłem też chodzić na kółko komputerowe, które prowadziła pani od informatyki, na zmianę z Panem Markiem wychowawcą z grupy 17. To właśnie wtedy dopiero pierwsze podrygi miałem z komputerami. No właściwie nawet nie tyle z pracą na windowsie, co Dosie. Wtedy na komputerze, przy którym siedziałem był Windows 3.11. Ale nie żałuję.
Z kółkiem teatralnym, miałem okazję się zetknąć poza ośrodkiem, chodziliśmy z kumplem z integracji do podstawówki masowej, gdzie właśnie było takie kółko. Nigdy nie zapomnę, tego próbowania uzyskania zgody od Donpedra na wyjścia na kułko poza teren ośrodka. Niby dwie godziny raz w tygodniu w innej szkole, ale tak się oczy otwierały, że coś fajnego. I jakoś 2 lata mi tam zeszło
2 przedstawienia wystawiane, utkwiły mi najbardziej w pamięci: czerwony kapturek: wystawiany w Czerwonaku na jakimś pokazie, i Jaś i Małgosia które to wystawiane było w Poznaniu na festynie.
Jak m się jeszcze coś przypomni, to napiszę