Problemy, z którymi spotykają się nauczyciele uczący osobę niewidomą

Wyjazdy integracyjne

Started by gadaczka 10 posts last post 5 years ago

#1

Sporo szkół wymaga obecności rodzica niepełnosprawnego ucznia podczas wycieczek. Wiadomo, że takie rozwiązanie blokuje integrację w grupie, ale z 2 strony nie dziwię się nauczycielowi, który ma pod opieką całą klasę. Ostatecznie odpowiedzialność on ponosi. Jak właściwie podejść do tej sprawy?
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.

#2 Archived

Powiem tak. Moja mama zawsze oferowała pomoc jako opiekun mojej klasy, ale tylko w przypadku wycieczek jednodniowych. Na Zieloną szkołę do Włoch i Hiszpanii jechałem już sam. UCzniowie znali mnie dość dobrze, ponieważ dość aktywnie udzielałem się w różnego rodzaju szkolnych inicjatywach (organizowanie dyskotek, jasełka, działania szkolnego samorządu ETC). Uczniowie znali mnie dość dobrze i nikt nie bał się pomocy.

#3

Pierwsza taka akcja, w której uczestniczyłam, to pięciodniowa wymiana z bawarskimi dziećmi. Miałam 10 lat. Byłam w piątej klasie. Wybrano uczniów, którzy najbardziej ogarniali niemiecki. No i pojechałam. Bez rodziców. Dało się radę, choć radość się ze stresem mieszała... W liceum była też taka wymiana - dla słuchaczy języka francuskiego - do Włoch wyjazd. Ale się nie zdecydowałam. Niepełnosprawność była jednym zpowodów, ale tak w większości chodziło o finanse i jednoczesne egzaminy w szkole muzycznej i koncerty, na których powinnam wystąpić. W maturalnej, nasz rocznik jechał na dni skupienia na Jasną Górę. Byłam tam wśród koleżeństwa i wszystko pykło.
Ziarnko złota znaleźć można, ale ziarnka czasu - nigdy.LINE Przysłowie chińskie.LINE

#4

To ja pamiętam, że raz pojechaliśmy z klasą, to było w gimnazjum, na wycieczkę dwudniową, ale powiem szczerze, to była moja pierwsza i ostatnia wycieczka, gdyż ją wspominam z niesmakiem. Klasa miała mnie centralnie powiem dosadnie w dupie i niestety siedziałem sam jak kołek. Wtedy była ze mną mama w roli dodatkowego opiekuna więc jakoś to przebiegło, ale mimo to było mi strasznie przykro.

#5

Wiesz co, Przemol. Klasa wtedy trochę nie wie co robić.
Nie usprawiedliwiam ich, ale jak widzieli, że masz opiekuna, też to kiedyś przerabiałam.
Wojna to pokój. wolność to niewola.
Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"

#6

Ja się nie dziwię. Jeśli mama z Tobą byłą, to nic szczególnego, że mieli CIę w gdzieś. Nie musieli się Tobą martwić, a o jakichś wygłupach czy zapraszaniu do spędzania czasu razem też jakby średnio pomyśleć.

#7

Klasa była dość specyficzna, bo to wiadomo, jak się jest w szkole muzycznej, wielka rywalizacja i zero integracji. Oczywiście były jednostki, które to, że opiekun był, akceptowały, ale mimo wszystko brak jakiejkolwiek integracji.

#8 1 like

Ja byłam w 3 klasie, jak pierwszy raz pojechałam sama na zieloną szkołę. W sensie że bez rodziców
***
🇺🇦 🇵🇱

#9

No i jak wrażenia?

#10 1 like

Hm, było ok, inni znieśli gorzej
***
🇺🇦 🇵🇱