1. W szkołach dla niewidomych naucza się rzeczy, które nie są potrzebne, korzysta się z przestarzałych materiałów i nieaktualizowanej wiedzy. Poza tym zakres nauki jest mocno ograniczony. Tłucze się przede wszystkim masaż klasyczny i leczniczy, a wymagania dla osoby pracującej w zawodzie często wykraczają poza to.
2. Jedną z sensowniejszych dróg po szkole masażu jest własna działalność gospodarcza, jednak absolwenci ośrodków często nie są po prostu przygotowani merytorycznie i psychicznie na taki skok na głęboką wodę. Nie są też często świadomi, że o utrzymanie takiego biznesu trzeba mocno walczyć z fizjoterapeutami i dużo wyżej wykwalifikowaną konkurencją, również tą bez studiów, ale z całym wachlarzem ukończonych kosztownych kursów doszkalających. Albo właśnie są świadomi i dlatego się nie chcą kopać z koniem.
3. Możliwości rozwoju dla technika masażysty są ograniczone. Można co prawda studiować fizjoterapię, ale na wielu uczelniach w Polsce niewidomych na ten kierunek się nie przyjmuje. Znane są wypadki osób, które to osiągnęły, a nawet ukończyły studia, obroniły pracę i znalazły zatrudnienie w zawodzie, jednak są to pojedyncze wypadki w skali kraju na przestrzeni lat.
4. Praca masażysty to tak naprawdę nic przyjemnego - płaca minimalna w budżetówce, w prywatnym gabinecie jak się uda, na dodatkowych zleceniach co prawda można sporo dorobić, ale co się nastoisz, naschylasz, ciężko napracujesz w bynajmniej nie komfortowych warunkach, to ci nikt nie odbierze.
5. Prozaiczne, a jednak - do tego trzeba najzwyczajniej mieć predyspozycje, jak do każdego bardziej absorbującego zawodu, zwłaszcza związanego z pracą z ludźmi oraz takiego, w którym potencjalnie można komuś zrobić krzywdę nieumiejętnym działaniem.